Teta nie zaskoczyła widełkami

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2005-11-04 00:00

Choć do zapisów na akcje informatycznej spółki Teta zostały jeszcze dwa tygodnie, może ona odetchnąć z ulgą. Koniunktura na GPW poprawiła się. Choć indeks WIG-Informatyka pozostaje najsłabszym wskaźnikiem GPW w tym roku, od połowy października zyskał ponad 4 proc. Na dodatek nie widać konkurencyjnych IPO w listopadzie.

Przedział cenowy (10–12 zł) nie zaskoczył, bo już wcześniej debiutant deklarował, że z emisji 0,5 mln papierów chce zebrać od 5 do 6 mln zł. W ostatnich korektach prospektu mowa nawet o kwocie co najmniej 5,5 mln zł. Nie jest to jednak zmiana najciekawsza. Uzupełnienia opublikowane przez Tetę dotyczą m.in. umów z głównymi klientami i członkami władz. Zabrakło ich w prospekcie (nowe przepisy dają emitentom dowolność w ustaleniu, czy dana informacja jest istotna). Teraz wiemy, że szef rady nadzorczej, jednocześnie właściciel 12 proc. kapitału Tety, do końca 2007 r. będzie dostawał od spółki 22 tys. zł netto miesięcznie plus pokrycie kosztów „podróży służbowych, kosztów szkoleń, udziału w seminariach oraz kosztów rozmów telefonicznych” w zamian za konsulting. Dla spółki, która w ubiegłym roku miała 3,9 mln zł zysku operacyjnego, to duży wydatek.

Prognozy Tety na ten rok wydają się realne, bo drugie półrocze w spółce jest bardziej rentowne. Na naszym rynku łatwo znaleźć spółki droższe pod względem wskaźnika cena/zysk, zwłaszcza jeśli poszukamy wśród małych i średnich firm informatycznych. Teta, szczególnie przy górnej granicy widełek, wydaje się natomiast droższa niż najwięksi przedstawiciele sektora. Na jej korzyść przemawia jednak stabilniejszy i obarczony mniejszym ryzykiem strumień przychodów. Wabikiem dla inwestorów może być też dywidenda. Teta chce wypłacać do 50 proc. zysków, co przy kursie 11 zł i zysku za 2005 r. dałoby stopę dywidendy sięgającą 3 proc.