Trudno kupować, gdy rządzi strach

Rozmawiała Anna Borys
opublikowano: 13-06-2008, 00:00

Zarządzający funduszami Millennium czeka na całkowite zniechęcenie do inwestowania w akcje. To będzie sygnał do zakupów.

Z Maciejem Bombolem*, wiceprezesem zarządu Millennium TFI

Zarządzający funduszami Millennium czeka na całkowite zniechęcenie do inwestowania w akcje. To będzie sygnał do zakupów.

„Puls Biznesu”: Kiedy skończy się marazm na warszawskiej giełdzie?

Maciej Bombol: Spadki trwają od blisko roku. To powoduje, że inwestorzy krajowi są zniechęceni do rynku akcji. Uważam, że po tak dotkliwych i długotrwałych zjazdach najpierw powinno dojść do całkowitego zniechęcenia do inwestowania w akcje, a dopiero później może się wykształcić nowa długoterminowa fala hossy. Inaczej mówiąc

— trend się zmieni na wzrostowy dopiero wtedy, gdy już nikt nie będzie chciał kupować akcji i wszyscy optymiści się poddadzą.

A może warto wyprzedzić ten moment i kupować już dziś?

Rozważny inwestor, mający kilkuletni horyzont inwestycyjny, może zacząć stopniowo akumulować akcje, bo złapać tzw. dołek jest bardzo trudno. Na spadkach niełatwo się przełamać i kupować, gdy strach zagląda w oczy i wszyscy wokół przestrzegają przed akcjami. Dlatego mając długi horyzont inwestycyjny, warto zastanowić się nad rozpoczęciem systematycznego inwestowania, które uśredni ceny zakupu akcji. Biorąc pod uwagę fundamenty spółek, można powiedzieć, że wyceny wielu z nich są atrakcyjne. Wskaźnik cena do zysku (C/Z) dla całego rynku wynosi obecnie 12 i jest o blisko 50 proc. niższy niż rok temu, choć to wcale jeszcze nie oznacza, że wszystkie akcje są już do kupowania. Nie oznacza to również, że na giełdzie będzie tylko lepiej. W tej chwili rynek zdominowały negatywne emocje. Niestety, nic nie wskazuje, aby miało się to szybko zmienić.

Co z zagranicą, dlaczego nie kupuje?

Nastroje na światowych rynkach są zdeterminowane stanem gospodarki amerykańskiej, a tam ciągle nie ma powodów do optymizmu. Rezerwy tworzone na złe kredyty i nietrafione inwestycje w tych instytucjach wynoszą łącznie około 300 mld USD. Według szacunków analityków, mogą sięgnąć nawet biliona dolarów. Z kolei wskaźniki zaufania konsumentów są najsłabsze od 1992 r. Nadal nie wiadomo, czy dojdzie do klasycznej recesji w USA (dwa kolejne kwartały z ujemnym przyrostem PKB). Widać również, że kłopoty USA rozprzestrzeniają się powoli na inne gospodarki. W Wielkiej Brytanii na rynku nieruchomości ceny spadają od kilku miesięcy. Podobnie w Hiszpanii. Warto również zauważyć, że Polska od dawna nie jest ulubionym krajem dla zarządzających globalnymi funduszami i jest przez nich silnie niedoważana pod względem udziału w światowym indeksie emerging markets obliczanym przez MSCI. Międzynarodowi inwestorzy koncentrują się teraz na takich rynkach, jak Brazylia czy Rosja, które korzystają na spektakularnej hossie na światowych rynkach surowców. Jednak hossa na rynkach surowców kiedyś się skończy. Coraz bardziej realne wydaje się globalne spowolnienie, które wpłynie na zmniejszenie popytu na surowce, a w konsekwencji na spadki cen surowców.

Co z inwestorami krajo- wymi?

Inwestorzy indywidualni są coraz bardziej zniechęceni, co widać po fali umorzeń w funduszach inwestycyjnych. Ujemne od wielu miesięcy saldo wpłat i umorzeń powoduje, że aktywa funduszy inwestycyjnych systematycznie maleją, zaś zarządzający funduszami są bardziej skłonni do pozbywania się akcji niż do dokonywania nowych inwestycji.

A otwarte fundusze emerytalne? One mają świeży kapitał.

