Top Gear, czyli ostra jazda za miliony

Łukasz Ostruszka
opublikowano: 09-02-2013, 17:00

Kosztuje miliony i zarabia miliony, ale poza tym jest już symbolem brytyjskiej kultury, prawie takim jak James Bond i Jaś Fasola. Trwa już 19. sezon "Top Gear", hitu produkowanego przez BBC.

Charyzmatyczni prowadzący potrafią śmiać się z politycznej poprawności i nie boją się przekraczać granicy dobrego smaku. Inny program zostałby już zdjęty z anteny, a "Top Gear" trwa i trwa. Dlaczego? Poznaj historię kultowego show.

Grafika w dziale o nazwie
Grafika w dziale o nazwie "Who is the Stig?" na oficjalnej stronie programu, źrodło: topgear.com
None
None

- Prowadzący program "Top Gear" nie przekraczają granicy jak robią to często u nas Kuba Wojewódzki czy Szymon Majewski. To jest angielski humor, w którym można sobie pozwolić na bardzo wiele, a z racji tego, że jest to telewizja BBC, czyli publiczny nadawca, prowadzone są pewnie systematyczne badania, czy ta granica nie została przekroczona - podkreśla prof. Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Królowa i Bond w tyle

Skala popularności "Top Gear"? Na początek luźny test, czyli "Google prawdę powie". Wpisujemy w anglojęzycznej wersji wyszukiwarki hasłowo największe symbole Wielkiej Brytanii i mierzymy liczbę wyskakujących linków. "Top Gear" ma więcej wyników od zespołu The Beatles, klubu Manchester United, a nawet od Jamesa Bonda i królowej Elżbiety.

- Top Gear nie jest tylko telewizyjnym show: to fenomen. Ze swoimi groteskowymi wyczynami kaskaderskimi, ogromnymi budżetami, stał światowym hitem - pisał Patrick Barkham z dziennika "The Guardian".

Brytyjskie show telewizyjne świetnie wypada nie tylko w teście Google. Program jest sprzedawany do ponad 100 krajów świata i ma około 350 milionów widzów. Trudno stwierdzić czy produkcja BBC to program jeszcze motoryzacyjny, czy już satyryczny albo kabaretowy. Formuła jednak zadziała, a "Top Gear" stał się symbolem. Gdyby TVP wyprodukowała coś podobnego, pewnie posłowie z czystym sumieniem mogliby zlikwidować abonament.

Nie zawsze "po bandzie"

Dziwnie studio, trójka facetów z niewyparzonymi językami, cała masa kontrowersji i odważne pomysły na testowanie samochodów, które innym nie przyszłyby do głowy - to krótka recepta na sukces programu telewizyjnego.

- "Top Gear" odpowiada na aktualny obecnie problem eksperta. Mamy taki natłok informacji, że potrzebujemy wsparcia, które kiedyś dawał naukowiec, ale dziś ktoś taki się nie sprawdza, bo na ogół brak mu lekkości, gwiazdy z kolei kompletnie się nie znają na tym, co proponują, więc wybieramy kogoś pośredniego, kto się zna na tym co robi, a jednocześnie jest atrakcyjny w odbiorze. Prowadzący "Top Gear" to eksperci na miarę XXI wieku - mówi prof. Wiesław Godzic.

Historia "Top Gear" sięga końca lat 70-tych. Wtedy program nie różnił się od tego, co znamy także z polskiego rynku. Format, w którym grzeczni dziennikarze jeżdżą testowanymi auta zgodnie z przepisami ruchu drogowego i dokładnie analizują liczbę schowków w środku pojazdu nie może zarabiać milionów i przyciągać milionów oczu.

W 2002 roku posłuchano Jeremy'ego Clarksona, który już od dekady wprowadzał swój humor na antenę. Zupełnie nowa formuła zadziała, bo "Top Gear" stał się symbolem brytyjskiej telewizji, pokonując chyba nawet samego Benny Hilla.

Era Clarksona

Twórcy zrezygnowali z tradycyjnego studia i przenieśli się do dużego hangaru, gdzie nie brakuje przestrzeni. Do Clarksona dołączyło dwóch innych prowadzących: młodszy, nie bojący się kaskaderskich wyczynów Richard Hammond oraz flegmatyczny James May, który po pierwszym sezonie nowej odsłony programu zastąpił Jasona Dawe'a. Wymyślono nowe punkty programu takie jak "Gwiazda w samochodzie za rozsądną cenę", czyli przejażdżki celebrytów po torze tanimi, miejskimi samochodami oraz "Power Laps", czyli testowanie superaut na tym samym torze przez tajemniczą postać zwaną "The Stig", która zresztą stała się osobną marką.

Gwoździem każdego odcinka jest jednak reportaż, podczas którego w obrębie wymyślonej fabuły dziennikarze testują samochody. W najnowszym sezonie, który pojawi się na kanale BBC2 pod koniec stycznia widzowie zobaczą m.in. podróż przez USA, wyścig ze stadionu Wembley do Mediolanu na mecz piłkarski, a także próbę rajdową wykonaną bardzo drogim i nie nadającym się do jazdy po wertepach, luksusowym autem Bentley. Oprócz tego pewnie masa humoru, gwiazdy kompromitujące się za kierownicą zwykłego auta i wygłupy trio z Clarksonem na czele, a być może kilka żartów na granicy politycznej poprawności.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Takie zabawy muszą kosztować. Gdy w czasie kryzysu BBC obcinało programowi budżet, media podawały, że wyprodukowanie jednego odcinka to koszt ponad 200 tys. USD. - Rzadko mieścimy się w granicach budżetu - pisał na łamach "The Daily Telegraph" Andy Wilman, producent show i bliski przyjaciel Clarksona ze szkolnych lat. Jednocześnie przyznaje, że zyski z programu są zawsze mocnym argumentem, gdy trzeba iść po pieniądze z portfela BBC. We wrześniu poprzedniego roku trójka prezenterów przedłużyła kontrakty o trzy lata. Najlepiej opłacany jest podobno "główny aktor", czyli Jeremy Clarkson, którego gaża ma sięgać kilku milionów funtów rocznie.

Śmieszne czy nieśmieszne

Dowcipów na granicy przyzwoitości nie brakowało  w dotychczasowych prawie 150 odcinkach. Kilka razy żarty "Top Gear" dotyczyły Polski. Podczas prezentacji Volkswagena Scirocco parodiowano atak nazistów na Polskę, a odcinek, w którym testowano Poloneza obśmiewał polski przemysł motoryzacyjny.

Kontrowersja 1

W kontrowersyjnych żartach przoduje główny prowadzący. To on stwierdził na antenie, że Sarah Jessica Parker, gwiazda serialu "Seks w wielkim mieście" wygląda jak "ugotowany koń", śmiał się z kobiet noszących burki, a jadąc ciężarówką żartował o tym, jakby mógł zabić prostytutki. Na jednej z konferencji nazwał ówczesnego brytyjskiego premiera Gordona Browna "jednookim szkockim idiotą", czym zresztą zezłościł nie tylko sympatyków Browna, ale także organizacje pomagające niewidomym.

Kontrowersja 2

Żarty dotyczą przywar narodowych, historii, pochodzenia, religijności, wyglądu lub przepisów, jak zakaz palenia, przeciwko któremu Clarkson zaprotestował paląc fajkę na antenie. Kto pamięta jednak rubieżne programy Benny'ego Hilla, słynnego aktora i komika albo grupę Monty Python z "Latającego cyrku Monty Pythona", ten doskonale wie, że humor "Top Gear" mieści się w ramach tzw. "brytyjskiego humoru".

Kontrowersja 3

- Polityczna poprawność doprowadzona do przesady wymaga ruchu zwrotnego, czyli seriali w rodzaju "South Park", "Świat według Kiepskich", albo właśnie programu "Top Gear", które nie stronią od niecenzuralnych słów lub treści o zabarwieniu rasistowskim i antykobiecym, ale to wszystko ujęte jest w przewrotnej, satyrycznej formie - mówi prof. Wiesław Godzic.

Poza tym, telewizja CBS w obszernym reportażu o sukcesie "Top Gear" podała, że mimo żartów uchodzących często za seksistowskie, około 40 proc. widowni programu stanowią kobiety.

Złoty interes

Kontrowersje nie zabijają więc show. Biznes opiera się wprawdzie na telewizyjnym programie, ale nie ogranicza do niego. BBC oferuje odcinki i całe sezony na płytach DVD, sprzedaje książki, a nawet ciuchy, zabawki i kubki. Biznesem jest też magazyn drukowany "Top Gear", wydawany m.in. w Polsce.

Darmowe są natomiast bilety wstępu na nagranie "Top Gear". Program nadawany jest w Wielkiej Brytanii w niedzielę, ale jego części ze studia kręcone są w środy po południu. Najczęściej zadawanym pytaniem na oficjalnej stronie show jest właśnie kwestia nabycia biletów, o których marzą fani programu. "Top Gear" rozprowadza wejściówki poprzez portal Applausestore.com, gdzie można zostawić swoje dane na liście oczekujących.

Producenci zastrzegają jednak, że kobiet i mężczyzn w hangarze ma być mniej więcej po równo. W sieci pojawiły się już zresztą strony, które wyłapują wśród publiczności piękne kobiety, a hasło "Top Gear girls" ma w Google prawie 78 mln wyników. Wiadomo, nic tak nie przyciąga mężczyzn jak szybkie auta i kobiety, a kobiety - mężczyźni w drogich autach. Polityczna poprawność spod znaku "Top Gear" sprzedaje się świetnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane