Tragikomiczny kult Stalina

Marcin DobrowolskiMarcin Dobrowolski
opublikowano: 2017-03-08 08:41
zaktualizowano: 2016-03-07 12:41

Śmierć jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości wywołała histeryczną, ostatnią wielką falę jego kultu. W miastach stawiano pomniki wodza, obiektom użyteczności publicznej nadawano jego imię, a oddawana mu cześć zaczęła przybierać formę parareligijną.

Oficjalną datą śmierci Stalina jest 5 marca 1953 r., choć niektórzy podejrzewają, iż mógł zostać zamordowany już kilka dni wcześniej przez przedstawicieli najbliższego otoczenia. Niezależnie od tego w jaki sposób do tego doszło faktem jest, że Stalin był martwy, a śmierć przywódcy ZSRR wywołała ostatnią falę histerii budowanego od lat kultu wodza. 

Józef Stalin (1878-1953)
Józef Stalin (1878-1953)

Już 6 marca rano słuchacze Polskiego Radia dowiedzieli się o jego śmierci. Co pół godziny odczytywano komunikat PZPR, przerwy wypełniając muzyką żałobną. 7 marca Rada Ministrów i Rada Państwa zadecydowały o zmianie nazwy miasta Katowice na Stalinogród, imieniem Stalina nazwano również budowany w stolicy Pałac Kultury i Nauki. Histeria i nacisk na twórców był tak wielki, że utwory wychwalające zmarłego publikowali uznani poeci i prozaicy, za co wielu z nich później niejednokrotnie przepraszało.

Dzień pogrzebu wodza, 9 marca, został ogłoszony w wielu krajach dniem żałoby narodowej. Ciało Stalina zmumifikowano i umieszczono w mauzoleum Lenina na placu Czerwonym. Podczas uroczystości w Moskwie doszło do tragedii - napierający tłum nie mogąc pomieścić się na ograniczonej przestrzeni zadeptał kilkaset osób, choć nieoficjalne dane mówiły nawet o kilku tysiącach.

Uroczystości moskiewskie transmitowane były przez Polskie Radio. W ich trakcie przerywano naukę i pracę, ludzie zbierali się przy głośnikach, wyły syreny i biły dzwony kościelne. W dniu pogrzebu, na wielkiej manifestacji zorganizowanej w Warszawie, ówczesny wicepremier i członek biura politycznego PZPR Józef Cyrankiewicz przekonywał, że dzięki Stalinowi Polska jest wolna i z nadzieją patrzy w przyszłość.

Histeria, która ogarnęła władze może być porównywana tylko do starożytnych praktyk deifikacyjnych, kiedy tyranów, władców, cesarzy ubóstwiano po śmierci, a niekiedy również za życia. Nakazywano oddawać im cześć przez ogół obywateli, co bywało wyśmiewane przez niektórych odważnych intelektualistów. W ten sposób powstała w 54 r. n.e. satyra Seneki "Udynienie boskiego Klaudiusza", wyśmiewająca podjęte przez aparat państwa działania. Podobnie jak 1900 lat wcześniej, tak i w XX wieku zdarzali się bohaterowie, którzy nie uginali karku pod absurdalnymi nakazami władzy.

I tak, już 8 marca za odmowę wydrukowania całostronnicowego nekrologu zmarłego najwyższe czynniki państwowe podjęły decyzję o zamknięciu Tygodnika Powszechnego. Dla niepoznaki pozostawiono czasopismo o takiej samej winiecie, jednak pod zmienioną redakcją, pozbawioną niepokornych publicystów. Stara redakcja odzyskała pismo w wyniku odwilży w 1956 r.

Wtedy, na XX Zjeździe KPZR, następca Stalina, Nikita Chruszczow, wygłosił słynny referat otwarcie krytykujący zbrodnicze rządy swego poprzednika. Destalinizacja wiązała się z „odwilżą”: uwolnieniem milionów więźniów politycznych, procesami rehabilitacyjnymi, liberalizacją i złagodzeniem terroru. W 1961 r. mumia Stalina została usunięta z Mauzoleum Lenina i pochowana pod murem kremlowskim. 

W kolejnych latach kult wodza osłabł, choć powracał na przykład w latach rządów Breżniewa, oraz na fali tęsknoty za silnym przywódcą w Rosji lat 90.

Przerażająca i komiczna zarazem, w świetle znanych nam zbrodni stalinowskich w Polsce i na Polakach w ZSRR, jest polska kronika filmowa relacjonująca żałobę narodu po śmierci przywódcy komunistów.