Zmniejszyć opodatkowanie pracy. Stworzyć zachęty do inwestowania. Nie tylko czekać na wzrost gospodarczy — to rady dla przyszłego rządu.
Łukasz Tarnawa
główny ekonomista PKO BP
- Po tradycyjnym spadku bezrobocia latem w sezonie jesienno-zimowym zacznie ono rosnąć do 18 proc. pod koniec roku. Ta poprawa, choć niesatysfakcjonująca, będzie wynikiem wzrostu inwestycji, napływu środków unijnych, a także wysokiej wydajności pracy, którą trudno będzie zwiększać. Ożywienie w gospodarce będzie wpływało na wzrost popytu na pracę, ale nie będzie to zmiana radykalna. Negatywnym czynnikiem pozostają wysokie koszty pracy w postaci klina podatkowego, sprawiającego, że opodatkowanie pracy jest wyższe niż kapitału. Jeśli nowy rząd nie zdecyduje się na radykalne reformy w tym zakresie, nie spodziewam się w tej dekadzie spadku bezrobocia poniżej 10 proc.
Jeremi Mordasewicz
ekspert PKPP Lewiatan
- Przez najbliższe lata bezrobocie będzie spadało relatywnie wolno, gdyż dopiero za trzy lata minie fala wyżu demograficznego i na rynek pracy wchodzić będzie znacznie mniej młodzieży niż dziś (350 tys. wobec 600 tys. rocznie). Na koniec tego roku bezrobocie spadnie mniej więcej o 1 pkt proc. Nowy rząd powinien od strony podażowej poprawić klimat wokół przedsiębiorstw, a od popytowej — wpłynąć na poprawę klimatu społecznego, co przełożyłoby się na wzrost popytu wewnętrznego. Należy odblokować możliwość inwestowania w Polsce i sprawić, by stało się tańsze i mniej ryzykowne. Pozapłacowe koszty pracy oczywiście są za wysokie. To wina polityki społecznej lat 90. W dzisiejszych realiach pole manewru, przynajmniej w najbliższym czasie, jest tu niewielkie.
Rafał Antczak
ekspert CASE
- Spodziewam się, że stopa bezrobocia spadnie na koniec tego roku do 17,5 proc. Jednak ważniejszy będzie wskaźnik aktywności ekonomicznej (stosunek liczby pracujących do liczby osób w wieku produkcyjnym — przyp. red.), który utrzyma się na poziomie około 50 proc. Licząc tylko na naturalną siłę gospodarki, złej sytuacji nie zmienimy przez następnych 10-15 lat. Możemy natomiast skorzystać z przykładu Hiszpanii czy Irlandii, które radykalnie obniżyły wysokość klina podatkowego. Możemy to uczynić metodą kija — w sposób bardzo restrykcyjny, przestrzegając zasad przyznawania świadczeń emerytalnych i rentowych, a w przypadku wykrycia, że np. rencista pracuje, odbierania świadczeń wstecz. Metoda marchewki polegałaby na uprzywilejowaniu ludzi młodych przez obniżenie im kosztów na początku pracy i przerzuceniu na nich odpowiedzialności za swoją przyszłość. Tacy ludzie przechodziliby do innego systemu, na kształt dzisiejszych OFE, i sami dokonywaliby wyboru między konsumpcją a oszczędzaniem. Trzeba jednak pamiętać, że politycznie jest to bardzo ryzykowne. Aktywność polityczna ludzi starszych jest dwa razy większa niż młodych.