To ostatnia szansa na koniec konfliktu RM-RPP

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-01-09 00:00

Celem dzisiejszych rozmów rządu z RPP powinno być zażegnanie trwającego od ponad miesiąca konfliktu. Ekonomiści są jednak sceptyczni: pole do porozumienia jest małe.

Zdaniem analityków, rozmowy Rady Polityki Pieniężnej z przedstawicielami koalicji rządzącej nie doprowadzą do kompromisu. Największą przeszkodą, poza względami merytorycznymi, będzie dotychczasowy przebieg konfliktu, który miał charakter głównie medialny. To najbardziej uraziło członków rady.

Politycy i eksperci z RPP zgadzają się, że obniżki stóp są możliwe. Niestety to jest chyba wszystko, co ich łączy. Rozbieżności dotyczące skali i tempa redukcji są kolosalne. Możliwe jest wypracowanie wspólnej drogi, jednak trudno sobie wyobrazić uelastycznienie stanowisk przeciwników.

Po stronie rady stoją niebezpieczeństw związane z konsekwencjami nadmiernego rozluźnienia polityki monetarnej. Natomiast na twarde stanowisko koalicji największy wpływ ma osobowość premiera. Ewentualne porozumienie obu ośrodków władzy pozwoli w I półroczu zredukować stopy o 300 punktów bazowych. Interwencje rady w późniejszym terminie będą bardzo trudne. Najważniejszym jej celem jest 4-proc. poziom inflacji na koniec 2003 roku i korekty w połowie roku mogą być spóźnione.

Poza względami ambicjonalnymi, także w kwestiach merytorycznych rozbieżności są kolosalne. Może to wykluczyć porozumienie. Podstawową sprawą jest problem inflacji — dla rady jest to czynnik numer jeden w jej strategii, rząd natomiast traktuje ten problem marginalnie. Trudno będzie także uzgodnić wspólną ścieżkę redukcji stóp. Nie ma zgody ani w kwestii głębokości, ani w kwestii ich tempa. Rada nie jest również skłonna, by brać na siebie odpowiedzialność za kształtowanie tempa wzrostu gospodarczego oraz likwidację bezrobocia.

W ocenie ekonomistów, porozumienie Rady Ministrów z RPP oznaczać będzie stopniową, 3- -proc. redukcję stóp procentowych w I i II kwartale tego roku i utrzymanie suwerenności banku centralnego. Jest to jednak najmniej prawdopodobne rozwiązanie. Ich zdaniem, należy spodziewać się raczej eskalacji konfliktu i zamachu polityków na niezależność rady i NBP. To może jednak spowodować niekontrolowane osłabienie złotego w wyniku radykalnych obniżek stóp i ucieczki inwestorów z Polski.