Zmiana jest okazją, wyzwaniem. W języku chińskim […] zmiana jest zapisana dwoma znakami: jeden to zagrożenie, drugi to szansa. Kiedy się patrzy na mój życiorys, to widać, że dokonywałem zmian i że były zarówno zagrożenia, jak i szanse” — tak w 2008 r. mówił Maciej Witucki, będący wówczas od ponad dwóch lat prezesem Telekomunikacji Polskiej (TP).

Wywiad nosił tytuł „Droga na szczyt” i był retrospektywą czasów, gdy Witucki nie był jeszcze na szczycie, nie piastował prezesury wówczas drugiej największej firmy w Polsce. Wczoraj prezes TP po raz ostatni prowadził konferencję poświęconą kwartalnym wynikom spółki. I wyniki spółki pokazują, że telekomunikacyjny szczyt, na który wdrapał się niegdyś Witucki, jest dziś wyraźnie niższy.
Wolny poziom
Spółka spadła z podium i zamyka dziesiątkę największych firm w Polsce, jej przychodyobniżyły się w porównaniu do 2006 r. o 30 proc. Pod zarządem Wituckiego jest o 11 tys. ludzi mniej niż kiedyś. Jednak już wiadomo, że zarabiający rocznie 3 mln zł Witucki nie zejdzie ze szczytu niezauważony.
Znając jego historię, można się też zakładać, że schodząc, będzie wypatrywał szans. Gdzie zatem odnajdzie się Maciej Witucki? Pewne jest, że nie w branży telekomunikacyjnej, jako że w umowie ma zapisany co najmniej kilkunastomiesięczny zakaz konkurencji. W innych branżach? Zapewne, ale praca dla odchodzącego prezesa nie spadnie jak grom z jasnego nieba.
— Na najwyższe stanowiska w Polsce niełatwo się rekrutuje. Tu proces przebiega nieco wolniej i jest w dużym stopniu zależny od kwestii personalnych. Przecież na tym poziomie wszyscy menedżerowie i właściciele się znają — zaznacza Agnieszka Walter, dyrektor generalna Kelly Services Poland, specjalizującego się m.in. w doradztwie personalnym.
Francja elegancja
Choć 46-letni Witucki spędził na fotelu prezesa TP 7 lat, to wcześniej miał okazję dać się poznać jako dobry fachowiec dla firm z kapitałem znad Tamizy. Jako osoba wykształcona w Paryżu, pracująca we
Francji, z łatwością znajduje z Francuzami wspólny język.
— Dla bardzo dobrego menedżera z wysokiej półki zawsze znajdzie się miejsce w innej firmie. Doświadczenie prezesa Wituckiego podpowiada, że ciekawym wyzwaniem dla niego może być praca w środowisku międzynarodowej korporacji — uważa Marek Jurkiewicz, dyrektor zarządzający agencji pracy Start People.
Zdaniem Agnieszki Walter, menedżerowie odchodzący z wielkich korporacji są cenieni i zarazem wysoko cenią samych siebie. Eksprezesi celują więc wysoko i gdy pojawiają się propozycje z mniejszych firm, o kompromis nie jest łatwo.
— Poczucie degradacji może w takiej sytuacji osłabić szefowanie mniejszej firmie, ale działającej także poza Polską. Taki menedżer może też łatwo znaleźć porozumienie z nowymi inwestorami nad Wisłą — podkreśla Agnieszka Walter.
Poczet zapomnianych
Co słychać u poprzedników Wituckiego? Zwykle niewiele, TP nie była dotychczas przesadnie efektywną kuźnią kadr. O pierwszym prezesie TP w III RP, czyli Jerzym Stopczyku, słuch zaginął niedługo po odwołaniu go ze stanowiska. Kolejny — Zdzisław Nowak — znalazł bezpieczną przystań w spółkach skarbu państwa. Przez pięć lat był prezesem Exatela, spółki zależnej PGE, obecnie jest prezesem jednego z odprysków Exatela.
Jacek Gadomski, następca Nowaka, bez powodzenia atakował stanowisko dyrektora generalnego Poczty Polskiej, obecnie w KRS figuruje jedynie jako członek nadzoru spółdzielni mieszkaniowej na Ursynowie. Bliżej wielkiego biznesu jest Paweł Rzepka, który po odejściu z TP kojarzony był ze spółkami związanymi z Janem Kulczykiem.
Został prezesem m.in. El-Dystrybucji, potem zajął się doradztwem i konsultingiem. Marek Józefiak po kilku latach w konsultingu (E&Y) zabłysnął w mediach jako szef Mostostalu. Po niecałym roku pożegnał się ze stanowiskiem, choć i tak wszyscy pamiętają go jako prezesa TP, który zainkasował rekordową, 5-milionową odprawę.
— Maciek przyznał ostatnio, że jest za młody na to, by odcinać kupony — mówi jeden ze znajomych Macieja Wituckiego. Zapewne najwcześniej za kilka miesięcy dowiemy się, co wyszło z tych deklaracji. Realia rynkowe są surowe — jaskrawy pomarańcz na wizytówce nie musi być dla odchodzącego prezesa biletem do kolejki jadącej na kolejne szczyty.
JUŻ PISALIŚMY
„PB” z 8.07.2013 r.
Do zobaczenia — taki tytuł ozdobił naszą okładkę, gdy informowaliśmy o odejściu Macieja Wituckiego z TP. Czy znów zobaczymy go na eksponowanym stanowisku?