TFI kopią się po kostkach

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-12-30 07:17

Zarządzającym w walce o wynik zdarzają się faule. Dołowanie kursu spółki, która jest dużą pozycją w portfelu konkurenta — to metoda na koniec roku.

Najwyższa stopa zwrotu w kategorii — to marzenie każdego zarządzającego. Wygrana w rankingach, nagrody odbierane w blaskach fleszy, wywiady, a jeśli zdarzy się powtórny sukces — szansa na tytuł rynkowego guru. Są i bardziej wymierne efekty — od wyniku funduszu zależy wysokość rocznej premii. Dla TFI posiadanie w ofercie najlepszego funduszu to motor promocyjny. Stawka jest więc duża. Dla niektórych zarządzających na tyle, by sięgnąć po kontrowersyjne metody. Wyszukują spółki, w których rywal ma dużą pozycję, i sprzedają akcje, by doprowadzić do spadku kursu. Oficjalnie TFI nie przyznają się do takich praktyk i określają je mianem, co najmniej, nieetycznych. Ale w nieformalnych rozmowach zarządzający są bardziej otwarci.

— Cały rok szukaliśmy spółek, na których będzie można zarobić najwięcej. Pod koniec roku nie ma już na to czasu. Teraz trzeba sięgać po inne, mniej standardowe metody poprawiania pozycji, np. pogorszenia wyniku konkurenta — mówi zarządzający proszący o anonimowość.

Jak działa ten mechanizm?

— Jeśli akcje danej spółki są małą pozycją w moim portfelu, a dużą u konkurenta, to spadek kursu dla mnie będzie dużo mniej odczuwalny niż dla rywala — tłumaczy zarządzający.

Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu.