Trójkąt bermudzki

opublikowano: 27-07-2017, 22:00

Jeśli coś jest głupie, ale działa, to wcale nie jest głupie. Pierwszy przykład: Placebo. Drugi: Range Rover Evoque Cabrio.

Skąd się bierze prąd w gniazdku? Albo jeszcze inaczej: dlaczego po wetknięciu wtyczki w zamurowaną w ścianie świnkę świeci światło? Odpowiedź banalna? W 1979 r. dla czteroletniego Bołtryka taka nie była. Zastanawiałem się nad tym tak długo, aż doszedłem do wniosku, że odpowiedź jest możliwa. I brzmi: Nie wiadomo.

Pochwała. Inżynierowie Range Rovera zasłużyli na
 drugie śniadanie. Mimo materiałowego dachu komfort podróżowania jest 
taki sam jak w klasycznym Evoque. Cicho i z klasą.Przewaga.
 Range Rover Evoque Cabrio to jeden z najlepszych kabrioletów z segmentu
 premium. Nie zgadzasz się? Zgodzisz, jak zjedziesz swoim Porsche, Audi 
czy BMW z asfaltu na plażę.
Wyświetl galerię [1/5]

Pochwała. Inżynierowie Range Rovera zasłużyli na drugie śniadanie. Mimo materiałowego dachu komfort podróżowania jest taki sam jak w klasycznym Evoque. Cicho i z klasą.Przewaga. Range Rover Evoque Cabrio to jeden z najlepszych kabrioletów z segmentu premium. Nie zgadzasz się? Zgodzisz, jak zjedziesz swoim Porsche, Audi czy BMW z asfaltu na plażę. Fot. ARC

Tęgie umysły

Męcząc czteroletni umysł poszukiwaniem odpowiedzi, po prostu uznałem, że muszą wiedzieć mądrzejsi ode mnie. A mi wystarczy: nie wiadomo. Skoro działa, to po co drążyć. I co? Pewnie teraz myślicie, że mało dociekliwy ze mnie dzieciak był? I że mi tak zostało? Otóż nie zostało. Ale nadal „nie wiadomo” jest częstą odpowiedzią na zadawane sobie w głębi duszy pytania. Tyle że teraz „nie wiadomo” jest poprzedzone dogłębną analizą, szperaniem w internecie i poszukiwaniami w fachowych wydawnictwach. A rezultat? Ten sam. Nie wiadomo. Tyle, że za dzieciaka nie trwoniłem czasu na poszukiwania i osiągnąłem ten sam efekt. W porządku. Ja to tylko przeciętnie inteligentny człowiek. Ale „nie wiadomo” to także konkluzja prawdziwych naukowych badań. Przykłady? Proszę bardzo: 15 sierpnia 1977 r. dr Jerry Ehman odebrał sygnał radiowy.

Naukowiec nasłuchiwał niebo w ramach projektu SETI. Zjawisko trwało 72 sekundy i odpowiadało „oczekiwanej charakterystyce sygnału od przedstawicieli obcych cywilizacji”. Badało je, słuchało i analizowało setki uszu przymocowanych do arcyuczonych głów, wypełnionych po te uszy nietuzinkowymi rozumami. Cały ten zestaw wyprodukował oczywistą (dla mnie) odpowiedź. Otóż nie wiadomo, skąd pochodził ów sygnał. Podobnie nie wiadomo, dlaczego wystrzelone w 1972 i 1973 r. w kosmos sondy Pionier 10 i Pionier 11 zmieniły trajektorię lotu. Faktyczna droga, jaką przebyły, znacznie się różniła od — dokładnych, jak się domyślacie — planów. Najtęższe biegłe w fizyce umysły poległy tuż po tym, jak umysły inżynierów wykluczyły awarię. Dlaczego sondy poleciały inaczej? Nie wiadomo. Ale w spekulacjach dotarto nawet do wniosku o konieczności przebudowania współczesnych teorii fizycznych. Więcej przykładów? Proszę. Trójkąt Bermudzki? Nie wiadomo. Dlaczego pomaga placebo? Nie wiadomo. Dlaczego wszechświat się nie rozpadł, skoro zgodnie z zasadami mechaniki klasycznej dawno już powinien? Nie wiadomo. Dlaczego pensji nie wystarcza do pierwszego? Nie wiadomo. I wreszcie — dlaczego uważam Range Rovera Evoque’a za najlepszy kabriolet, jakim jeździłem, choć wydawał mi się zaprzeczeniem jego własnej idei? Nie wiadomo.

Kabriozagadka

No popatrzcie na tego „mojego” Evoque’a. SUV — czyli też użytkowy — ale tylko z dwojgiem drzwi. Wysoko zawieszony, ale odarty z dachu. Z mocnym benzynowym sercem zachęcającym do długich wypadów, ale i z bagażnikiem, do którego dostęp zniechęca do wpakowywania weń walizek koniecznych przy długich wypadach. Serio? Prawie terenówka kabrio? Takich pomysłów w historii motoryzacji nie brakowało. Ale tu jakoś bezdachowość nie pasuje. To jak buty narciarskie na szpilce albo prezerwatywa z koniakowskich koronek. No bez sensu. A jednak...

Po kilku dniach z tym „bezsensownym” autem stwierdzam z pełną odpowiedzialnością: to najlepszy samochód bez dachu, jakim jeździłem. Co to oznacza? Otóż nie wiadomo. Ale tym razem nie odpuszczę jak 38 lat temu i nie spocznę jak naukowcy z NASA. Tym razem chcę wiedzieć. Pytam zatem: Co mnie tak ujęło w Evoque Cabrio, że nie mogę przestać myśleć o tym przedziwnym pojeździe? Spokojnie. Siebie pytam.

— Pytanie pierwsze: Lubisz SUV-y?

— Nie!

— To co widzisz w samochodzie, który jest SUV-em?

— Bardziej chodzi o to, czego nie widzę!

— Czyli?

— Dachu! Wychodzi na to, że kluczem do odpowiedzi na pytanie o powód mojego zauroczenia jest spotkanie dwóch zjawisk w jednym miejscu. Suvofobii i kabriofilii. Drugie najwyraźniej silniejsze. Jazdę bez dachu lubiłem zawsze. Bez różnicy — cztero- czy dwuosobowy. Czy dach miękki, czy twardy, czy na sportowo, czy miejsko. Sama możliwość odsłonięcia widoku na niebo sprawiała, że gęba mi się śmiała. No to śmieje się i w Evoque’u, a śmiech skutecznie zagłusza głos sumienia, który zapewne szepcze coś w stylu: Zdrajco! Obłudniku! Pytanie drugie: Czy Evoque mi się podoba? — Podoba! Podobał mi się już w klasycznej wersji z dachem. I choć irytowała mnie jego klasowa przynależność, to linia nie irytowała ani trochę. A teraz jest jeszcze lepiej. Jeśli „normalny” Evoque jest modelką, to ten kabrio jest modelką w bikini. Po prostu wygląda tak, że chce się patrzeć. I — o zgrozo! — jego zwaliste (jak na kabrio) cielsko nie ujmuje całości ani odrobiny cudowności. Pytanie trzecie: A jak to jeździ? — Zaskakująco. Nie chodzi o osiągi czy prowadzenie. Chodzi o niesamowity wprost komfort podróżowania samochodem bez dachu. Każdy, kto tego próbował, wie, że jazda z autostradową prędkością i otwarty dach to nie są przyjaciele. Zawirowania, turbulencje i hałas. Nawet jeśli uniesiesz szyby, nawet jeśli masz windshot (taka siatka, która ma minimalizować turbulencje, a przy okazji minimalizuje miejsce), to i tak komfortu nie będzie. Chyba że masz Evoque Cabrio. To pierwsze kabrio, w jakim z opuszczonymi szybami i bez windshota mogłem rozmawiać z pasażerem przy 140km/h. Rozmawiać! Nie krzyczeć do siebie. O czym prawiliśmy? O dylematach pijaka. Ja piałem na temat mojego uwielbienia dla auta, którym podróżujemy. On był zdania, że mam rację tak samo, jak pijak, który zamawia kolejnego już „ostatniego” drinka. Że pomysł wydaje się świetny tylko w upojeniu — w moim przypadku Range Roverem Evoque’iem Cabrio. I że po „wytrzeźwieniu” zrozumiem swój błąd. Otóż wytrzeźwiałem. I za grosz nie mam alkoholowstrętu. Jedyny kac, jaki mnie męczy, jest finansowy. Nie stać mnie na kolejny samochód z listy „Chcę to”. Nie zraża mnie ograniczona składanym dachem przestrzeń, nie zraża niska nota (1) w RLB*, zraża wysoka cena (od 228 tys. zł). A diabelnie mierzi to, że nie mam tych pieniędzy do wydania na niepotrzebne mi auto, które jest pozbawione sensu. A chcę tego, jak mało czego. Dlaczego? Nie wiadomo. Dokładnie tak samo, jak nie wiadomo, dlaczego zakochałeś się właśnie w tej kobiecie. Amor, namierzanie, strzał i po chłopie. To mnie trafiło. I doprawdy przestaje mnie obchodzić, jak Range Rover to zrobił. Chcę z nim. I to tyle w temacie.

 *RLB — Ranking Lansu Bołtryka. Badanie prowadzone przez dziennikarza „Pulsu Biznesu” Marcina Bołtryka, które ma sklasyfikować samochody pod względem siły oddziaływania na otoczenie. Badanie polega na potrójnym okrążeniu warszawskiego placu Trzech Krzyży (rano, o 16 i wieczorem) i liczeniu zdjęć wykonanych przez przesiadujących tam tzw. carspotterów. Range Rover Evoque Carbio uzyskał 1 (słownie: jeden) punkt. Liderami są ex aequo: Rolls Royce Dawn i Audi R8 plus (po siedem fotek).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu