Lewica zastanawia się nad wnioskiem o postawienie przed Trybunałem Stanu ministra finansów za złamanie ustawy o modernizacji armii — zgodnie z jej zapisami MON powinien dostać 1,95 proc. PKB, a w ubiegłym roku wydał 1,67 proc. PKB. Resort finansów tłumaczy się tak śmiesznie, że niewykluczone, że ma rację: ważne, ile jest zapisane w budżecie, a było 1,95 proc., a ile się z tego wyda to już zupełnie inne sprawa. Idąc tym tokiem rozumowania, można by MON zapisać w budżecie nawet 12 proc. PKB (albo i 25 proc., czemu nie), a wydać z tego pół promila. Mielibyśmy najnowocześniejszą (przynajmniej na papierze armię), a przy tym bardzo oszczędną. Zaoszczędzenie 17 mld zł byłoby fraszką. Wystarczy o tyle więcej zapisać w budżecie.
Skoro jednak minister finansów jest niewinny (bo zapisał, co miał do zapisania w budżecie), to znając śledcze zapędy parlamentarzystów (skądinąd ciekawe, dlaczego nie powstała jeszcze komisja śledcza ds. kryzysu), wkrótce trafią oni na trop szefa resortu obrony. Bo nie wydał tych pieniędzy. Nie wiadomo wprawdzie, czy miał co wydawać, ale ustawa złamana i winny musi być. A Bogdan Klich się nadaje, bo czasem zdaje się żyć w innym świecie. Ot, w środowym wywiadzie dla Reutera wyznał, że kryzys ułatwi mu proces profesjonalizacji armii, bo jak zapanuje duże bezrobocie, to będzie miał wielu chętnych do wojska. Aż strach pomyśleć, jak byśmy sobie z profesjonalizacją armii poradzili, gdyby kryzys gospodarczy nie nadszedł, a PKB rosłby o 6 albo, nie daj Boże, o 8 proc.
Kłopotami finansowymi MON zaniepokoił się szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło. We wczorajszym komunikacie informuje, że zwierzchnik sił Zbrojnych, czyli prezydent, jest zaniepokojony i że szef BBN zażąda od szefa MON informacji dla prezydenta w tej sprawie. Wydawanie komunikatu o zamiarze zapytania wyraźnie wskazuje, że właśnie o pytanie (jak najgłośniejsze) chodzi, a nie o odpowiedź. I tak jedni politycy pytają, inni straszą trybunałem, jeszcze inni tłumaczą ustawowe zawiłości (jacy posłowie, takie ustawy chciałoby się powiedzieć) — widać, że walka z kryzysem gospodarczym, zwanym też spowolnieniem, idzie na całego. Kryzys już się powinien bać, bo z naszymi politykami jeszcze nikt nie wygrał. Nawet zdrowy rozsądek.