To akcja piarowa, a nie projektowanie

opublikowano: 21-06-2017, 22:00

Za około pół roku mają ruszyć testy prototypu polskiego auta na prąd. Wiadomo już, jak może ono wyglądać. I tylko to

Kilka dni temu spółka ElectroMobility Poland, którą tworzą Enea, Tauron, Polska Grupa Energetyczna i Energa, pokazała zgłoszone do konkursu projekty karoserii polskiego samochodu elektrycznego. Spośród ponad 60 propozycji jury (aktorzy, kierowcy sportowi, naukowcy i dziennikarze) wyłoni pięć, które mają być inspiracją dla profesjonalnego i ostatecznego projektu. Kierunek słuszny, ale czy w założonym przez ElectroMobility Poland terminie uda się to osiągnąć? Plan zakłada, że po wyłonieniu pięciu laureatów konkursu na koncepcję nadwozia (co ma nastąpić w drugiej połowie 2017 r.) ruszy kolejny konkurs — tym razem na prototyp. Ten drugi ma być ogłoszony wiosną 2018 r. Po jego rozstrzygnięciu przyjdzie czas na produkcję i testy krótkich serii pojazdów. Najlepiej ocenione przejdą procedurę homologacyjną. Następnym krokiem ma być już produkcja seryjna wybranego modelu. Kiedy? Nie wiadomo. Ale panowie, to nie tak!

PODSTAWY I PROJEKTY: Jakość prezentacji pomysłów nadesłanych na konkurs prac jest bardzo różna. Od zaledwie zarysu pomysłu (zdjęcie obok) do niemal profesjonalnych renderingów. Widać też, że wielu uczestników inspirowało się już produkowanymi modelami. Ten powyżej przypomina np. Fiata 500.
Zobacz więcej

PODSTAWY I PROJEKTY: Jakość prezentacji pomysłów nadesłanych na konkurs prac jest bardzo różna. Od zaledwie zarysu pomysłu (zdjęcie obok) do niemal profesjonalnych renderingów. Widać też, że wielu uczestników inspirowało się już produkowanymi modelami. Ten powyżej przypomina np. Fiata 500. [Fot. ELECTROMOBILITY POLAND

— Zaprojektowanie samochodu od podstaw, przygotowanie płyty podłogowej, napędu, badania, testy zajmują minimum kilka lat. To po pierwsze. Po drugie: budowa auta wymaga budżetu. Ogromnego. Dziesiątek miliardów euro. Nasz rynek, choćby nawet przyjął nowe auto z otwartymi ramionami, nie zapewni zwrotu z inwestycji. Trzeba wyjść poza Polskę, czyli konkurować z motoryzacyjnymi tuzami i… wydać następne miliony — uważa Maciej Pertyński, polski juror World Car of The Year.

Czy zatem konkurs na karoserię polskiego samochodu jest bez sensu? Nie. Może pomóc znanym pracowniom dizajnerskim odkryć zdolnych polskich projektantów. Wątpliwe jednak, by zaowocował powstaniem polskiego samochodu elektrycznego. Nie wiadomo, kto go wyprodukuje, kto zaprojektuje części i kto za to wszystko zapłaci. Nawet jego przeznaczenie jest mgliste. Mowa o niewielkim pojeździe, ekologii, mieście i cenie około 50-60 tys. zł. Zdaniem motoryzacyjnych specjalistów, zaczynanie od konkursu na karoserię przy deficycie szczegółów technicznych dowodzi, że to bardziej akcja promocyjno-piarowa niż profesjonalne zabranie się za projektowanie samochodu. Wielu podkreśla jednak, że zaczynanie od karoserii nie jest niczym nowym.

— Historia zna takie przypadki. Część nawet zakończyła się sukcesem, ale zawsze robiły to koncerny motoryzacyjne, a nigdy energetyczne — mówi Paweł Gos, prezes firmy Exact Systems. Walter de Silva, jeden z najbardziej znanych projektantów aut, mawiał, że samochód jest wypadkową pracy wizjonera, inżyniera, dizajnera i księgowego. Wszyscy powinni pracować w tym samym czasie. Tylko wtedy inwestycja może się zwrócić. Chyba że nie o zwrot z inwestycji chodzi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / To akcja piarowa, a nie projektowanie