Totalizator Sportowy i Aplauz kontra Code

Dawid Tokarz
opublikowano: 2002-04-26 00:00

Zaciska się pętla wokół krakowskiej firmy Code, zamieszanej m.in. w aferę PZU Życie. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Marka Gila, prezesa i głównego właściciela tej spółki, złożył Aplauz, firma kupująca działki, na których później powstają hipermarkety Geant. Według nieoficjalnych informacji, wniosek do prokuratury przygotowuje także Totalizator Sportowy.

Okazuje się, że dochodzenie w sprawie popełnienia przestępstwa z artykułu 300 par. 1 (czyli udaremnienie zaspokojenia wierzycieli) przez zarząd Code (pisaliśmy o tym 11 kwietnia) jest nie jedynym, prowadzonym przez gliwicką prokuraturę, dotyczącym spółki. Od lutego 2002 r. w prokuraturze z Gliwic toczy się także śledztwo w sprawie popełnienia przez Marka Gila, jej prezesa i głównego właściciela, przestępstwa z artykułu 270 par. 2 kodeksu karnego („kto wypełnia blankiet, opatrzony cudzym podpisem, niezgodnie z wolą podpisanego i na jego szkodę albo takiego dokumentu używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”).

Doniesienie w tej sprawie złożyła raszyńska spółka Aplauz, w której 60 proc. udziałów ma polska firma Consulting Plus, a 40 proc. należy do francuskich Domów Towarowych Casino. Aplauz zajmuje się kupowaniem nieruchomości, na których później powstają hipermarkety Geant i supermarkety Leader Price. 12 stycznia 2001 r. Aplauz podpisał z Code umowę, na podstawie której nabył od krakowskiej spółki prawo wieczystego użytkowania ponad 17-ha działki w Gliwicach. Aplauz zapłacił 2,5 mln USD (ponad 10 mln zł) zaliczki. Resztę kwoty, czyli 13,33 mln USD (około 55 mln zł), powiększoną o odsetki, raszyńska firma miała zapłacić do 1 czerwca 2003 r. Na zabezpieczenie zapłaty wręczył Code weksel gwarancyjny in blanco.

— Rzeczywiście Aplauz wystawił weksel, ale z deklaracji wekslowej jasno wynikało, że tylko po 1 czerwca 2003 r. można go wypełnić, i to z dodatkowym zastrzeżeniem, że do tej pory nie zapłacimy reszty kwoty. Z punktu widzenia cywilnoprawnego nie istniała więc podstawa do wypełnienia weksla. Tymczasem 6 grudnia 2001 r. otrzymaliśmy zawiadomienie o zajęciu naszego rachunku bankowego z tytułu nakazu zapłaty z postępowania wekslowego na kwotę blisko 70 mln zł. Pomijając fakt bezprawności wypełnienia weksla przed terminem, kwota ta w żaden sposób nie odpowiada postanowieniom zawartym w umowie i deklaracji wekslowej — mówi Yan Guen, prezes Aplauz i prokurent Domów Towarowych Casino.

Postępowanie przed Sądem Okręgowym w Gliwicach o nakaz zapłaty z weksla odbyło się bez udziału przedstawicieli Aplauzu. Sąd rejestrowy nie został poinformowany o zmianie adresu firmy. Jej przedstawiciele nie dowiedzieli się więc o jego wyniku, a w konsekwencji nie odwołali od decyzji sądu. Sąd prowadzący sprawę przesłał pismo o zbliżającym się postępowaniu nakazowym na adres Aplauzu, widniejący w sądzie rejestrowym (Raszyn, ulica Wspólna 32). Wszystkie inne pisma raszyński urząd pocztowy kierował na nowy, warszawski adres spółki przy ulicy Wiejskiej. Jednak zgodnie z prawem, poczta nie może tak robić w przypadku korespondencji sądowej. Pismo wróciło więc do gliwickiego sądu z adnotacją „adresat niedostępny”.

— Spółka miała zostać przerejestrowana do Krajowego Rejestru Sądowego i w związku z tym nie było sensu dokonywać zmian w starym rejestrze. Marek Gil, jako prezes Code, wielokrotnie bywał w nowej siedzibie firmy, wiedział więc, gdzie się mieści i w jaki sposób wezwać nas do zapłaty. Od początku zaplanował, by rozprawa odbyła się bez udziału przedstawicieli Aplauzu, tak by sąd mógł zapoznać się tylko z wekslem, a nie miał wglądu w deklarację wekslową i umowę — twierdzi prezes Guen.

„PB”: Waszym błędem było jednak to, że nie poinformowaliście sądu rejestrowego o zmianie siedziby spółki.

Yan Guen: Być może, ale tak naprawdę naszym największym i podstawowym błędem była decyzja o robieniu jakichkolwiek interesów z panem Gilem.

Marek Kaszub, prowadzący sprawę sędzia z Gliwic, przyznaje, że nie miał wglądu w deklarację wekslową i umowę między Code a Aplauzem.

— Wekslem nie posługuje się bowiem Code, ale inna spółka, na którą Code scedowało prawa do weksla — wyjaśnia sędzia Kaszub.

Marek Gil nie chciał rozmawiać z nami na temat prowadzonych przez siebie interesów. Jedyną kwestią, o której chciał mówić, była właśnie sprawa spółki Aplauz. Zdaniem właściciela Code, miał on pełne prawo do wypełnienia weksla. Rozmowę z nami Gil zakończył sugestią, żeby się na niego nie powoływać, ponieważ oficjalnie nie ma on z tą sprawą nic wspólnego.

I rzeczywiście — udało nam się ustalić, że Code scedowało prawa do realizacji weksla spółce CMG Development. Ta firma została założona przez Code w 2000 r. 1 lipca tego roku Code sprzedało wszystkie udziały w CMG Ewie Zyzak z Gliwic. Jak już pisaliśmy, zdaniem Polfinu, agencji obrotu wierzytelnościami z Krakowa, transakcja ta (o kolosalnej wartości 199,1 mln zł) była fikcyjna i służyła jedynie wyprowadzeniu z Code majątku, który mógł posłużyć do zaspokojenia wierzycieli spółki. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi gliwicka prokuratura.

Marek Gil nie chciał tego komentować, a z Ewą Zyzak nie udało nam się skontaktować. Z tego, co dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w policji, także organy ścigania mają problem ze zlokalizowaniem miejsca jej pobytu.

Decyzja gliwickiego sądu o nakazie zapłaty przez Aplauz na rzecz Code blisko 62 mln zł wraz z odsetkami zaopatrzona była w klauzulę natychmiastowej wykonalności. W związku z tym prowadzone jest już postępowanie egzekucyjne na dwóch nieruchomościach należących do Aplauzu — wspomnianej gliwickiej i warszawskiej, zlokalizowanej przy ulicach Zięby i Gruchacza. W pierwszym przypadku Aplauz dostał jedynie zawiadomienie o wszczęciu postępowania egzekucyjnego. W drugim — odbyły się już opis i oszacowanie nieruchomości, a kolejnym etapem będzie wyznaczenie terminu licytacji.

Tymczasem Aplauz cały czas liczy na zatrzymanie egzekucji. Pierwszym krokiem na drodze do tego celu ma być złożenie w gliwickim sądzie skargi o wznowienie postępowania. Jeśli sąd się zgodzi, nie będzie to jedyna sprawa rozpatrywana przez polski wymiar sprawiedliwości, w którą zaangażowana jest (w taki czy inny sposób) Code.

Jedną z kolejnych, zajmie się niedługo krakowski sąd apelacyjny. Będzie on rozpatrywał apelację Code od wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie, który 7 marca 2002 r. zasądził od krakowskiej spółki ponad 65,3 mln zł na rzecz Totalizatora Sportowego. Kwota ta to nie spłacone w terminie (czyli do 23 lipca 2001 r.) obligacje Code i ustawowe odsetki.

— Przewidywaliśmy, że Code się odwoła. Ze spokojem czekamy jednak na rozstrzygnięcie sądu drugiej instancji. Sprawa jest bowiem jednoznaczna — Code nie dość, że nie wykupiło swoich obligacji w terminie, to jeszcze przedstawiło nieprawdziwe zabezpieczenia tych papierów. Jednocześnie propozycje przedstawione przez pana Gila, dotyczące polubownego rozstrzygnięcia tej sprawy, były nie do przyjęcia i prowadzenie z nim jakichkolwiek rozmów było niecelowe. Jak tylko decyzja sądu się uprawomocni, przystąpimy do egzekucji należności — mówi Paweł Burdzy, rzecznik Totalizatora.

Sprawę nieprawidłowości przy zakupie przez Totalizator obligacji Code bada warszawska prokuratura okręgowa. W grę wchodzi przestępstwo z art. 585 kodeksu spółek handlowych („Kto, biorąc udział w tworzeniu spółki handlowej lub będąc członkiem jej zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej albo likwidatorem, działa na jej szkodę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 i grzywnie) lub art. 296 par. 3 kodeksu karnego (wyrządzenie wielkiej szkody majątkowej), które z kolei zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do lat 10.

— Śledztwo, wszczęte w grudniu 2001 r. na wniosek Totalizatora, prowadzone jest w sprawie niedopełnienia obowiązków i nadużycia uprawnień przez b. członków zarządu tej spółki. Na razie nie przedstawiono nikomu zarzutów — informuje Katarzyna Konwerska-Grześkowiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Totalizator kupił obligacje Code wartości 60 mln zł na podstawie uchwały zarządu spółki z 23 sierpnia 2000 r. Zarząd, kierowany wówczas przez Władysława Jamrożego, podjął taką decyzję (przy jednym głosie przeciw) po zapoznaniu się z analizami, dokonanymi przez firmę doradczą FinCo Group i kancelarię prawną Hogan & Hartson.

Code jako zabezpieczenie emisji przedstawiło jedynie akt notarialny o ustanowieniu hipoteki, a nie — jak powinno — wpis dokonany przez sąd na podstawie tego aktu.

— Sam akt notarialny jest jedynie oświadczeniem woli, które do momentu dokonania wpisu przez sąd mogło zostać przez Code odwołane. Poza tym w memorandum informacyjnym znalazło się sformułowanie, że Code niezwłocznie doprowadzi do nadania hipotekom zabezpieczającym emisję pierwszeństwa przed innymi hipotekami, ustanowionymi na tych samych nieruchomościach. Nie wyjaśniono jednak, co znaczy „niezwłocznie” — mówi anonimowo informator z Totalizatora.

Finco Group i Hogan & Hartson w swoich analizach zwracały uwagę na te nieścisłości, nie formułując jednak jednoznacznych wniosków.

— Nie zbadano też w sposób wiarygodny wartości nieruchomości, mających stanowić zabezpieczenie emisji obligacji. Uznano, że wyceny przedstawione przez Code są wiarygodne. Tymczasem wiele wskazuje na to, że nie były — twierdzi nasz informator.

— Z oczywistych powodów nie możemy komentować sprawy prowadzonej dla któregokolwiek klienta. Jest jednak jasne, ze kancelarie prawne nie zajmują się wyceną nieruchomości, a ich rolą jest jedynie ocena, czy sama emisja oraz jej zabezpieczenia zostały dokonane zgodnie z prawem. Tak też było w tej sprawie — tłumaczy Maciej Jamka, partner w Hogan & Hartson.

Z kolei przedstawiciele Finco Group nie chcieli udzielić komentarza.

Głównym zabezpieczeniem obligacji Code miała być hipoteka na ponad 23-ha działce, zlokalizowanej w podkrakowskim Kryspinowie, gmina Liszki. Wartość hipoteki, ustanowionej ostatecznie przez sąd na tej nieruchomości na rzecz Totalizatora 18 sierpnia 2000 r., opiewała na 72,3 mln zł. Podstawę do tak wysokiej hipoteki stanowiła wycena sporządzona przez Andrzeja Korzusa, rzeczoznawcę majątkowego z Bytomia, która określała wartość działki na 92,37 mln zł.

— Nasza wycena określała wartość nieruchomości w przypadku zrealizowania planu inwestycyjnego, który zakładał, że powstanie tam zespół usługowy, obejmujący stację paliw, myjnię, restaurację, sklep, hotel z restauracją, klub tenisa i golfa, drogi oraz parkingi. Plan ten był zaakceptowany przez gminę Liszki i uwzględniony w planie urbanistycznym — mówi Andrzej Korzus.

Tymczasem specjaliści firmy Twigger Consulting, którzy przeprowadzili analizy, dotyczące zabezpieczeń obligacji Code pod koniec 2001 r., wycenili wspomnianą nieruchomość na ...2,4 mln zł, czyli prawie 40 razy mniej.

— Okazało się, że część tego terenu sklasyfikowana jest jako użytki zielone, gdzie obowiązuje zakaz nowej zabudowy. Poza tym nieruchomość objęta była zasięgiem stref parków krajobrazowych i obszaru krajobrazu chronionego. W praktyce oznacza to, że nie można tam postawić nawet drewnianej budki — mówi nasz informator.

Leszek Kaczmarski, prezes Twigger Consulting, nie chciał rozmawiać szczegółowo na temat tej sprawy, zasłaniając się klauzulą poufności, w jaką zaopatrzona była umowa, zawarta między kierowaną przez niego spółką a Totalizatorem.

— Mogę jedynie powiedzieć, że z naszej analizy, za której wiarygodność ręczę, wynikało, iż działki, które miały stanowić zabezpieczenie obligacji Code, już wcześniej były obciążane hipotekami, równymi ich wartości lub nawet wartość tę przekraczającymi — twierdzi Leszek Kaczmarski.

Udało nam się to potwierdzić. Ustaliliśmy, że na nieruchomości w Kryspinowie poza hipoteką na rzecz Totalizatora ustanowiona jest także hipoteka wysokości 11,8 mln zł (a więc przekraczającej znacznie 2,4 mln zł) na rzecz giełdowego Deutsche Bank 24 (wcześniej Bank Współpracy Regionalnej). Mimo zapisu z memorandum o pierwszeństwie Totalizatora, w przypadku egzekucji to właśnie niemiecki bank będzie miał pierwszeństwo przed ewentualnymi roszczeniami państwowego giganta. Hipoteka na rzecz Deutsche Bank 24 została bowiem ustanowiona wcześniej.

— Egzekucja orzeczenia cywilnego (przy tak kiepskich zabezpieczeniach obligacji) najprawdopodobniej nie da żadnych wyników. Moim zdaniem, najlepszym wyjściem dla Totalizatora byłoby doprowadzenie do przedstawienia zarzutów prezesowi Code. Groźba odpowiedzialności karnej może spowodować, że coś uda się Totalizatorowi odzyskać. Osoba, zagrożona sankcją karną, często zwraca bowiem przynajmniej część należności, co ma wskazywać, że nie było jej zamiarem oszukanie kontrahenta — twierdzi prawnik jednej z renomowanych warszawskich kancelarii prawnych.

Okazuje się, że służby prawne Totalizatora myślą podobnie. Według naszych informacji, wniosek do prokuratury, dotyczący popełnienia przestępstwa przez prezesa Code, jest już w Totalizatorze przygotowywany.

— Dotychczasowe czynności podejmowane przez organy ścigania zmierzają jedynie do ustalenia odpowiedzialności byłych członków zarządu Totalizatora za niegospodarność. Tymczasem wiele wskazuje na popełnienie przez prezesa Code, a być może także inne osoby, które z nim współdziałały przy emisji obligacji, przestępstwa przewidzianego w art. 286 par. 1 w związku z art. 294 par. 1 kodeksu karnego, czyli oszustwa w odniesieniu do mienia znacznej wartości (czyn taki zagrożony jest karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat). Przygotowujemy kompleksowe wystąpienie do prokuratury w tej sprawie — mówi nasz informator z Totalizatora.