To wszystko wina feministek

Weronika A. Kosmala
03-05-2018, 22:00

Kobiety do piwnic, a nie na traktory — mogłaby krzyczeć propaganda, ale nie ma takiej potrzeby. W rankingu najlepszych win panie dowodzą.

Nic o winie beze mnie, pobrzmiewa niechcący z najnowszej tabeli trunków uszeregowanych tym razem nie przez rękę rynku, tylko przez uwrażliwione nosy krytyków. Jak w każdym podobnym rankingu, zanim wzrok prześlizgnie się od szczytu do dna, warto, żeby się skoncentrował na metodologii — trudno w końcu o bardziej zmanierowaną formułę niż „najlepsze na świecie wino”. Jak podaje Natalie Sellers, autorka zestawienia z „Wine Searcher”, noty przyznawane konkretnym pozycjom nie są prostą średnią ocen ekspertów, bo tym jeszcze towarzyszą wagi, natomiast do próby włączane są tylko te wina, których minimum pięć roczników dostępnych jest w obiegu. Jak się okazuje, w pierwszej szczęśliwej siódemce ani nie dominuje testosteron, ani uświęcony region Bordeaux, bo bliżej ogona znalazło się tylko jedno wino stamtąd, i to w dodatku nie czerwone, tylko w odcieniu blond.

Zobacz więcej

PRAWIE JAK LEROY MERLIN: Francuskie nazwy win nie zastawią tym razem pułapki, bo Leroy czytamy jak w reklamach artykułów budowlanych, a Musigny — nazwę obszaru — z pominięciem „g” i końcówką „i”, jak w nazwisku Sarkozy.

1. Domaine Leroy Chambertin Grand Cru

Po skomplikowanych zabiegach statystycznych burgundzkie wino otrzymało w rankingu 97 pkt. na 100, przy średniej cenie za butelkę 17 tys. zł, dla różnych roczników. Autorką sukcesu trunku z granatowych owoców pinot noir jest bez wątpienia postać dobrze znanaz okładek magazynów winiarskich — Lalou Bize-Leroy, która, mając już ponad 80 lat, wciąż zaciska w szczupłych palcach sekator do winnych gałązek. W rankingu skutecznie wycięła nim konkurencję, zajmując prawie połowę zestawienia.

2. Leroy Domaine d'Auvenay Chevalier- Montrachet Grand Cru

Mętlik nazw oznacza kolejno producenta na trzy wyrazy, a także obszar i klasę wina na pozostałe cztery. Domaine d’Auvenay również zawiaduje dama burgundzkich etykiet, chociaż wcześniej produkcję prowadził jej nieżyjący już mąż, Marcel Bize. Skąpe roczniki podniosły przeciętną cenę butelki do 21 tys. zł, a różnica w średniej ocenie krytyków to względem pierwszego miejsca tylko 0,3 pkt. Oba wina pochodzą w dodatku z upraw biodynamicznych — zdaniem Lalou Bize-Leroy, wszystko przecież żyje, a gleba i rośliny żyją tak samo jak zwierzęta i ludzie.

3. Domaine de la Romanée-Conti Romanée-Conti Grand Cru

Podwójne widzenie mogłoby słono kosztować — od pierwszego „Romanée-Conti” wybrzmiewa nazwa producenta, a od drugiego — samego wina, którego średnia stawka za butelkę pyszni się jako najwyższa na rynku. DRC króluje w inwestycyjnych poradach, bo bez wątpienia potrafi zapewnić zwrot, ale przy progu wejścia dochodzącym do 60 tys. zł za porcję, która trzem osobom wystarczy do kolacji, na której wypiją po dwa kieliszki. Mimo rekordowo wysokiej poprzeczki producent jest tak w zgodzie z tradycją i przyrodą, że aż za mocno, bo na cennych stokach wciąż pracuje z pługiem utrudzony koń.

