Trudne zejście z pomarańczowego szczytu

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-07-25 00:00

Zdaniem specjalistów, Maciej Witucki nie musi się martwić o oferty pracy. Pytanie, czy sprostają one jego ambicjom i oczekiwaniom

Zmiana jest okazją, wyzwaniem. W języku chińskim […] zmiana jest zapisana dwoma znakami: jeden to zagrożenie, drugi to szansa. Kiedy się patrzy na mój życiorys, to widać, że dokonywałem zmian i że były zarówno zagrożenia, jak i szanse” — tak w 2008 r. mówił Maciej Witucki, będący wówczas od ponad dwóch lat prezesem Telekomunikacji Polskiej (TP).

Maciej Witucki (FOT. MW)
Maciej Witucki (FOT. MW)
None
None

Wywiad nosił tytuł „Droga na szczyt” i był retrospektywą czasów, gdy Witucki nie był jeszcze na szczycie, nie piastował prezesury wówczas drugiej największej firmy w Polsce. Wczoraj prezes TP po raz ostatni prowadził konferencję poświęconą kwartalnym wynikom spółki. I wyniki spółki pokazują, że telekomunikacyjny szczyt, na który wdrapał się niegdyś Witucki, jest dziś wyraźnie niższy.

Wolny poziom

Spółka spadła z podium i zamyka dziesiątkę największych firm w Polsce, jej przychodyobniżyły się w porównaniu do 2006 r. o 30 proc. Pod zarządem Wituckiego jest o 11 tys. ludzi mniej niż kiedyś. Jednak już wiadomo, że zarabiający rocznie 3 mln zł Witucki nie zejdzie ze szczytu niezauważony.

Znając jego historię, można się też zakładać, że schodząc, będzie wypatrywał szans. Gdzie zatem odnajdzie się Maciej Witucki? Pewne jest, że nie w branży telekomunikacyjnej, jako że w umowie ma zapisany co najmniej kilkunastomiesięczny zakaz konkurencji. W innych branżach? Zapewne, ale praca dla odchodzącego prezesa nie spadnie jak grom z jasnego nieba.

— Na najwyższe stanowiska w Polsce niełatwo się rekrutuje. Tu proces przebiega nieco wolniej i jest w dużym stopniu zależny od kwestii personalnych. Przecież na tym poziomie wszyscy menedżerowie i właściciele się znają — zaznacza Agnieszka Walter, dyrektor generalna Kelly Services Poland, specjalizującego się m.in. w doradztwie personalnym.

Francja elegancja

Choć 46-letni Witucki spędził na fotelu prezesa TP 7 lat, to wcześniej miał okazję dać się poznać jako dobry fachowiec dla firm z kapitałem znad Tamizy. Jako osoba wykształcona w Paryżu, pracująca we

 

Francji, z łatwością znajduje z Francuzami wspólny język.

— Dla bardzo dobrego menedżera z wysokiej półki zawsze znajdzie się miejsce w innej firmie. Doświadczenie prezesa Wituckiego podpowiada, że ciekawym wyzwaniem dla niego może być praca w środowisku międzynarodowej korporacji — uważa Marek Jurkiewicz, dyrektor zarządzający agencji pracy Start People.

Zdaniem Agnieszki Walter, menedżerowie odchodzący z wielkich korporacji są cenieni i zarazem wysoko cenią samych siebie. Eksprezesi celują więc wysoko i gdy pojawiają się propozycje z mniejszych firm, o kompromis nie jest łatwo.

— Poczucie degradacji może w takiej sytuacji osłabić szefowanie mniejszej firmie, ale działającej także poza Polską. Taki menedżer może też łatwo znaleźć porozumienie z nowymi inwestorami nad Wisłą — podkreśla Agnieszka Walter.

Poczet zapomnianych

Co słychać u poprzedników Wituckiego? Zwykle niewiele, TP nie była dotychczas przesadnie efektywną kuźnią kadr. O pierwszym prezesie TP w III RP, czyli Jerzym Stopczyku, słuch zaginął niedługo po odwołaniu go ze stanowiska. Kolejny — Zdzisław Nowak — znalazł bezpieczną przystań w spółkach skarbu państwa. Przez pięć lat był prezesem Exatela, spółki zależnej PGE, obecnie jest prezesem jednego z odprysków Exatela.

Jacek Gadomski, następca Nowaka, bez powodzenia atakował stanowisko dyrektora generalnego Poczty Polskiej, obecnie w KRS figuruje jedynie jako członek nadzoru spółdzielni mieszkaniowej na Ursynowie. Bliżej wielkiego biznesu jest Paweł Rzepka, który po odejściu z TP kojarzony był ze spółkami związanymi z Janem Kulczykiem.

Został prezesem m.in. El-Dystrybucji, potem zajął się doradztwem i konsultingiem. Marek Józefiak po kilku latach w konsultingu (E&Y) zabłysnął w mediach jako szef Mostostalu. Po niecałym roku pożegnał się ze stanowiskiem, choć i tak wszyscy pamiętają go jako prezesa TP, który zainkasował rekordową, 5-milionową odprawę.

— Maciek przyznał ostatnio, że jest za młody na to, by odcinać kupony — mówi jeden ze znajomych Macieja Wituckiego. Zapewne najwcześniej za kilka miesięcy dowiemy się, co wyszło z tych deklaracji. Realia rynkowe są surowe — jaskrawy pomarańcz na wizytówce nie musi być dla odchodzącego prezesa biletem do kolejki jadącej na kolejne szczyty.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 8.07.2013 r.

Do zobaczenia — taki tytuł ozdobił naszą okładkę, gdy informowaliśmy o odejściu Macieja Wituckiego z TP. Czy znów zobaczymy go na eksponowanym stanowisku?