Jak wynika z danych Japan Securities Dealers Association, w środę o godzinie 9:25 czasu tokijskiego anulowano zlecenia na akcje 42 spółek o łącznej wartości 67,78 bln jenów (617 mld USD – 2,04 bln zł).

Największe zlecenia opiewało na 1,96 mld akcji koncernu Toyota Motors, co stanowiło 57 proc. wyemitowanych akcji przez największy na świecie koncern motoryzacyjny. Miało ono wartość 12,68 bln jenów i miało być zrealizowane w ramach tzw. transakcji over the counter, które są przeprowadzane bezpośrednio między dwoma stronami bez nadzoru giełdy. Wśród innych anulowanych zleceń były też m.in. na akcje Hondy, Canona, Sony i Nomura Holding.
Na razie nadzorca rynku nie ujawnił szczegółów zdarzenia i przyczyn pomyłki.
Błąd „tłustego palca” jak się go potocznie określa zdarza się okazjonalnie. W 2009 r. bank UBS w ten sposób pomyłkowo zamówił konwertowane obligacje spółki Capcom o wartości 3 bln jenów. Środowa pomyłka miała jednak zdecydowanie większą skalę.
„Nigdy nie słyszałem o anulowaniu zleceń aż o takiej wartości” – ocenia Ayako Sera, strateg rynkowy w Sumitomo Mitsui Trust Bank, który dysponuje aktywami rzędu 474 mld USD.
"To nie jest co prawda fizyka jądrowa, gdzie wciśnięcie nieodpowiedniego przycisku grozić może katastrofą, jednak problem „tłustego palca” ponownie otwiera pytanie o odpowiedzialność" – mówi Gavin Parry, dyrektor zarządzający domu maklerskiego Parry International Trading z Hongkongu.
Środowe zdarzenie nie miało większego wpływu na parkiet. Indeks Nikkei przeceniony został ostatecznie o 0,6 proc., zgodnie z dominującym w regionie trendem, podczas gdy walory Toyoty drożały o ponad 1 proc. na co wpłynęło m.in. osłabienie jena.
