Towarzystwa gwiżdżą na Sąd Najwyższy

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-01-13 00:00

Auto zastępcze na koszt ubezpieczyciela, części zamienne bez amortyzacji — tak orzekł sąd. A firmy? Robią swoje — alarmuje rzecznik ubezpieczonych

Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Życiowa prawda z filmu „Sami swoi” obowiązuje wśród ubezpieczycieli w odniesieniu do orzeczeń Sądu Najwyższego (SN) — uważa Aleksandra Wiktorow, rzecznik ubezpieczonych.

NADZIEJA
 W NADZORZE:
 Aleksandra
 Wiktorow, rzecznik
 ubezpieczonych,
 liczy, że skoro udało
 jej się przekonać
 Komisję Nadzoru
 Finansowego
 do interwencji
 na rynku bancassurance,
 to uda się jej
 też nakłonić nadzór
 do zajęcia się rynkiem
 ubezpieczeń
 komunikacyjnych.
 [FOT. WM]
NADZIEJA W NADZORZE: Aleksandra Wiktorow, rzecznik ubezpieczonych, liczy, że skoro udało jej się przekonać Komisję Nadzoru Finansowego do interwencji na rynku bancassurance, to uda się jej też nakłonić nadzór do zajęcia się rynkiem ubezpieczeń komunikacyjnych. [FOT. WM]
None
None

W ostatnich dwóch latach rzecznik skierował do sądu trzy pytania prawne, które miały rozstrzygnąć kluczowe dla rynku kwestie. Chodziło o prawo klientów do korzystania z auta zastępczego, zakaz amortyzacji części i używania zamienników. W każdej z tych spraw SN stanął po stronie klientów, jednak firmy ubezpieczeniowe mocno się tym nie przejęły.

— Orzeczenia Sądu Najwyższego nie poprawiły sytuacji klientów. Ubezpieczyciele znaleźli sposoby na ich obchodzenie i z nich korzystają — twierdzi Aleksandra Wiktorow. Ponad 240-stronicowy raport, który przygotowało biuro rzecznika, nie zostawia na nich suchej nitki. Według niego, towarzystwa mają tylko jeden cel: wypłacić poszkodowanym jak najmniej.

— Na rynku ubezpieczeniowym dochodzi do masowej redukcji wypłacanych odszkodowań — twierdzi Aleksander Daszewski, prawnik z biura rzecznika ubezpieczonych.

Zwraca uwagę, że mimo pozytywnych dla klientów orzeczeń SN liczba skarg dotyczących likwidacji szkód komunikacyjnych rośnie. Wynika z nich, że ubezpieczyciele tylko w deklaracjach dostosowali się do decyzji sądu. W praktyce postępują jak gdyby nigdy nic. Choć SN wprost zabronił takich praktyk, wciąż zdarzają się przypadki odmowy zwrotu kosztów najmu auta zastępczego uzasadniane możliwością korzystania z komunikacji publicznej. Ubezpieczyciele nadal też uzależniają od wieku auta wartość części uwzględnioną w wycenie szkody. Z ich pism zniknęło napiętnowane przez SN słowo „amortyzacja”, zastąpione zgrabnym „urealnieniem wyceny”.

— Kryje się za nim stosowanie zamienników zamiast części oryginalnych oraz automatyczne ścinanie wyceny części o ok. 50 proc. w porównaniu z cennikami. Żaden ubezpieczyciel nie był w stanie nam wskazać, gdzie na rynku może kupić części w takiej cenie — twierdzi Aleksander Daszewski.

Jego zdaniem, czasami ubezpieczyciele zachowują się wręcz schizofrenicznie — przedstawiają poszkodowanemu dwie wyceny. Pierwsza — dążąca do szkody całkowitej — podaje rynkową wartość części i robocizny. Natomiast w drugiej, gdzie w grę wchodzi naprawa, wszystko jest wycenione o połowę niżej. Przedstawiciele biura rzecznika alarmują także, że ubezpieczyciele zaczęli obchodzić orzeczenie SN sprzed 10 lat dotyczące utraty wartości handlowej pojazdu. Coraz częściej na rynku dochodzi do odmowy uznawania takich roszczeń. Raport rzecznika ubezpieczonych trafił do Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Finansów. Aleksandra Wiktorow podkreśla, że ma nadzieję zainteresować te instytucje, a szczególnie nadzór, podejściem ubezpieczycieli do orzeczeń SN i legalnością ich działań.

— Mam wrażenie, że rynek ubezpieczeniowy jest zbyt słabo nadzorowany. Rozumiem, dlaczego ubezpieczyciele dopuszczają się takich praktyk. Segment OC komunikacyjnego od wielu lat jest pod kreską. KNF powinna zainteresować się, jakie są tego przyczyny i w jaki sposób są kalkulowane składki — mówi Aleksandra Wiktorow.

Nadzór i ubezpieczyciele na razie nie chcą komentować raportu rzecznika. Potrzebują czasu, by zapoznać się z dokumentem.

— Analizujemy raport pod kątem ewentualnego wykorzystania w pracy nadzorczej— mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

— Raport dostaliśmy w czwartek. Jest bardzo obszerny i jego dokładna lektura musi nam zająć trochę czasu — zaznacza Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń.