Czytasz dzięki

Transport tonie w długach

opublikowano: 09-07-2020, 22:00

Firmy zalegają z płatnościami na niemal miliard złotych. Przyczyniła się do tego pandemia, ale nie jest to główny powód

Dług firm transportowych wzrósł od początku roku o prawie 181 mln zł i wynosi obecnie 981 mln zł. Geneza zadłużenia sięga znacznie dalej niż początki pandemii. Niezależnie od ograniczeń związanych z rozprzestrzenianiem się koronawirusa branża boryka się z jednym, i to największym, problemem od wielu lat. Jest nim nadpodaż usług.

Szacuje się, że wejście w życie pakietu mobilności spowoduje wzrost kosztów pracowniczych nawet o 30 proc., co pozbawi polskich przewoźników przewagi konkurencyjnej.
Zobacz więcej

KOSZTOWNE ZMIANY:

Szacuje się, że wejście w życie pakietu mobilności spowoduje wzrost kosztów pracowniczych nawet o 30 proc., co pozbawi polskich przewoźników przewagi konkurencyjnej. Fot. Fotolia

— Od lat obserwujemy, że wielu przedsiębiorców decyduje się na otwarcie działalności przewozowej, bo uważają, że jest bardzo dochodowa. Tyle że często nie zdają sobie sprawy z problemów, jakie jej dotyczą, a największym jest rozdrobnienie. Skutkiem jest walka o zlecenie za wszelką cenę, czyli np. bez weryfikacji zleceniodawcy — mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (KRD).

Duży może więcej

86 proc. dłużników transportowych to jednoosobowe działalności gospodarcze. W tej branży, podobnie jak w budownictwie, łańcuch płatności jest długi. Zanim pieniądze otrzyma ten, który realnie przewozi towar z magazynu, czeka na nie wielu pośredników.

— Małe firmy chcą się rozwijać, i to bardzo dobrze, ale muszą pamiętać, aby robić to z głową. W większości przypadków przewoźnicy nie patrzą na konsekwencje. Jeśli mają do wyboru stać albo przyjąć zlecenie, wybierają to drugie, co nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem, bo ponoszą koszty, a nie dostają zapłaty. Z powodu dużej konkurencji o terminach i warunkach płatności decyduje nie przewoźnik, lecz zleceniodawca. Finalnie może się okazać, że przewóz był bardzo mało opłacalny, płatność nie trafia na konto o czasie lub — co gorsza — w ogóle jej nie ma — mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

To niestety uruchamia lawinę niekorzystnych zdarzeń. Przedsiębiorca, który nie ma zaplecza finansowego, gdy nie otrzymuje płatności, to zaczyna zalegać z opłatami wobec kontrahentów. Największe zadłużenie przewoźnicy mają wobec instytucji finansowych, czyli banków, firm leasingowych i faktoringowych— dług wobec nich sięga prawie 400 mln zł. 212,7 mln zł zalegają funduszom sekurytyzacyjnym, 101,5 mln zł firmom ubezpieczeniowym, 66 mln zł przedsiębiorstwom paliwowym, a telefonii komórkowej 39 mln zł. Przewoźnicy zlegają także z płatnościami za samochody, części czy wynajem maszyn (17 mln zł) oraz innym firmom transportowym (ponad 16 mln zł).

— W transporcie termin płatności liczy się nie od momentu wykonania usługi czy jej zlecenia, lecz od momentu dostarczenia wszystkich dokumentów przewozowych, które często krążą wraz z kierowcą po całej Europie. Przedsiębiorca wykonał więc usługę, ale nie może jeszcze wystawić faktury, ponieważ dokumenty nie dojechały do zlecającego. Czas biegnie i często działa na niekorzyść małych firm, które muszą zapłacić raty leasingu czy ubezpieczenia. Zanim otrzymają płatność, mają kolejne wydatki — dodaje Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Lekiem na te bolączki miała być ustawa antyzatorowa, według której w relacjach asymetrycznych termin płatności nie powinien być dłuższy niż 30 dni. Zapis pomaga przedsiębiorcom, ale tylko w transakcjach na rodzimym rynku.

— Przyczyną toksycznych relacji jest brak etyki. Duże firmy opóźniają płatności, bo wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić. Ustawa antyzatorowa jest dobrym rozwiązaniem, ale trzeba pamiętać, że jest to polska ustawa. Nie obowiązuje w rozliczeniach z przedsiębiorcami z zagranicy — mówi Adam Łącki.

Niechlubny rekord

Łączne zadłużenie jednoosobowych działalności gospodarczych zajmujących się transportem wynosi ponad 809,5 mln zł. Średnio na dłużnika przypada 37 tys. zł. Na listę wpisanych jest prawie 3,5 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, a średni dług jednej jest prawie o 10 tys. zł wyższy (46,6 tys. zł). W bazie danych KRD są też wpisane transportowe spółki akcyjne (46), ale ich średni dług jest zdecydowanie wyższy niż mikro, małych i średnich firm. Przeciętne zadłużenie największych firm sięga prawie 199,5 tys. zł.

Największe zadłużenie mają firmy transportowe z województwa mazowieckiego, winne wierzycielom 204 mln zł. Tu także znajduje się rekordzista branży. Jest nim jednoosobowa działalność gospodarcza z powiatu ostrowskiego — ma na koncie prawie 8,5 mln zł długu, 14 wierzycieli z różnych branż, a największa część długu przypada na firmę faktoringową, towarzystwo ubezpieczeniowe i pięciu sprzedawców paliwa. Najmniej zadłużone są firmy z Podlasia — 17 mln zł.

Sprawdź program "XVII Forum Polskich Menedżerów Logistyki "Polska Logistyka" 5-6 października 2020, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane