Trump w składzie porcelany

Marek Wierciszewski
opublikowano: 18-07-2018, 22:00

W walce o rewizję porządku w światowym handlu amerykańska administracja porusza się wyjątkowo niezgrabnie, jednak wojny wciąż da się uniknąć

Obrany przez Donalda Trumpa w polityce handlowej konfrontacyjny kurs coraz bardziej niepokoi Amerykanów. W lipcowym badaniu Uniwersytetu Michigan tylko 18 proc. respondentów przyznało, że słyszało ostatnio wiadomości świadczące o pozytywnym wpływie polityki gospodarczej na warunki dla biznesu (jeszcze w styczniu, przed wejściem w życie obniżek podatków, deklarowało tak 35 proc. ankietowanych — najwięcej w historii). Krytyka sposobu, w jaki prezydent zabiera się do renegocjacji światowych zasad handlu, narasta także wśród specjalistów — a dobre noty zbiera międzynarodowa odpowiedź na dotychczasowe kroki USA.

Strategia Donalda Trumpa, by jak najmocniej uderzyć w Chiny, jest nietrafiona, ostrzega Michael Schuman, autor książki „Konfucjusz i świat, który stworzył”. Nawet w rozszerzonej wersji cła doprowadziłyby do uszczerbku w produkcji przemysłowej nieprzekraczającego 0,5 proc., a to za mało, by rzucić Państwo Środka na kolana. Tymczasem przekaz prezydenta Xi Jinpinga do społeczeństwa stoi pod znakiem poczucia narodowej dumy, co wyklucza możliwość poddania się presji innego mocarstwa.
Zobacz więcej

BRAK ZROZUMIENIA:

Strategia Donalda Trumpa, by jak najmocniej uderzyć w Chiny, jest nietrafiona, ostrzega Michael Schuman, autor książki „Konfucjusz i świat, który stworzył”. Nawet w rozszerzonej wersji cła doprowadziłyby do uszczerbku w produkcji przemysłowej nieprzekraczającego 0,5 proc., a to za mało, by rzucić Państwo Środka na kolana. Tymczasem przekaz prezydenta Xi Jinpinga do społeczeństwa stoi pod znakiem poczucia narodowej dumy, co wyklucza możliwość poddania się presji innego mocarstwa. Fot. Bloomberg

— Administracja zachowuje się tak, jakby chciała jak najmocniej zaszkodzić amerykańskim przedsiębiorstwom — ocenia Ramesh Ponnuru, specjalista think tanku American Enterprise Institute i konserwatywny komentator. Przykład? Nałożenie ceł na stal i aluminium szkodzi przedsiębiorstwom, które używają ich do wytwarzania produktów końcowych. Zatrudniają one więcej pracowników niż… branża stalowa i aluminiowa razem wzięte.

Według Instytutu Petersona, aż 95 proc. produktów objętych ostatnio cłami to dobra inwestycyjne i półprodukty, a związany z nałożeniem ceł wzrost cen uderza właśnie w przedsiębiorstwa.

— Administracja zgrzeszyła także pewnością siebie — zauważa Ramesh Ponnuru.

Początkowo zapowiadała, że jej działania nie spotkają się z próbą odwetu, a zwycięstwo w ewentualnej wojnie handlowej będzie dla USA formalnością (miał za tym przemawiać fakt, że to USA mają deficyt w wymianie z większością krajów). Wątpliwości eksperta budzi również fakt, że w związku z problemami, których zakres rozciąga się od dwustronnych deficytów handlowych poprzez kradzież własności intelektualnej po manipulacje kursami walutowymi, Donald Trump wziął jednocześnie na celownik zbyt dużą grupę krajów.

— Sposobem na tego typu problemy byłoby wybranie największych naruszeń i zajęcie się nimi w pierwszej kolejności. Przykładowo, można byłoby zbudować koalicję państw, które mają interes w zwalczaniu chińskiego merkantylizmu, nawet gdy od niektórych z tych państw oczekuje się zmiany polityki w innych kwestiach — uważa Ramesh Ponnuru.

Cel, który chce osiągnąć administracja, nie jest jasno przedstawiony — jak wytyka Martin Wolf, główny komentator ekonomiczny „Financial Timesa” — a bez tego będzie wyjątkowo trudno o porozumienie. Zdaniem Dereka Scissorsa z American Enterprise Institute, pośród nawału amerykańskich żądań chińscy decydenci są zdezorientowani w kwestii priorytetów administracji Donalda Trumpa, a to zmniejsza ich skłonność do ustępstw. Jednocześnie odpowiedź partnerów USA na dotychczasowe kroki Białego Domu wskazuje na duże zrozumienie amerykańskiej polityki i dzięki temu daje nadzieje na skuteczność.

O ile postępujący w Kanadzie bojkot marki Ivanka Trump zapewne nie zrobi na amerykańskim prezydencie wielkiego wrażenia, o tyle przyjęta przez rządy partnerów USA strategia uderzania w produkty z ważnych dla Donalda Trumpa stanów może mieć większą siłę oddziaływania. W czerwcu, w odpowiedzi na obciążenie przez USA importu stali i aluminium, w życie weszły unijne cła na amerykański sok pomarańczowy, bourbona i motocykle Harley Davidson. Produkcja bourbona jest ważna dla Kentucky, gdzie Donald Trump zdobył prawie dwukrotnie więcej głosów od Hillary Clinton, a zagłębiem pomarańczowym jest w USA Floryda, stan często przechylający na którąś ze stron szalę wyborczego zwycięstwa. Teraz z Chin dobiegają sygnały, że cłami objęte mogą zostać dostawy surowców energetycznych z USA. „Uderzanie w produkty pochodzące z rejonów popierających Donalda Trumpa ma w oczywisty sposób na celu stworzenie presji na wycofanie ceł, a nawet sprawienie prezydentowi większych problemów” — zauważa w felietonie dla agencji Bloomberg Meghan O’Sullivan, była doradczyni prezydenta George’a W. Busha.

Jej zdaniem, rozważanie przez Chiny, kluczowego importera gazu LNG na świecie, wprowadzenia ceł na ten surowiec oznacza, że Państwo Środka przestało się obawiać o jego dostępność. Skutkiem takiego posunięcia mogłoby być zaburzenie na wiele lat rozwoju amerykańskiej branży naftowej. W ostatnich latach USA stały się ważnym eksporterem gazu, a w najbliższych będą musiały zapaść decyzje o inwestycjach w infrastrukturę służącą do jego eksportu. Dotychczas globalni inwestorzy obstawiali, że napięcia handlowe to tylko gra negocjacyjna, która pomoże w stworzeniu nowego porządku handlowego. Coraz więcej jest jednak obaw, że sytuacja zmierza w stronę wojny handlowej. „Przynajmniej w krótkim terminie bardziej prawdopodobna jest dalsza eskalacja. Aby wzrost napięć przybliżał nas do nowego porządku, musi doprowadzić do wyraźnej, trwałej i dającej się zweryfikować zmiany zachowania poszczególnych krajów. Dopóki do tego nie dojdzie, najbardziej prawdopodobną strategią USA będzie zwiększanie presji na Chiny, mimo że wiąże się to ze znacznym ryzykiem dla wszystkich stron” — przewiduje w felietonie dla Bloomberga Mohamed El-Erian, główny doradca ekonomiczny towarzystwa Allianz.

Wymiana ciosów w sferze handlu może kosztować spowolnienie globalnego wzrostu o 0,5 pkt proc., a główną ofiarą wojny mogą stać się paradoksalnie właśnie USA. Ostrzegali przed tym w raporcie specjaliści Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), po tym, jak w życie weszły amerykańskie cła na chiński import o wartości 34 mld USD, Donald Trump zapowiedział obłożenie cłami towarów na kolejne 200 mld USD, a Państwo Środka złożyło skargę do Światowej Organizacji Handlu. Zdaniem Maurice’a Obstfelda, głównego ekonomisty MFW, inwestorzy nie doceniają ryzyka realizacji czarnego scenariusza w globalnej gospodarce, do czego oprócz wybuchu wojny handlowej przyczynić mogłaby się niepewność co do polityki w Europie oraz brak rozstrzygnięć w wielu kwestiach związanych z brexitem.

„Rynki finansowe są narażone na gwałtowną przecenę, jeśli wzrost i dynamika wyników spółek spowolnią” — napisał Maurice Obstfeld w komentarzu do raportu. Zdaniem Larry’ego Finka, prezesa towarzystwa BlackRock, zaostrzenie napięć handlowych będzie skutkowało 10-15-procentową przeceną na rynkach akcji. Natomiast według Citigroup, rozwiązania sporów handlowych można spodziewać się jesienią — taki sukces wsparłby republikanów przed zaplanowanymi na listopad wyborami uzupełniającymi do kongresu.

„Najbliższy miesiąc lub dwa powinny przesądzić, czy dojdzie do wojny handlowej na pełną skalę, czy raczej przepychanki będą prowadziły do znalezienia kompromisowego rozwiązania” — napisali w raporcie specjaliści Citigroup. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Handel / Trump w składzie porcelany