Trudna misja nowego szefa SGB

17-09-2018, 22:00

Mirosław Skiba został prezesem SGB-Banku. W atmosferze ostrego sporu, zarzutów prokuratorskich dla byłych szefów i licznych donosów do KNF

Rada nadzorcza SGB-Banku, drugiego co do wielkości zrzeszenia banków spółdzielczych (należy do niego 199 podmiotów), wybrała na prezesa Mirosława Skibę, który ostatnie ćwierćwiecze spędził w BZ WBK. Zaczynał tam od posady specjalisty ds. IT, potem był dyrektorem regionu i makroregionu, a wreszcie wiceprezesem odpowiedzialnym za detal, a ostatnio dział Wealth Management.

Kto za, a kto przeciw?

Zadanie, przed którym staje Mirosław Skiba, nie będzie łatwe. SGB-Bank jest na granicy rentowności i ma duże kłopoty ze starym portfelem kredytowym, reputacją oraz ostrymi konfliktami wewnętrznymi.

— Spora część banków zrzeszonych w SGB kwestionowała kandydaturę Mirosława Skiby jako osoby spoza środowiska spółdzielczego, pod groźbą odwołania rady nadzorczej forsując innego kandydata — Michała Ołdakowskiego, wiceprezesa Spółdzielczego Systemu Ochrony SGB. O wyborze rady zdecydowało poparcie, jakim Mirosław Skiba cieszy się u swojego byłego szefa z BZ WBK, premiera Mateusza Morawieckiego, a także fakt, że w jego przypadku nie będzie problemów z uzyskaniem zgody Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) — mówi informator „PB” zbliżony do sprawy.

Część naszych rozmówców twierdzi, że wstępna deklaracja KNF miała paść na spotkaniu jej przedstawicieli z członkami rady nadzorczej SGB-Banku, do którego doszło kilka dni temu. Fakt spotkania potwierdził nam Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

— Rada nadzorcza SGB-Banku chciała skonsultować sprawę kryteriów prawnych, jakimi komisja kieruje się, oceniając kandydatów na prezesów banków. W naszych kompetencjach nie leży udzielanie poparcia żadnemu z kandydatów ani wyrażanie opinii na temat ich szans. Podczas przedmiotowego spotkania zdarzenia takie nie miały miejsca — zapewnia Jacek Barszczewski.

Nietrafiony kandydat

Kwestia akceptacji KNF dla kandydata na prezesa budzi w środowisku SGB duże emocje. I trudno się temu dziwić. Pełnoprawnego szefa poznański bank nie ma bowiem od ponad półtora roku, a przecież jako jeden z zaledwie 11 rodzimych banków jest uznawany przez KNF za „instytucję o znaczeniu systemowym”.

Ostatnim prezesem, a nie p.o. prezesa, SGB-Banku był Ryszard Lorek, który zrezygnował w lutym 2017 r. Na jego miejsce rada nadzorcza, stosunkiem głosów 5:4, powołała Pawła Pyzika, wieloletniego prezesa Związku Rewizyjnego Banków Spółdzielczych (ZRBS), spółdzielni audytorskiej, badającej sprawozdania finansowe banków spółdzielczych.

W sierpniu 2017 r. ujawniliśmy w „PB”, że to m.in. Ryszard Lorek podnosił przed KNF wątpliwości, dotyczące zatwierdzenia swego następcy na fotelu prezesa SGB-Banku. Chodziło m.in. o karę, jaką na ZRBS nałożyła Krajowa Rada Biegłych Rewidentów za uchybienia w badaniu sprawozdania finansowego wołomińskiego SK Banku za 2014 r. ZRBS wydał opinię bez zastrzeżeń, tymczasem kilka miesięcy później SK Bank odpisał aż połowę z około 2,8 mld zł należności i zbankrutował. Kontrowersje dotyczyły też audytowania Polskiego Banku Spółdzielczego w Ciechanowie. W 2015 r., czyli niedługo po wydaniu opinii przez ZRBS, usługi doradcze na rzecz ciechanowskiego banku świadczyła, w ramach swojej działalności gospodarczej, żona Pawła Pyzika, Agnieszka (wystawiając dwie faktury na łącznie 80 tys. zł netto).

Ponadto w styczniu 2018 r. ujawniliśmy w „PB”, że Paweł Pyzik wspólnie z żoną kupował i sprzedawał nieruchomości, finansując tę działalność kredytami z Wielkopolskiego Banku Spółdzielczego i Banku Spółdzielczego w Gnieźnie, a w tym samym czasie ZRBS, jako niezależny audytor, prześwietlał finanse obu banków. Miesiąc później, w lutym 2018 r., KNF jednogłośnie odmówiła Pawłowi Pyzikowi zgody na objęcie posady szefa SGB-Banku.

Wojna na śledztwa

Przez rok władze banku z Pawłem Pyzikiem na czele zdążyły jednak skierować do prokuratury trzy zawiadomienia, dotyczące podejrzenia niegospodarności, jakich miał się dopuścić poprzedni zarząd, kierowany przez Ryszarda Lorka. Z informacji „PB” wynika, że chodzi o nieprawidłowości w rozliczeniu finansowania firm budowlanych Budus oraz KB Dom, a także niekorzystną sprzedaż akcji Domu Maklerskiego BDM.

31 sierpnia 2018 r. „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że w ostatniej z tych spraw Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wydała postanowienia o przedstawieniu zarzutów działania na szkodę SGB Ryszardowi Lorkowi i Adamowi Skowrońskiemu. Ten ostatni był wiceprezesem SGB-Banku, a od dwóch lat stoi na czele Spółdzielczego Systemu Ochrony SGB, czyli tzw. IPS (Institutional Protection Scheme), mającego zapewniać bankom zrzeszonym w SGB wzajemne gwarantowanie płynności i wypłacalności.

— Zawsze postępowałem zgodnie z literą prawa oraz w interesie banku. Nigdy nie wyrządziłem mu szkody. Przedstawione mi zarzuty są całkowicie bezpodstawne i zamierzam to wykazać, korzystając z moich uprawnień procesowych — mówi Adam Skowroński.

Nasze pytanie, czy w związku z przedstawionymi zarzutami zamierza zrezygnować, pozostawił bez odpowiedzi. Ryszard Lorek natomiast w przesłanym „PB” oświadczeniu twierdzi, że artykuł „GW” zawierał „nieprawdziwe i nierzetelne informacje” oraz że jego publikację odbiera „jako próbę ataku za to, że w dniu 29 sierpnia b.r. złożyłem zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa składania fałszywych oskarżeń” przez zarząd SGB-Banku, kierowany przez Pawła Pyzika oraz prawników obsługującej bank kancelarii prawnej. W zawiadomieniu do prokuratury Ryszard Lorek broni swoich decyzji w sprawach, którymi zajmują się poznańscy śledczy, i twierdzi, że w ich podejmowaniu i opiniowaniu poza nim i Adamem Skowrońskim brali też udział byli i obecni członkowie zarządu: Karolina Jankowiak i Ziemowit Stempin oraz prawnicy z kancelarii SMM Legal.

Prezes tymczasowy

Prokuratorskie zarzuty dla byłych szefów to nie wszystkie kontrowersje związane z SGB-Bankiem. Kolejne dotyczą Jarosława Dąbrowskiego, który za kadencji Pawła Pyzika był jego doradcą, a od kwietnia do sierpnia 2018 r. p.o. prezesa SGB. Jego wybór był kwestionowany m.in. w licznych donosach do KNF, m.in. dlatego, że kwietniowy konkurs miał być przeprowadzony z naruszeniem zasad. Chodziło o to, że nie wszyscy kandydaci spełniający wymagania formalne zostali zaproszeni do drugiego etapu, czyli przesłuchań. O to i o inne sprawy próbowaliśmy zapytać Sławomira Flissikowskiego, przewodniczącego rady nadzorczej SGB, ale nie odpowiedział na nasze prośby o kontakt.

21 sierpnia 2018 r. rada nadzorcza SGB- -Banku poinformowała o przyjęciu rezygnacji Jarosława Dąbrowskiego z ubiegania się o funkcję prezesa, oficjalnie „z przyczyn rodzinnych”. Było to zaskakujące, bo zaledwie kilka dni wcześniej udzielił „PB” wywiadu, w którym informował o konieczności wyczyszczenia wartego ponad 5,1 mld zł portfela kredytowego i konkretnych wdrażanych planach, które pozwolą poznańskiemu bankowi na zwiększenie zysków z symbolicznych kilku milionów złotych do znacznie wyższych, rzędu 50-70 mln zł w 2020 r.

Jedną z przyczyn tej niespodziewanej rezygnacji mogło być także to, że KNF, m.in. na podstawie licznych kierowanych do niej donosów, podnosiła wątpliwości dotyczące zatwierdzenia Jarosława Dąbrowskiego na stanowisku szefa SGB. Z naszych informacji wynika, że chodziło o pewne zaszłości z czasów, gdy był członkiem zarządu Raiffeisena, doradzanie Abrisowi, który jest w sporze ze skarbem państwa, a przede wszystkim — że był założycielem, prezesem, a przed przyjściem do SGB szefem rady nadzorczej Domu Maklerskiego Michael/Ström, zaangażowanego w sprzedaż obligacji GetBacku.

Informacje docierające do „PB” są także takie, że Jarosław Dąbrowski, który miał plan unowocześnienia SGB, wolał zrezygnować ze względu na rosnącą atmosferę olbrzymiej niechęci, z którą spotkał się wśród części banków ze zrzeszenia SGB jako osoba spoza środowiska spółdzielczego. Czy to samo spotka Mirosława Skibę — zobaczymy.

Zagrożone aktywa

Pewne jest, że będzie miał co robić. Choć bowiem w latach 2016-17 na rezerwy trafiało po blisko 100 mln zł, proces czyszczenia starego portfela kredytowego wciąż nie został zakończony. Jarosław Dąbrowski zapowiadał przed rezygnacją, że także w tym roku trzeba będzie stworzyć rezerwy na około 120 mln zł. A to może nie być koniec, bo jak wynika z naszych informacji — kredyty zagrożone stanowią aż około 15 proc. całego portfela SGB-Banku i przekraczają 700 mln zł. Kolejne problemy może generować sprawa rzeczywistej wyceny funduszy inwestycyjnych zamkniętych, do których w przeszłości trafiły różne trudne aktywa SGB-Banku i zrzeszonych z nim banków spółdzielczych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Trudna misja nowego szefa SGB