Fundusze emerytalne od wielu miesięcy systematycznie akumulują akcje. Szacuje się, że w okresie od stycznia do maja br. saldo kupna i sprzedaży akcji przez fundusze emerytalne wyniosło 5 mld zł, co pokazuje, że zakupy ze strony OFE działały stabilizująco podczas trendu spadkowego na rynku akcji. Nie były to na tyle duże kwoty, by przy bardzo negatywnych nastrojach wykreować trend wzrostowy. Dla porównania — krajowe TFI sprzedały w tym samym czasie akcje za dużo większą kwotę (saldo kupna i sprzedaży akcji wyniosło blisko -9 mld zł). Pamiętajmy również, że w najbliższych miesiącach fundusze emerytalne będą miały okazję uczestniczyć w dużych prywatyzacjach. Szykują się atrakcyjne oferty, m.in. Enei czy BGŻ, o łącznej wartości kilku miliardów złotych. Tak duża podaż ze strony skarbu państwa będzie istotną konkurencją dla rynku giełdowego.

Kiedy TFI mogą liczyć na falę nowego kapitału?

Najwcześniej w połowie przyszłego roku.

Co przekona klientów, by wrócić do TFI?

Na razie największą konkurencją dla funduszy inwestycyjnych są lokaty bankowe. Nic dziwnego, dają one gwarantowane 6-7 proc., gdy na giełdzie są spadki, a fundusze obligacji przynoszą niewielkie zyski. Banki dają tak wysokie oprocentowanie, bo potrzebują kapitału na rosnącą działalność kredytową. Jednak hossa na rynku mieszkaniowym przechodzi do historii, a ce- ny mieszkań powinny spaść o 10-20 proc. Za kilka miesięcy może się okazać, że banki nie potrzebują już tylu pieniędzy. Wtedy lokaty ponownie będą mniej atrakcyjne.

Jakie fundusze będą przyciągać kapitał?

Przy złych nastrojach na światowych rynkach akcji rosnącą popularnością będą się cieszyć fundusze gwarantowane, zbudowane na produktach strukturyzowanych. Jestem jednak przekonany, że część z tych funduszy nie spełni oczekiwań inwestorów, gdyż po kilku latach inwestorzy odzyskają jedynie gwarantowany kapitał. Natomiast fundusze obligacji powinny za jakiś czas zacząć lepiej zarabiać. Do tej pory pokazywały słabe wyniki, bo Rada Polityki Pieniężnej podnosiła stopy procentowe. Wkrótce trend powinien się odwrócić, a fundusze obligacji staną się ciekawą alternatywą dla lokat.

Fundusze akcji też wrócą do łask?

Oczywiście. To tylko kwestia czasu, choć może to być dopiero za rok-dwa. Warunkiem jest jednak, by na giełdzie wykrystalizował się stabilny, co najmniej półroczny trend wzrostowy. W perspektywie kilku najbliższych lat na funduszach akcyjnych można będzie zarobić istotnie więcej niż na lokatach bankowych, choć dziś może się wydawać to mało prawdopodobne.

Czy polski sektor małych i średnich spółek (MiŚ) powstanie z kolan?

Oczywiście, że tak. W ostatnich 10 latach były już 4 cykle relatywnej przewagi stóp zwrotu akcji MiŚ nad stopami zwrotu z indeksu WIG20 i odwrotnie. Od roku jesteśmy właśnie w drugiej połowie czwartego cyklu, gdy indeks WIG20 zachowuje się lepiej od akcji MiŚ. Zakładając dalszy dynamiczny wzrost polskiej gospodarki w perspektywie kilku kolejnych lat, akcje MiŚ powinny przynieść wyższą stopę zwrotu niż akcje z indeksu WIG20.

Jak zakończy się 2008 rok? Mamy szansę wyjść na plus?

Raczej nie. Przecież rynek spadł od początku roku o 20 proc., czyli musiałby teraz wzrosnąć o więcej niż 25 proc., by zamknąć się na plusie. Bardziej prawdopodobne jest pogłębienie spadków i odrabianie strat w drugiej połowie roku.

A przyszły rok?

Jest szansa, że będzie lepszy. Można liczyć na wzrosty 10-15 proc., o ile gospodarka amerykańska wydobędzie się z obecnego kryzysu.

*zarządza funduszami: Millennium FIO Akcji, Millennium FIO Małych i Średnich Spółek, Millennium FIO Zrównoważonym, Millennium FIO Stabilnego Wzrostu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Anna Borys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu