To coś więcej niż sport, to styl życia

Karolina Guzińska
opublikowano: 07-02-2003, 00:00

Skuter śnieżny? To tak dobre jak orgazm. Albo i lepsze! — entuzjazmuje się Ryszard Kostuch, prezes Polskiego Stowarzyszenia Snow- mobilu.

Dla niego i podobnych mu pasjonatów, którzy bakcyla złapali na początku lat 90., snowmobile — czyli skutery śnieżne — to styl życia. Z utęsknieniem wyczekują zimy, a kiedy wreszcie przyjdzie, ładują maszyny na przyczepy terenowych aut i ruszają w poszukiwaniu optymalnych warunków.

— Pędzi się 140 km na godzinę w śnieżnym puchu... Tylko ja, maszyna i przestrzeń... Czego jeszcze trzeba? Człowiek o wszystkim zapomina — jedno, czego chce, to jeździć i jeździć! — kontynuuje Ryszard Kostuch.

To sport dla osób w każdym wieku — od nastolatków do emerytów. Trzeba tylko lubić góry i zimę. I skoki adrenaliny.

— Szybka, ekscytująca jazda kręci ludzi. Wsiadają na skuter śnieżny i zapominają o bożym świecie. Szum, wibracje maszyny przenoszone na całe ciało, pęd, akrobacje w powietrzu... Podczas skoku frunie się kilkanaście metrów! Jeśli to kogoś wciągnie na tyle, że kupi skuter, wkrótce zapragnie maszyny jeszcze lepszej, nowocześniejszej — uważa Zbyszek Śliwiński, właściciel hotelu Cis w Przybędzy koło Żywca, organizator imprez incentive.

On sam najbardziej lubi jeździć nocą.

— To, co za chwilę wyłoni się z mroku w blasku reflektorów, jest takie nieprzewidywalne! Nawet umykające po bokach drzewa robią niesamowite wrażenie — przekonuje.

A Dariuszowi Kazaneckiemu, redaktorowi naczelnemu „Przeglądu Motorowodnego”, wicemistrzowi Polski w jeździe na skuterach wodnych klasy jet, snowmobile pozwalają przetrwać zimę.

— Wrażenia w śnieżnej przestrzeni są zupełnie inne niż na wodzie... Ale też niezapomniane — to duża frajda tak sobie hasać po śniegu, wśród tryskających spod płóz efektownych fontann... Problem w tym, że w terenie łatwo wjechać na czyjąś działkę, trzeba wciąż pytać różnych ludzi o pozwolenie... Lepiej znaleźć odpowiednie leśne dukty — radzi Dariusz Kazanecki.

Snowmobil — wbrew swojej polskiej nazwie — nie przypomina ulicznego skutera. To potężna maszyna śnieżna. Porusza się tylko po śniegu i lodzie, więc — jak twierdzi Ryszard Kostuch — jest mało inwazyjna dla środowiska. Do kierowania nią nie potrzeba żadnych uprawnień. Jedyne ograniczenie to zakaz poruszania się po drogach publicznych, parkach narodowych i rezerwatach przyrody. W Polsce wyznaczono około 150 km specjalnych tras dla snowmobili — głównie w Bieszczadach. Wymarzone tereny miłośnicy skuterów śnieżnych znajdą też w Beskidach, Sudetach, na Podhalu... Spotyka się ich na Mazurach (kiedy mróz mocno skuje jeziora — co najmniej 40-cm warstwą lodu!), w Puszczy Kampinoskiej czy Lesie Kabackim.

— Skutery śnieżne to — dla wielu turystów — wciąż nowa forma rozrywki. Uatrakcyjniają pobyt w górach. Ludzie są zadowoleni, ucząc się obsługi kolejnego pojazdu... A nie jest to trudna sztuka. Motocyklistom zajmie kilka minut. Pozostałym — może godzinę... To proste urządzenie. Nie ma, na przykład, przekładni biegów — twierdzi Zbyszek Śliwiński.

Zaawansowanym pozwala posmakować emocji podczas całodziennych wycieczek.

— To dobra zabawa i dużo śmiechu — zwłaszcza gdy skutery zapadają się w śnieg... Zawsze trzeba jeździć w grupie — samodzielne przedzieranie się przez górskie szlaki jest bardzo ryzykowne — dodaje Zbyszek Śliwiński.

Snowmobile to demony prędkości — sportowe ścigacze pędzą nawet 200 km na godzinę. Jak w każdym sporcie, tak i tu potrzeba rozsądku i wyobraźni. Skutki zderzenia z drzewem łatwo sobie wyobrazić... Dlatego nie wolno szarżować, jeździć po spożyciu alkoholu ani siadać na skuter bez ubrania ochronnego: kasku, solidnego kombinezonu, rękawic, wodoodpornych butów.

— Specjalne stroje — z nowoczesnego nylonu lub skóry — kupuje się u dealerów skuterów. Żeby dobrze wyglądać, trzeba wydać około 5 tys. zł — mówi Ryszard Kostuch.

Najlepsze warunki dla snowmobila są wtedy, gdy spodnią, metrową warstwę zamarzniętęgo śniegu okryje 10-15-cm pierzyna lekkiego puchu (gdy jest go zbyt dużo, maszyny zakopują się, gdy zbyt mało — zrywają się gąsienice).

— Największą trudność sprawia ludziom nauczenie się balansowania ciałem — przy skrętach, przechyle terenu — oraz zeskakiwania z maszyny — by nie przygniotła — np. podczas spotkania z wykrotem. Bardzo też łatwo zostać wysadzonym z siodła — kierowca trzyma się skutera tylko rękami. Trzeba w nich mieć sporo siły... — wyjaśnia Zbyszek Śliwiński.

Ten widowiskowy sport to zarazem niezła gimnastyka.

— Ludzie mówią: cóż skuter! Siedzi się bez ruchu i marznie. Nic podobnego! Człowiek jest cały czas w ruchu — spocony, zmęczony, boli go każdy mięsień — oponuje Ryszard Kostuch.

W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych na skuterach śnieżnych jeździ ponad 4 mln ludzi. W Europie przodują kraje skandynawskie — Szwedzi, Finowie i Norwegowie zarejestrowali ponad 350 tys. tych pojazdów.

— Dla mieszkańców odległych, północnych rejonów Kanady i USA, snowmobile są głównym środkiem transportu. Służby policyjne używają ich podczas poszukiwań, akcji ratowniczych i dojazdów do wypadków. Ze skuterów śnieżnych korzystają geodeci, farmerzy, pracownicy służb publicznych, naukowcy badający przyrodę oraz wielu, wielu innych — opowiada Ryszard Kostuch.

Ale i w górskich rejonach naszego kraju spotyka się ludzi wykorzystujących skutery śnieżne do pracy.

— To użyteczna maszyna. Wyposażona w gąsienicę i płozy — dzięki niej swobodnie poruszam się zimą, kiedy nawet quady zapadają się i bezradnie mielą śnieg... Gdy drogi są nieprzejezdne, jedynie skuter śnieżny dowiezie zaopatrzenie do hotelu — przyznaje Zbyszek Śliwiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / To coś więcej niż sport, to styl życia