Japonia pozyskała we wtorek 2,2 bln JPY (20 mld USD) ze sprzedaży obligacji 10-letnich. Ich średnia rentowność wynosiła minus 0,024 proc. Popyt był 3,2-krotnie większy od oferty.

Popyt na „dziesięciolatki” słabnie na tegorocznych aukcjach w związku ze spadkiem rentownością nawet pomimo tego, że bank centralny może kupić całe nowe emisje w ramach programu stymulacyjnego.
- Są obawy, kto kupi obligacje 10-letnie z ujemną rentownością – tłumaczy Shuichi Ohsaki, szef strategii w Japonii w Bank of America Merrill Lynch. - Nawet jeśli chcesz partycypować w transakcjach Banku Japonii, musisz trzymać obligacje dopóki nie będą nadawać się do odkupienia przez bank centralny. W związku ze wzrostem zmienności to trudny handel – dodał.
Zmienność na japońskim rynku obligacji była w lutym największa od czerwca 2013 roku.
- Naszym zdaniem rentowności 10-latek są przegrzane – oceniają Akito Fukunaga i Naoya Oshikubo, stratedzy Barclays. - Aukcje nie wyglądają szczególnie atrakcyjnie – dodają.
Na koniec ubiegłego tygodnia krzywa rentowności obligacji Japonii była najbardziej płaska w historii. Premia oferowana przez 10-letnie papiery w porównaniu z 2-letnimi wynosiła tylko 11,5 pkt bazowych. To skutek presji wywieranej przez Bank Japonii, który kupuje do 12 bln JPY długu miesięcznie.
- Nie ma tak wiele obligacji dostępnych na rynku i umacnia się przekonanie o braku dostatecznej podaży – uważa Souichi Takeyama z SMBC Nikko Securities Inc. w Tokio. - Jeśli inwestorzy sprzedadzą obligacje teraz po tym, jak kupili je kiedy rentowności były dodatnie, jest ryzyko, że nie będą w stanie reinwestować później pieniędzy w obligacje z dodatnią rentownością, więc są niechętni do pozbywania się ich – dodał.