TestArmy maszeruje w przeciwnym kierunku

Wszyscy piszą oprogramowanie, oni je sprawdzają. Branża zdobywa Dolinę Krzemową, oni — Skandynawię. Inni idą na giełdę po kapitał, oni — po zaufanie

Jeśli ktoś chce receptę na start- -up, który od początku działalności przynosi zyski, to warto prześledzić losy TestArmy. W pierwszym roku firma (działała wówczas pod marką testuj. pl) miała prawie 1 mln zł przychodów, w drugim — 3 mln zł, w ubiegłym — już ponad 6 mln zł, a zysk stanowił każdorazowo 5-10 proc. W ostatnim rankingu najszybciej rosnących firm opracowanym przez Computerworld firma zajęła 9. miejsce.

Zobacz więcej

AUDYTORZY W IT: Tak, jak każda spółka zatrudnia audytora do sprawdzenia raportu finansowego, producenci oprogramowania powinni sprawdzać software — uważają Marcin Łuczyn, Damian Szczurek i Wojciech Mróz (od prawej: pierwszy, drugi i czwarty), założyciele TestArmy, która w dwa lata chce powiększyć zespół we Wrocławiu z 70 do 150 osób, a liczbę lokalnych testerów — z 7 do 20 tys. Rozwój spółki wspierają inwestorzy: Tomasz Szpikowski i Krzysztof Czuba (od lewej: pierwszy i trzeci). Fot. Marek Wiśniewski

Nie ma apki bez błędu

TestArmy założyło trzy lata temu we Wrocławiu dwóch testerów oraz dwóch finansistów.

— Cały świat się digitalizuje, wszyscy chcą mieć więcej oprogramowania. Wszędzie można przeczytać o połączonychurządzeniach: smart home, smart car, smart city. Trend w kierunku internetu rzeczy (Internet of Things) i powszechna digitalizacja zrewolucjonizuje świat. Nie zapominajmy jednak o ciemnej stronie tego zjawiska. My nazywamy ją Internet of Threats [internet zagrożeń — red.]. Wszędzie tam, gdzie coś jest podłączone do internetu, istnieje ryzyko włamań hakerskich — mówi Damian Szczurek, współzałożyciel i prezes TestArmy.

Błędy w oprogramowaniu mogą dotyczyć powszechnie stosowanych mikroprocesorów czy nawet zabawek dla dzieci, np. mówiący zabawkowy miś z kamerą do kontroli rodzicielskiej, do którego włamał się cyberprzestępca.

— Nie mówimy natomiast tylko o cyberbezpieczeństwie, bo jakość w oprogramowaniu to też brak błędów funkcjonalnych i błędów user experience, czyli utrudniających życie użytkownikom. Dlatego zamiast zakładać kolejny software house, postanowiliśmy skoncentrować się na szukaniu błędów w aplikacjach. Tak jak spółki akcyjne — mimo że zatrudniają księgowych, mają zewnętrznych audytorów, tak w świecie produktów IT potrzebny jest zewnętrzny podmiot, który sprawdzi poprawność aplikacji. Klient, który natknie się na błędną aplikację, nigdy jej już nie zainstaluje — twierdzi Damian Szczurek.

Chińczyk prawdę powie

Poza 70-osobowym zespołem „generałów” w biurze we Wrocławiu TestArmy Group ma w 50 krajach ponad 7 tys. współpracowników, tzw. crowd testerów.

— To ta armia bada produkty na lokalnych rynkach i zwycięża „wojnę”. Np. w Chinach, gdy akcje rosną, oznaczane są na czerwono. Nie będzie tego wiedział tester z Polski, ale każdy chiński od razu wychwyci błąd. Gdy badaliśmy aplikację taxi, nasi testerzy jeździli taksówkami. Aby sprawdzić inteligentną szczoteczkę z aplikacją do mycia zębów Philipsa, używaliśmy jej codziennie. Do testowania oprogramowania do tworzenia fotoksiążek Empiku zatrudniliśmy mamy testerki, które zamawiały realne fotoksiążki. Testowanie w prawdziwych okolicznościach, na prawdziwych urządzeniach w realnym świecie to całkiem inna jakość niż testowanie czegoś w sterylnym laboratorium — wyjaśnia Wojciech Mróz, członek zarządu TestArmy.

Odmówili trzem funduszom

Ponieważ firma lubi chodzić pod prąd, więc także ścieżkę finansowania wybrała nietypową.

— Najpierw zdobyliśmy klientów, potem zaczęliśmy myśleć o inwestorze. Odmówiliśmy trzem funduszom venture capital. Gdy już urośliśmy do 50 osób i mieliśmy najwyższe w historii przychody,spotkaliśmy Tomasza Szpikowskiego i Krzysztofa Czubę, którzy zostali prywatnymi inwestorami — wspomina Wojciech Mróz. Tomasz Szpikowski był współtwórcą Work Service’u. Odszedł ze spółki i w 2012 r. założył Bergman Engineering, firmę wyspecjalizowaną w rekrutacji inżynierów. Inwestuje w start-upy. Krzysztof Czuba zarządzał inwestycjami w TFI, a teraz współtworzy prywatny wehikuł inwestycyjny z Tomaszem Szpikowskim i Bartłomiejem Sobolewskim. W ostatnie wakacje firma przeprowadziła pierwszą rundę, w ramach której wpłynęło do niej 700 tys. zł.

— Zrealizowaliśmy to, na co się umówiliśmy. W tym miesiącu odbędzie się druga runda. Łącznie inwestorzy dokapitalizują nas ponad 2 mln zł. W połowie roku wybieramy się na NewConnect, ale nie dlatego, że potrzebujemy kapitału. Emisję obejmą obecni akcjonariusze. Traktujemy giełdę jako narzędzie, dzięki któremu będziemy transparentni dla rynku. Testowaliśmy dla Samsunga, Philipsa, RWE, PGE, Cinema City, EdF, Credit Agricole, TUI, Techlandu czy Empiku. Dzięki obecności na giełdzie zdobędziemy dodatkową wiarygodność, co pozwoli przyciągnąć najlepszych fachowców, a także zyskamywiększe zaufanie wśród nowych klientów — uważa Marcin Łuczyn, współzałożyciel TestArmy.

Mroźna północ

Na razie TestArmy nie ma w planach kolejnej emisji akcji.

— Będzie, jeśli znajdziemy ciekawe spółki lub całe zespoły specjalistów — mówi Marcin Łuczyn. W 2017 r. 20 proc. przychodów TestArmy pochodziło z zagranicy.

— Za trzy lata chcemy, by było to ponad 50 proc. Do tej pory zdobywaliśmy zagraniczne kontrakty w większości zdalnie. Pod koniec 2017 r. zaczęliśmy jednak tworzyć aktywne partnerstwa strategiczne. Chcemy mieć ich więcej i zainwestować w dodatkowe kanały dystrybucji — mówi Wojciech Mróz. Kierunek — znowu — TestArmy obiera inny niż reszta firm IT.

— 95 proc. z nich chce iść do Doliny Krzemowej lub Londynu. My stawiamy na północ Europy. W Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii jest duże zaufanie do polskich specjalistów. Chcemy to wykorzystać — mówi Wojciech Mróz.

TestArmy zajmuje się usługami, a drugi brand: testuj.pl — profesjonalnymi szkoleniami testerów. Spółka stworzyła akademię testowania i przeszkoliła ponad 1000 osób.

OKIEM EKSPERTA

Wyróżniają się z tłumu

SERGIUSZ BORYSŁAWSKI, członek zarządu PiLabu, dostawcy technologii umożliwiającej dostęp do rozproszonych danych

TestArmy, jako podmiot testujący oprogramowanie, wyróżnia się w Polsce na tle wszechobecnych software house’ów, które je piszą. Wykorzystanie potencjału społeczności do testowania jest bardzo ciekawym pomysłem. Na świecie dostawcami tego typu usług są m.in. uTest czy MyCrowd. Szansa rozwoju jest znakomita, a spektrum klientów szerokie: małe firmy, które mogą być zainteresowane zewnętrzną usługą testowania, np. aplikacji przed jej zakupem, oraz duże podmioty zobligowane do testów akceptacyjnych lub specjalistycznych w zakresie wydajności i bezpieczeństwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / TestArmy maszeruje w przeciwnym kierunku