To nie jest obrazek z zielonej wyspy

opublikowano: 12-02-2015, 00:00

KOMENTARZ: Jeśli Kowalski kupuje nowy samochód, to tani. Na odrobinę szaleństwa stać wyłącznie firmy lub tych, którzy kupują „na firmę”.

Pozornie nie jest źle. W 2014 r. Polacy zarejestrowali 372,6 tys. nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych. To o ponad 12 proc. (40,5 tys.) więcej niż rok wcześniej. Duży wpływ na ten skok miało tzw. okno VAT, które na początku poprzedniego roku nieco się uchyliło. Aż 25 tys. rejestracji dotyczyło wtedy aut z kratką. W 2013 r. było takich zaledwie 1,4 tys.

Według informacji z Samaru i Ministerstwa Gospodarki chłonność polskiego rynku wynosi około miliona aut rocznie. Ale z tego tylko niespełna 400 tys. to nowe samochody. Większość kupują firmy („na firmę” zarejestrowano w 2014 r. aż 60,7 proc. aut). Ulubionym modelem podobnie jak i w poprzednim roku była Skoda Octavia. Zarejestrowano ich 14 tys. Ale niemal 80 proc. na firmę. I tu dochodzimy do pytania: co kupują Kowalscy? Kowalscy kupują tanio…

Z ponad 370 tys. sprzedanych w 2014 r. nowych aut jedynie nieco ponad 140 tys. trafiło w prywatne ręce. Samar wyliczył, że firmy przeznaczyły na zakup każdego nowego auta prawie 100 tys. zł (średnia cena: 98,3 tys. zł), a użytkownicy prywatni — średnio 76,8 tys. zł. Oczywiście, im auto droższe, tym odsetek osób prywatnych wśród kupującychjest mniejszy. Najtańsze na rynku nowe auto (Ford Ka) rejestrowano w minionym roku 2016 razy. Prawie 70 proc. rejestrujących to osoby prywatne. Średnia cena tego auta wyniosła 32,3 tys. zł. Lubiana w Polsce Skoda Fabia (9644 rejestracje) tylko w 31 proc. trafiła w prywatne ręce, a jej średnia cena to „jedynie” 47,1 tys. zł. Najdroższym autem częściej rejestrowanym na Kowalskich niż na ich firmy była Alfa Romeo 4C. Ten piękny samochód (wart średnio 220 tys. zł) w 60 proc. zarejestrowano na osoby prywatne. Z tym że wszystkich 4C sprzedano… pięć. Oczywiście można by twierdzić, że Polacy nie kupują aut, bo dostają służbowe. Tylko że będzie to teoria nieprawdziwa…

Jeśli mierzyć stopień zazielenienia naszej „wyspy” motoryzacją, to okaże się, że bliżej niż do ukwieconych łąk jest jej do jesiennych pejzaży. Jest rudo. Nie od liści oczywiście, lecz od rdzy. Bo to nie jest tak, że Kowalscy nie chcą samochodów. Po prostu nie stać ich na nie. I auta kupują. Tyle że stare. W 2014 r. sprowadzono do Polski aż 748,9 tys. samochodów — o prawie 6 proc. więcej niż rok wcześniej. I choć nie ma takich danych, można się domyślać, że większość trafiła w prywatne ręce. A ponad połowa (50,8 proc,) to samochody starsze niż 10 lat, zaś średnia wartość importowanego auta osobowego wynosiła 15 tys. zł.

Samar wskazuje, że w Polsce rejestruje się tylko 7,8 nowego samochodu na 1 tys. mieszkańców, co daje nam 23. miejsce wśród 30 badanych państw Europy. Wyprzedzają nas m.in. Estonia, Czechy, Słowacja i Słowenia. W całej UE rejestruje się średnio 24,3 nowego auta na tysiąc mieszkańców.

Oczywiście jakiś odsetek Polaków zawsze wybierze pojazd używany. Z zasady. Ale sporo też jest takich, którzy kupują kilkunastoletni pojazd, bo na inny ich nie stać. Jestem przekonany, że drobna ulga, zachęta zmieniłaby rynkowe proporcje na korzyść nowych aut. Zamieszanie z VAT-em spowodowało wzrost sprzedaży o… 25 tys. pojazdów. I skorzystali na nim głownie przedsiębiorcy. Ale niemiecki przykład pokazuje, że takie stymulowanie realnie zwiększa sprzedaż. Niemcy kupują rocznie około 3 mln aut. Wyjątkiem był rok 2009, kiedy kupili 3,8 mln samochodów osobowych. A wtedy obowiązywała tzw. premia szrotowa (dopłata do zakupu nowego auta w zamian za zezłomowanie co najmniej 10-letniego).

W Polsce raczej nie możemy liczyć na tego rodzaju działania państwa. Może — gdyby je potraktować jako inwestycje w bezpieczeństwo ruchu drogowego — szanse byłyby większe. Ale na razie liczą się wpływy z podatku akcyzowego od sprowadzanych (starych) samochodów. W 2014 r. było to 592,4 mln zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu