Trwa licytacja europejskości

opublikowano: 05-05-2019, 22:00

Najdłuższy weekend nowoczesnej Europy naturalnie tonął w bieli i czerwieni, ale w tym roku wyjątkowo dużo wystąpiło także złotych gwiazdek na niebieskim tle.

Powód był oczywisty — wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) już 26 maja. Przykładem podbicia tytułowej stawki stało się dodanie do biało-czerwonej wielkich flag Unii Europejskiej (UE) i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) na otwarcie wojskowej defilady, przeniesionej wyborczo z 15 sierpnia na 3 maja. Wizerunkowa nadgorliwość tzw. dobrej zmiany kontrastuje z pamiętnym wyrzuceniem przez Beatę Szydło — dzisiaj kandydującą do PE — flagi unijnej z sali posiedzeń Rady Ministrów i konferencji prasowych. A także z tezą Andrzeja Dudy o „jakiejś wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika".

Przed nadchodzącymi wyborami wojsko defilowało 3 maja pod trzema flagami – nie tylko Polski i NATO, lecz również UE.
Zobacz więcej

Przed nadchodzącymi wyborami wojsko defilowało 3 maja pod trzema flagami – nie tylko Polski i NATO, lecz również UE. Fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP

Prezydent nie może darować jego macierzystej partii wyrzucenia w 2018 r. do kosza referendum konstytucyjnego. W przemówieniu 3 maja powrócił do szóstego z dziesiątki pytań, w którym zamierzał postawić problem unormowania w Konstytucji RP członkostwa kraju w UE i NATO. Oznajmił, że osobiście jest za takim zapisem. Natychmiast wywołało to pomruk PiS, albowiem prezes Jarosław Kaczyński uważa pomysł za absurdalny. Abstrahując od animozji władców, wypada zapytać — a czemuż takie zawężenie tylko do UE i NATO? Jeśli już, to powinny zostać umocowane konstytucyjnie wszystkie organizacje, przy których Polska utrzymuje ambasady, protokolarnie nazywane stałymi przedstawicielstwami. Czyli przede wszystkim Organizacja Narodów Zjednoczonych, przy której mamy wielu ambasadorów — nie tylko w Nowym Jorku i Genewie, lecz także w Wiedniu (to m.in. OBWE), Paryżu (UNESCO) i Rzymie (FAO). Konsekwentnie należałoby uwzględnić także Radę Europy ze Strasburga oraz Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z siedzibą w Paryżu. Wszędzie tam głowa państwa mianuje stałego przedstawiciela (ambasadora), zatem trudno pojąć, czemu wymienionych podmiotów prezydent nie chciałby uszanować tak jak UE i NATO.

Patriotyczno-unijno-sojusznicza majówka nawet o włos nie zbliżyła Polaków do narodowego porozumienia. Wręcz odwrotnie, tylko pogłębiła pęknięcie, co potwierdza m.in. odbiór gościnnego wystąpienia Donalda Tuska 3 maja. Dofinansowywany budżetowymi miliardami aparat propagandowy rządu strzela jednak obok celu, koncentrując się na wystąpieniu — w kategoriach taktyczno-wizerunkowych faktycznie bezmyślnym — organizatora pobytu przewodniczącego Rady Europejskiej (RE) na Uniwersytecie Warszawskim. Dla mnie większym symbolem nie tylko politycznej, lecz ludzkiej wrogości była inna scenka, notabene w barwach biało-zielonych. 2 maja na PGE Narodowym obserwowałem reakcję na zdobycie Pucharu Polski przez Lechię Gdańsk (ponownie po 36 latach) dwóch wielkich fanów tego klubu, czyli Donalda Tuska i Jacka Kurskiego. Przewodniczący RE w loży ściskał się z prezydent miasta Aleksandrą Dulkiewicz, prezes TVP zaś sześć rzędów wyżej wiwatował klubową flagą, jednak z demonstracyjną obcością wobec tych poniżej. Potem zaś celowo zszedł z oczu wychodzącemu Tuskowi, aby tylko nie podawać mu ręki. Oczywiście byłoby to nie pojednanie, lecz zwykłe kibicowskie przybicie piątki w chwili wspólnego uniesienia. Ta scenka wrogości jest obrazem współczesnej Polski, nie tylko w kontekście wyborów do PE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu