Trudne sprzątanie po greckim referendum

Jakub Krupa
06-07-2015, 14:06

Przez ostatnie trzy dni na stronach pb.pl żyliśmy bezpośrednią relacją Jakuba Krupy, naszego wysłannika, z greckiego referendum. Oto posłowie:

ZOBACZ ZAPIS RELACJI Z REFERENDUM >>

Grecja po referendum
Zobacz więcej

Grecja po referendum

Radość na ateńskim placu Syntagma Bloomberg

Przed trzecią w nocy na ateńskim placu Syntagma było już tylko kilkadziesiąt osób. Poza setkami pustych puszek po piwie, po wielotysięcznym tłumie, który w euforii po ogłoszeniu wyniku referendum przyszedł na ten plac przed greckim parlamentem, nie było już śladu. – Pobawiliśmy się, teraz ktoś to będzie musiał posprzątać, jak zwykle – zażartował jeden z młodych Greków.

Tym razem posprzątanie efektów niedzielnego referendum będzie jednak wyjątkowo trudne.

Grecja jest podzielona. Ponad 40 proc. wyborców – nawet jeśli to mniejszość – opowiedziało się za szybkim porozumieniem z kredytodawcami. Może są mniej widoczni i nie grożą protestami i zamieszkami na mieście - to najczęściej ludzie powyżej 40. roku życia, klasa średnia i wyższa – ale zadra w ich sercu pozostaje. – Nie mogę zrozumieć, dlaczego ktoś tak głosował. Przecież to prosta droga do katastrofy. Powinniśmy ze sobą teraz współpracować, zgoda, ale ich decyzje są nieodpowiedzialne, ja nie mogę na to spokojnie patrzeć – irytuje się mężczyzna pod pięćdziesiątkę, który prowadzi jeden z kiosków w okolicach placu.

Podobnie ci, którzy zagłosowali na „nie”, nie wyobrażają sobie znalezienia porozumienia z tymi, którzy ugięli się przed ryzykiem Grexitu i zagłosowali na „tak”. – Jakim idiotą trzeba być, żeby chcieć kontynuować politykę oszczędzania? Ile jeszcze mamy stracić pieniędzy? Ile osób ma popełnić samobójstwo, żeby Niemcy wreszcie uznali, że coś spłaciliśmy? – złości się Kyrgios, z którym rozmawiam na Syntagmie.

Przed rządem Aleksisa Ciprasa nie lada wyzwanie. Będzie miał przed sobą nie tylko zjednoczonych przeciwko niemu kredytodawców, którzy w poniedziałek jednoznacznie zapowiedzieli, że wynik referendum jest „kłopotliwy” i „nie pomoże znaleźć porozumienia”, ale podzielony naród wewnątrz kraju. Jedyną szansą dla zjednoczenia Grecji jest przyspieszenie programu reform, uwiarygadniając się wobec zarówno zagranicznych partnerów, jak i swojego elektoratu. Syriza ma o tyle komfortową sytuację, że nie ma z kim przegrać: po przegranym przez niego referendum, były premier i główny rywal Antonis Samaras, szef opozycyjnej Nowej Demokracji, podał się do dymisji. Dalej jest Złoty Świt. Tu akurat zgadzają się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy troiki: jeśli kiedykolwiek dojdzie do próby stworzenia przez tę partię rządu, Grecji nie uratuje już nic.

Cipras zdaje się zdawać sobie z tego sprawę, że potrzebuje zmiany retoryki i szybkiego, acz efektownego, porozumienia na mocy mandatu uzyskanego w referendum. W odróżnieniu od już odwołanego barwnego ministra finansów Warufakisa, w swoim przemówieniu po ogłoszeniu wyników podkreślał, że „nie ma prawa do kłótni z Europą, ale do wypracowania konstruktywnego kompromisu”. Zniknęły takie słowa jak „terroryści”, „zamach na system bankowy” – pojawili się „międzynarodowi partnerzy”.

To może nie wystarczyć. Głównym oczekiwaniem Ciprasa jest restrukturyzacja długu, korzystając z niespodziewanego poparcia udzielonego mu w ubiegłym tygodniu przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i niektórych ekonomistów współpracujących z Organizacją Narodów Zjednoczonych. Pamiętając jednak, że każde porozumienie będzie musiało zyskać akceptację pozostałych osiemnastu parlamentów narodowych, trudno wyobrazić sobie, żeby na takie rozwiązanie zgodziły się Niemcy lub nowe państwa członkowskie, niechętne do dopłacania do (wciąż) bogatszej Grecji. W 2011 podobna sytuacja doprowadziła do upadku słowackiego rządu, który wolał przegrać kluczowe głosowanie niż zgodzić się na poparcie dla Greków.

Pierwsze dni tego tygodnia przyniosą pewne odpowiedzi: we wtorek w Brukseli spotykają się członkowie Eurogrupy – już z nowym ministrem finansów Grecji, najprawdopodobniej oksfordzkim profesorem ekonomii Euclidem Cakalotosem – a wieczorem szefowie rządów państw strefy euro. Na poniedziałkowy wieczór zaplanowane również było spotkanie Angeli Merkel z francuskim prezydentem Francois Hollandem. To te trzy spotkania ustalą główną linię negocjacyjną europejskich wierzycieli na kolejne tygodnie.

Z drugiej strony, swoim zdecydowanym „nie” Grecy zyskali sporo sympatii i współczucia w innych krajach europejskich. Brytyjska prasa rozpisywała się w poniedziałek o tym, że greckie kłopoty są najlepszym dowodem na to, że konieczna jest głęboka reforma Unii Europejskiej, a rządowi w Atenach należy pomóc – zamiast poniżać w obronie niespłacalnego długu. Podobne głosy słychać we Francji czy Danii.

Kolejna kluczowa data – zapisana na czerwono we wszystkich ministerstwach finansów w Europie – to 20 lipca. Wtedy rząd w Atenach powinien spłacić kolejną ratę wobec Europejskiego Banku Centralnego. Pominięcie tej płatności wprowadzi Grecję na drogę, z której może nie być wyjścia.

Z placu Syntagma w Atenach, Jakub Krupa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jakub Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trudne sprzątanie po greckim referendum