Totalizator chce wydać 800 mln zł

Przemysław Moszumański
opublikowano: 2002-05-06 00:00

Aż 800 mln zł wynoszą czteroletnie potrzeby inwestycyjne Totalizatora Sportowego, państwowego monopolisty na rynku gier liczbowych. Większość środków ma trafić na budowę systemu wideoloterii. TS nie może stać się skansenem na hazardowym rynku — twierdzi Mirosław Roguski.

Totalizator Sportowy, państwowy monopolista na rynku gier liczbowych, przygotował projekt, określający potrzeby inwestycyjne spółki. Okazuje się, że firma, która przez wielu polityków jest traktowana jako kura znosząca złota jaja do budżetu, powinna w latach 2002-05 zainwestować niebagatelną kwotę prawie 800 mln zł. Powód? Przygotowanie do wejścia dużych zagranicznych operatorów na te segmenty hazardowego rynku, które nie zostaną objęte monopolem państwa, a które mogą odebrać dotychczasową i przyszłą klientelę Totalizatora Sportowego.

— Propozycje międzynarodowych operatorów mogą być na tyle atrakcyjne, że jeżeli my zostaniemy skansenem, to będziemy w naturalny sposób znikać z rynku. Wejdą duże loterie zagraniczne, które będą zabierać zwłaszcza młodszych graczy. I to jest duże ryzyko — ostrzega prezes Totalizatora Sportowego.

Większość zamierzonej kwoty inwestycji powinna trafić na budowę systemu wideoloterii.

— Wideoloterie są dla mnie symbolem nowych rozwiązań w Totalizatorze Sportowym. Obserwatorzy rynku są zgodni, że ze względów finansowych oraz moralnych musi to być biznes kontrolowany przez państwo. Totalizator Sportowy jest w stanie samodzielnie lub z partnerem ponieść koszty tej inwestycji — uważa Mirosław Roguski.

Jego zdaniem, jednoosobowa spółka Skarbu Państwa nie musi być jedynym podmiotem obsługującym wideoloterie. Taki system gier jest też skłonny wprowadzić borykający się z kłopotami finansowymi Polski Monopol Loteryjny — drugi państwowy gracz na rynku loterii pieniężnych. Jego przedstawiciele — wraz z amerykańską firmą PGS — oszacowali, że na uruchomienie wideoloterii potrzeba 300 mln USD (1,2 mld zł). Z kolei przedstawiciele Totalizatora Sportowego szacują, że w ciągu trzech lat (2003-05) wyłożą na ten cel 600 mln zł. W tym czasie powstałoby ponad 16,5 tys. terminali do wideoloterii. Do końca 2012 r. działałoby już natomiast 30,2 tys. Z nieoficjalnych szacunków wynika, że za dziesięć lat przychody Totalizatora Sportowego z tytułu nowych gier, sprzedawanych m.in. przez Internet, SMS czy WAP, wynosiłyby już 4,6 mld zł, a zysk — 1,3 mld zł.

Wprowadzenie wideoloterii to nie jedyny cel hazardowego giganta. Mirosław Roguski wskazuje na ogromny atut TS — liczącą 6,5 tys. punktów sieć dystrybucji, którą czeka w najbliższym okresie intensywna modernizacja i rozbudowa. O jej wykorzystaniu m.in. do kolportażu prasy mówił kilka lat temu jeden z byłych prezesów — Sławomir Sykucki.

— Po Ruchu i Kolporterze jesteśmy kolejną firmą sieciową, której obiekty można wykorzystać do kolportażu produktów czy dystrybucji usług. Po pierwsze, moglibyśmy przyjmować płatności — tak poczta jak i banki, po drugie, moglibyśmy przeprowadzać dzięki naszej sieci informatycznej badania konsumenckie. Moglibyśmy ponadto kolportować drobne produkty, takie jak np. karty telefoniczne czy parkingowe — wylicza prezes.

Jest jednak jeden, ale poważny problem. Nowelizacja ustawy o grach losowych imiennie zabrania Totalizatorowi Sportowemu zajmowania się innymi formami działalności niż gry liczbowe i loterie pieniężne.

— Intencja tej poprawki byłaby zrozumiała, jeśli dotyczyłaby wszystkich podmiotów z rynku hazardu. Tymczasem zastosowano ją tylko wobec nas. To bardzo dziwne, że firma, która ma istotny udział w rynku i jest państwowa, nie może na przykład wchodzić w media. Inne loterie światowe mają własne studia telewizyjne czy produkują własne programy. Dlatego ustawa o grach liczbowych powinna być znowelizowana — twierdzi Mirosław Roguski.

Prezes podkreśla, że w kontekście integracji z Unią Europejską Totalizatorowi „przydałaby się ochrona prawna państwa”. Jego zdaniem, spółka musi mieć środki, by wchodzić w nowe obszary działalności. Tymczasem niedawno Andrzej Celiński, minister kultury, zaproponował, by Totalizator Sportowy zaczął dofinansowywać kulturę. Przeciw tej propozycji już zaprotestowały związki zawodowe spółki.

— Jedna z propozycje ministra Celińskiego przewiduje zwiększenie obciążeń dla graczy. Wiele wskazuje na to, że w przypadku realizacji takiego scenariusza spadnie popularność gier hazardowych, a tym samym wpływy do budżetu — tłumaczy prezes Roguski.

Dlaczego? W grach hazardowych obowiązuje niepisana zasada, że połowa przychodów powinna trafiać na wygrane. Tymczasem — na skutek nałożenia 20-proc. dopłaty na Urząd Kultury Fizycznej i Sportu — tego wymogu TS już nie spełnia. Obecnie tylko 45 proc. środków wraca do graczy. Ewentualne zwiększenie dopłaty z przeznaczeniem na kulturę — zdaniem przedstawicieli TS — obniży atrakcyjność gry. Monopolista przygotował symulacje, co by się stało, gdyby na początku 2002 r. dopłata wzrosła o 3,5 lub 10 proc. W pierwszym przypadku dynamika sprzedaży spadłaby o 2,7 proc., w drugim — 3,7 proc., a w trzecim — aż o 8 proc.

— Minister Celiński chce promować kulturę i ja go rozumiem. Jednak nasi pracownicy uważają, że ten pomysł to kolejne ograniczenie możliwości konkurencyjnych Totalizatora Sportowego — podsumowuje prezes.