4. Domaine Leroy Musigny Grand Cru

Przy powrocie do Domaine Leroy posypią się białe iskry, bo Lalou Bize-Leroy pracowała w DRC z Aubertem de Villainem jako osoba odpowiedzialna za marketing, jednak musiała opuścić winnicę w atmosferze delikatnie umniejszającej jej osiągnięcia. Podobnie jak w przypadku pierwszej i drugiej lokaty, czwarta też kryje w sobie nazwę obszaru — Musigny to jedna z apelacji, położona zresztą tak, żeby stosunki mogły być napięte, ale sąsiedzkie. Od południa Musigny graniczy z Échezeaux, a stamtąd wywodzi się znowu Romanée-Conti Échezeaux, czyli wino tak zachłanne, że w ostatnim roku zdrożało prawie o 50 proc.

5. Abreu Vineyard Thorevilos Cabernet Sauvignon

Z przeskokiem o jedno pole znacznie się ociepla, bo grona ocenionego na 96,4 pkt. caberneta smaga przeważnie ostre słońce Kalifornii. Ze względu na szczep winnica Abreu jest w zasadzie wizytówką rozsławionego obszaru Napa Valley, który jednocześnie drży na samo wspomnienie globalnego ocieplenia i rozpycha się łokciamina półce z inwestycyjnymi winami. Butelka Thorevilos z rocznika 2012 kosztuje obecnie nawet powyżej 2 tys. zł, przy czym w podnoszeniu ceny istotną podporą okazały się noty Roberta Parkera, który kilkakrotnie przyznał 100 pkt. winom z różnych lat. Mimo że intencje krytyków mają być kryształowe, a nos obojętny na listę ziemskich pokus, korelacja not Parkera i cen dowodzi takiego posłuszeństwa rynku, że roi się wkoło niej od podejrzeń.

6. Screaming Eagle Cabernet Sauvignon

Nazwa, którą łatwo jest przeczytać bez krępującej nieznajomości francuskich akcentów, uratowałaby wielu, gdyby tylko pojawiała się w kartach lokalnych restauracji. Czerwonego wina Screaming Eagle ma być tak mało, żeby nikt do końca nie miał pewności, jak szacować ilość skrzynek, która dyskretnie wypływa w ciągu roku do obiegu. Jak komentuje autorka rankingu, orzeł nie jest właściwie krzyczący, tylko szepczący, bo na wartą około 3,5 tys. USD butelkę caberneta trzeba karnie swoje odczekać — winnica poinformuje, jeśli z listy oczekujących inwestor przesunie się na kolejną listę, tym razem krótszą.

7. Château d’Yquem

Jak wskazuje pierwszy wyraz, z rozgrzanej doliny Napa trzeba się przenieść na zamglone stoki w Europie, a konkretnie do Bordeaux, które po rankingu może nawet potrzebować kanapy u terapeuty. Nie zagłębiając się w statystyki, można się przecież spodziewać, że zestawienie najznakomitszych trunków usłane będzie etykietami z tego regionu, tymczasem gwiazda pojawia się w nim tylko raz i w dodatku jako pozycja najtańsza. Butelka złocistego Château d’Yquem kosztuje średnio około 1,5 tys. zł, podaje „Wine Searcher”, ale w cenie jest też świadomość, że gustuje się w winie zamawianym z rozmachem przez Thomasa Jeffersona. Żeby jednak nie doprowadzić do zachwiania damsko-męskiej równowagi, należy wspomnieć, że prężność winnicy jest zasługą młodej wdowy po właścicielu, Franćoise-Joséphine de Sauvage d’Yquem, która prawdopodobnie nie wiedziała jeszcze, że, robiąc wino białe, robi też poniekąd czerwone.

Château jest w końcu na tyle wiekowe, że w piwnicy zachował się nawet tzw. kometowy rocznik, czyli wino z roku 1811, w którym nad stokami zalśnił ogon Wielkiej Komety. Mimo że powstało z białych winogron, przez grube szkło przebija odcień bordowy, co jest naturalnym efektem starzenia się w butelce — dlatego, gdy kelner zaoferuje nam białe wino z przykładowego rocznika 2010, a w kieliszku zakręci się alkohol w kolorze słomkowym, można oczekiwać deseru na koszt lokalu.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / To wszystko wina feministek