Transport: UE proponuje nowy podział wpływów

Inga Rosińska
23-10-2001, 00:00

Polscy przewoźnicy będą wozić towary w Polsce, a w zamian duże ciężarówki z Niemiec i Austrii nie będą wjeżdżać przez kilkanaście lat na polskie drogi. Jeżeli Polska zgodzi się na taką wymianę, negocjacje z UE w sprawie transportu mogą zakończyć się jeszcze w tym roku.

Unia da Polsce czas na naprawę nawierzchni i budowę nowych dróg, ale w zamian polski rząd ma przestać domagać się dla polskich przewoźników prawa do tzw. kabotażu w państwach „piętnastki”.

Polska poprosiła Unię o okres przejściowy aż do 2015 r. Do tego czasu rząd obiecuje zbudować autostrady i położyć nowe nawierzchnie na zniszczonych drogach.

Nasi negocjatorzy domagają się jednocześnie zakazu wjazdu na teren Polski samochodów ciężarowych o nacisku powyżej 11,5 tony na oś, dopóki drogi nie zostaną wzmocnione. UE jest skłonna przystać na te warunki. Prawdopodobnie państwa UE będą jednak chciały otrzymać od Polski obietnicę, że nasze drogi będą otwierane stopniowo w miarę postępów w ich budowie, a nie dopiero w 2015 r.

Ponadto Niemcy i Austriacy żądają zgody Polski na kilkuletni (najprawdopodobniej pięcioletni) okres przejściowy, który nie pozwoli polskim przewoźnikom prowadzić działalności transportowej w krajach Unii. Chodzi o zakaz prowadzenia usług przewozowych na lokalnych rynkach, np. w Bawarii czy Tyrolu. Niemcy uzasadniają swój upór tym, że mają już na swoim rynku tańszych przewoźników z uboższych krajów Unii i zaniżający koszty Polacy mogą okazać się zbyt dużym zagrożeniem dla firm niemieckich.

Bruksela daje też do zrozumienia, że możemy liczyć na przychylność w sprawie okresów przejściowych dotyczących rynku kolejowego. Chodzi m.in. o otwarcie polskich linii kolejowych dla licencjonowanych przewoźników międzynarodowych z państw UE.

Na taką rewolucyjną zmianę Unia zdecydowała się sama dopiero niedawno i otwarcie tras dla zagranicznych przewoźników zaplanowano na 2003 r. Polska proponuje tylko częściowe otwarcie tras i prosi o okres przejściowy do 2006 r. Zdaniem polskich negocjatorów, otwarcie proponowane przez Unię już w 2003 r. spowodowałoby wyparcie naszego przewoźnika z rynku, zanim zdąży poprawić jakość oferowanych usług i zmodernizować tabor.

Do rozwiązania pozostaje jeszcze problem lotnictwa. Polska, w ramach porozumienia o wspólnej przestrzeni powietrznej, ma prawo wstrzymać się z liberalizacją rynku usług lotniczych do 2004 r. Bruksela liczy na to, że zrezygnuje też z domagania się przedłużenia tego okresu o kolejny rok i ma nadzieję, że nowy rząd przedstawi bardziej łagodne stanowisko w tej sprawie.

Ostatnia ważna przeszkoda na drodze do zamknięcia rozdziału transport to prawo lotnicze. Bruksela nie kryje rozczarowania, że nowa ustawa została zawetowana przez prezydenta. Zdaniem urzędników Komisji Europejskiej, prawo morskie, którego również nadal nie ma, nie jest tak ważne i bez niego może dojść do zakończenia negocjacji.

Jeżeli Polska zgodzi się na wymianę na okresy przejściowe w transporcie drogowym i wprowadzi nowe prawo lotnicze, możliwe jest szybkie zakończenie negocjacji w tym rozdziale — niewykluczone, że jeszcze przed końcem roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Inga Rosińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Transport: UE proponuje nowy podział wpływów