To dopiero początek

opublikowano: 06-06-2013, 00:00

Rozmowa z Marcinem Okrojem, dyrektorem zarządzającym Hyundai Motor Poland

Hyundai jest w Polsce obecny od 20 lat, ale dopiero od pięciu walczy o najwyższe pozycje w rankingach. Za 10 lat chce być co najmniej trzeci.

WYZNACZNIK: Europa to najbardziej konkurencyjny rynek motoryzacyjny na świecie, a Europejczyk jest najbardziej wymagającym klientem. Pozycja na Starym Kontynencie to wyznacznik znaczenia marki. Jak ktoś tu dużo sprzedaje, to znaczy, że ma dobre samochody — mówi Marcin Okrój, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland. [FOT. WM]
WYZNACZNIK: Europa to najbardziej konkurencyjny rynek motoryzacyjny na świecie, a Europejczyk jest najbardziej wymagającym klientem. Pozycja na Starym Kontynencie to wyznacznik znaczenia marki. Jak ktoś tu dużo sprzedaje, to znaczy, że ma dobre samochody — mówi Marcin Okrój, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland. [FOT. WM]
None
None

„Puls Biznesu”: Polacy chcą jeździć autami Hyundaia?

Marcin Okrój, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland: Tak. Potwierdzają to wyniki sprzedaży. W 2012 r. kupili ich prawie 16 tys. Dzięki temu zdobyliśmy w zeszłym roku 5,65 proc. udziałów w polskim rynku. Hyundai był szóstą pod względem popularności marką w Polsce.

A firmy w Polsce też kupują wasze samochody?

Niedawno mieliśmy spotkanie z klientami flotowymi. Byli zaskoczeni tym, że sprzedając samochody poleasingowe naszej marki, osiągają dużo wyższe ceny niż zakładali. I to po kilka tysięcy złotych. To świadczy o tym, że nasze auta są coraz lepiej postrzegane. A to też solidny argument dla flot.

Wiele osób z branży motoryzacyjnej od dawna mówi o milionowym polskim potencjale. Tymczasem ciągle nie możemy przekroczyć rocznej sprzedaży 300 tys. aut.

To prawda. Ja również uważam, że w Polsce można sprzedawać milion samochodów rocznie. Ale jeszcze nie teraz.

A kiedy?

Jeżeli wziąć pod uwagę liczbę mieszkańców Polski i przyłożyć to do standardów zachodnioeuropejskich, to wydaje się, że sprzedaż nowych samochodów powinna być przynajmniej trzy razy większa. Ale dochody i zamożność Polaków nie są jeszcze na zachodnioeuropejskim poziomie. Myślę, że milionowa sprzedaż aut jest u nas możliwa nie wcześniej niż za 10 lat.

Który będzie wtedy Hyundai w Polsce?

Z pewnością w pierwszej trójce. Hyundai jest dopiero na początku swojej europejskiej drogi. Sprzedaż w Europie to zaledwie 10 proc. światowej sprzedaży Hyundaia. Nasz udział w europejskim rynku samochodowym to 3,5 proc.

Na początku drogi? Przecież właśnie mija 20. rocznica Hyundaia w Polsce.

To prawda. Ale prawdziwa ekspansja marki to ostatnie pięć lat. Na początku nasza oferta była skierowana przede wszystkim do klientów indywidualnych. Bez dobrej oferty dla flot nie da się zbudować dużej sprzedaży. W tym kanale sprzedaży widzimy nasz dalszy rozwój.

Rzeczywiście, ponad połowa, a według innych szacunków nawet 80 proc. samochodów w Polsce sprzedaje się na „Regon”. Jak to wygląda w Hyundaiu?

Z danych na koniec kwietnia wynika, że chodzi o 52 proc. sprzedaży aut w Polsce. Pewnie wiele jest też „ukrytą” sprzedażą firmową rejestrowaną w systemach jako sprzedaż dla klientów indywidualnych. Dostrzegamy to i bardzo inwestujemy w sprzedaż flotową. Już 42 proc. naszych aut trafia do firm. Chcemy osiągnąć średnią rynkową.

Dlatego zamykacie stacje dilerskie?

Nie zamykamy. Ale coraz wnikliwiej przyglądamy się ofertowanym przez naszych dealerów standardom. Chodzi o wszystko, co jest związane z obiektem — jego wielkość i funkcjonalność, ale przede wszystkim jakość obsługi klienta. Prowadzimy też szkolenia, aby była ona coraz lepsza.

A ci, którzy nie sprostają?

Będą zamieniani na takich, którzy potrafią się dostosować.

Gdy za te 10 lat będzie się już w Polsce sprzedawać milion aut rocznie, to czym będą napędzane Hyundaie?

Bez wątpienia głównym źródłem napędu będzie silnik spalinowy. Hyundai udoskonala tradycyjne silniki — benzynowe i diesla. Drzemie w nich spory potencjał oszczędności, zarówno apetytu na paliwo, jak i emisji spalin. Już teraz różne modele Hyundaia mają jedną z najniższych emisji CO 2 w swoich klasach i to bez wspomagania silnikami elektrycznymi.

Naprawdę nie będzie aut elektrycznych albo hybrydowych Hyundaia?

Tego nie powiedziałem. Zdajemy sobie sprawę, że europejska tendencja to stałe obniżanie emisji CO 2. Prędzej czy później dotrzemy do zerowego limitu. Prowadzimy prace nad alternatywnym źródłem zasilania. Z tym, że nie stawiamy ani na napęd hybrydowy, ani na czysto elektryczny. Naszym pomysłem na daleką przyszłość są ogniwa paliwowe. Słowem: napęd wodorowy.

Daleką przyszłość. Czyli prace dopiero ruszają?

Nie. Mówiąc daleka przyszłość, mam na myśli zapotrzebowanie na takie samochody. W pracy nad napędem wodorowym już dawno wyszliśmy z fazy testowej. Hyundai nawiązał współpracę z Kopenhagą. Przekazaliśmy miastu 15 samochodów ix35 z napędem wodorowym. Plany rządu Danii zakładają, że w Kopenhadze już w 2025 r. nie będzie aut „emisyjnych”, dlatego to świetne miejsce, by pokazać zalety naszego rozwiązania.

Dlaczego wodór?

Auta z ogniwami paliwowymi mają wszystkie zalety samochodów elektrycznych, nie tylko jednak nie emitują szkodliwych związków, ale ich tankowanie trwa nieporównywalnie krócej i zasięg jest większy. Nasz ix35 z napędem wodorowym może przejechać około 500 km. Na razie przeszkodą w rozwoju jest mała liczba stacji wodorowych — w całej Europie jest ich mniej niż 100.

To kiedy w polskich salonach pojawią się wodorowe modele Hyundaia?

Na razie skoncentrujmy się na dalszym wzroście sprzedaży. Wodorowe Hyundaie w Polsce to przyszłość. Daleka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane