Trwa gra o wielką kasę z PKO BP

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-06-10 07:10

Ministrowie skarbu i finansów inaczej widzą podział zysków banku. Nadzór krytykuje. Prezes PKO BP walczy o posadę, a akcje tanieją.

Sekwencja zdarzeń miała być podobno zupełnie inna. Zarząd PKO BP miał zwołać walne. Ale nie po to, by rekomendować podział zysku. Chodziło o przeprowadzenie zmian w statucie, które dałyby spółce prawo do wypłaty zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy na koniec roku obrotowego. Na wniosek zarządu, za zgodą rady nadzorczej.

— Po zmianach w statucie bank w ciągu kilku miesięcy przeprowadziłby emisję. W zależności od tego, jak i za ile sprzedałyby się akcje, można byłoby podjąć decyzję o wielkości dywidendy, która mogłaby zostać wypłacona już późną jesienią tego roku — mówi anonimowo przedstawiciel Ministerstwa Skarbu Państwa.

Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu, potwierdza, że takie rozwiązanie byłoby po myśli ministerstwa.

Pieniądze pochodziłyby z zysku z 2009 r., a gdyby okazało się, że to za mało, można byłoby sięgnąć po kapitał zapasowy, gdzie trafiłby utarg banku z 2008 r. To ostatnie akurat nie byłoby takie proste.

— Wypłata dywidendy przewyższającej zysk w danym roku obrotowym wymaga zgody Komisji Nadzoru Finansowego —mówi Marta Chmielewska-Racławska, rzecznik KNF.

Nasz rozmówca z resortu skarbu wyjaśnia jednak, że pod koniec roku, kiedy potrzeby budżetu będą bardziej klarowne niż dzisiaj, łatwiej zdecydować, ile pieniędzy trzeba "wyjąć" z PKO BP. Być może wystarczyłby zysk z 2009 r.

— Będzie on znacznie mniejszy niż w 2008 r. Sądzę, że skarb państwa w przypadku dywidendy zaliczkowej mógłby w tym roku liczyć najwyżej na 600 mln zł, a nie 1,6 mld zł jak dziś — szacuje Marek Juraś, szef działu analiz DM BZ WBK.

Co czeka bankowego giganta i jego prezesa, który rzucił rękawicę ministerowi skarbu? Czytaj w środowym "Pulsie Biznesu".