Trzeba się wzajemnie cenić

Rozmawiał Łukasz Ostruszka
opublikowano: 28-08-2019, 22:00

Jerzy Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pomysłodawca i organizator corocznego Finału WOŚP i Przystanku Woodstock, doskonale wie, na czym polega biznes i… co go zabija w Polsce.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Czego Jerzy Owsiak nauczył się od biznesu?

Jerzy Owsiak Dziennikarz radiowy i telewizyjny, a przede wszystkim — jak sam mówi o sobie — obserwator rzeczy ulotnych i dziwnych. Pomysłodawca, założyciel i prezes Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z którą realizuje ideę corocznego Finału WOŚP. Twórca Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock Festival).
Wyświetl galerię [1/2]

Jerzy Owsiak Dziennikarz radiowy i telewizyjny, a przede wszystkim — jak sam mówi o sobie — obserwator rzeczy ulotnych i dziwnych. Pomysłodawca, założyciel i prezes Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z którą realizuje ideę corocznego Finału WOŚP. Twórca Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock Festival). FOT. ŁUKASZ WIDZISZOWSKI

JERZY OWSIAK*: Nauczyłem się bardzo dużo i dzięki temu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zaczęła być poważnie traktowana w kategoriach biznesowych. Jesteśmy organizacją, która ma swój styl, zarządza pieniędzmi społecznymi, dobrze je wydaje, więc wreszcie się spełniło to, o co zabiegałem przez lata. Strefa biznesu nas docenia. Często jest zaskoczona naszymi inicjatywami.

Podaj, proszę, przykład.

Nie zabiegamy o współpracę za wszelką cenę. Cieszymy się z dobrych umów, lecz stawiamy sprawę jasno: interesują nas tylko działania długofalowe. Nie rzucamy się na jednorazowe akcje, łapanie sponsora na chwilę.

A czego sam się nauczyłeś?

Teraz naszymi głównymi partnerami są marki działające międzynarodowo. To wymaga innego podejścia, większego otwarcia, profesjonalizmu. Polski biznes jest już zupełnie inny niż ponad dwie dekady temu, kiedy zaczynaliśmy grać. My, Polacy, zrobiliśmy ogromny skok cywilizacyjny przez ostatnie 30 lat, choć często tego nie doceniamy. Przeszliśmy z łóżka polowego i peerelowskiego etosu pracy do profesjonalnego działania skupionego na celu, rzetelności i tworzeniu fantastycznych produktów, którymi możemy się chwalić. Przecież kiedyś polski biznesmen chodził z wielkim telefonem Centertela przy uchu i gotówką w kieszeni. Teraz to światowy poziom. Nieraz wchodzimy z drzewem do lasu i udaje nam się to drzewo sprzedać, bo jest po prostu dobre. Imponuje mi to.

Jak ten rozwój wpływa na działalność społeczną biznesu?

Firmy zdecydowanie częściej dostrzegają potrzebę takiego oddziaływania. Kiedyś załatwiało się wsparcie z właścicielem niemal z ręki do ręki. Teraz spotykamy się ze sztabami ludzi od PR i marketingu, którzy działają na światowym poziomie. Jasne, są zamknięci w tych swoich „mordorach”, ale dokładnie wiedzą, co robić, wszystko mają zaplanowane. Nauczyłem się szacunku dla ich rzetelności, choć my na wiele rzeczy patrzymy inaczej.

Wprowadzacie pozytywny chaos?

Oni mają na ogół wszystko perfekcyjnie przygotowane, a my słuchamy ich uważnie, ale zaznaczamy, że interesuje nas co najmniej trzyletnia współpraca, gradacja wsparcia sponsorskiego — czyli najpierw płacicie tyle, potem więcej, a później jeszcze więcej — i stawiamy na nietypowe działania. Nie obiecujemy, że za rok wszyscy będą mieli nazwę ich firmy na ustach. Zależy nam na dłuższej współpracy, by razem stworzyć coś fajnego. Nie sprzedaję siebie, lecz swoim wizerunkiem staram się pozyskiwać pieniądze dla fundacji. Biznes na szczęście słucha, gdy wywracamy ich uporządkowany świat do góry nogami. Dbamy, żeby nasza belka sponsorska nie zajmowała połowy billboardu, nie spadła pod ciężarem nazw. Dlatego mniej nas interesują jednorazowe akcje. Chodzi o zbudowanie wspólnej filozofii, włączenie się w całoroczną działalność Orkiestry. Nie bujamy w obłokach, znamy ludzi, którzy nas wspierają, systematycznie zamawiamy badania, żeby poznać jeszcze lepiej ich potrzeby. Druga strona ceni nie tylko nasze otwarte głowy, lecz także kreatywność i twarde dane.

Jak dużo firmy są w stanie zaakceptować?

Postanowiliśmy zaprojektować puszkę znanego napoju, która musi być czerwona. Niedawno przyszła zgoda z Atlanty — klepnęli to! Puszka będzie w naszych kolorach. Nie chodzi tylko o pokazanie, że produkt długo był na antenie, lecz o coś głębszego. Jasne, umowy są precyzyjnie dopinane, lecz musi być naturalnie. Ludzie, trzymając tę puszkę, nie mogą myśleć, że to ustawka, tylko że udało się stworzyć coś fajnego. Trzeba się wzajemnie cenić.

Przypuszczam, że na początku działalności WOŚP musieliście chodzić i namawiać firmy do współpracy, a dziś to one się o was biją.

Muszę przyznać, że zawsze wzbudzaliśmy bardzo duże zainteresowanie. Po jednym z pierwszych finałów zgłosiła się firma, która stwierdziła, że nie mamy w co zbierać pieniędzy. Wolontariusze mieli jakieś woreczki po jabłkach, pudełka po butach i tego rodzaju przedmioty. Firma powiedziała: zrobimy wam porządne skarbonki. Rok później mieliśmy już fajne, kolorowe pudełka, te nasze słynne puszki orkiestrowe. Dziś potrzeba ich po 200 tys. na finał. Ludzie je uwielbiają, wolontariusze zostawiają sobie na pamiątkę. Od początku firmy same do nas przychodziły i wzajemnie się uczyliśmy wszystkiego od podstaw, nawet spisywania umów. Dlatego teraz, gdy ktoś chce od nas gotowy know-how, odpowiadamy: „hola, hola, nie podamy ci wszystkiego na tacy, musisz na to zapracować”.

Jakim firmom odmawiacie?

Jesteśmy organizacją totalnie rozpoznawalną, bez względu na to, czy ktoś nas lubi czy nie. Nie pchamy się wszędzie, nie pukamy do każdych drzwi. Nie prosimy wszystkich o pieniądze. Bardzo często agencje mówią, że znajdą nam partnera. Przynoszą portfolio produktów, a my stwierdzamy, że kompletnie do nas nie pasują. Odrzucamy 80 proc. propozycji. Przychodzą też mejle w stylu: „znalazłem sposób pomnożenia waszych wpływów”. Wiemy, że to jakieś czary-mary, ale zawsze odpowiadamy. Wychodzę z założenia, że w każdej propozycji może być coś sensowego, skoro komuś udało się zmontować w garażu komputer i zawojował cały świat. Dostajemy 700 płyt z muzycznymi propozycjami na festiwal, jakieś 80 proc. z nich jest kiepskich, lecz przesłuchuję każdą, bo może akurat będzie na niej coś rewelacyjnego. Każdą propozycję analizujemy, ale też mówimy szczerze, jeśli naszym zdaniem coś nie ma sensu.

Co na pewno nie wypali?

Przyklejanie serduszka do jakiegokolwiek produktu. Zastanawialiśmy się na przykład, czy wypada sprzedawać świąteczną herbatę z naszym serduszkiem. Ale to się wiąże: dobra, gorąca herbata w zimowy wieczór, a zwłaszcza ten finałowy — supersprawa. Firma nie potrafi się jednak określić — proponuje taką „serduszkową” herbatę, za rok się z tego wycofuje, potem znowu do tego wraca… Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, a szkoda, bo nam i klientom bardzo się podobał.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Mam poczucie, że to rodzaj szantażu…

Patrzę na to podobnie, dlatego do tego rodzaju pomysłów podchodzę sceptycznie. Ale inny, dobry przykład — wspiera nas Dawtona, która się bardzo zaangażowała w działania WOŚP, zwłaszcza w program Policz się z cukrzycą. To nie tylko sponsoring, lecz bardzo mocne wsparcie naszego programu. Budujemy aktywność przez cały rok. Trudne było podjęcie współpracy z producentem alkoholu, jednak udało się znaleźć bezpieczną formę w postaci festiwalu. Producent uczestniczy w filozofii, która podpowiada ludziom, żeby przeżywali festiwal odpowiedzialnie, na trzeźwo, bezpiecznie.

Zdarzały się wtopy?

Podstawową rzeczą, której wymagamy w umowach, jest konsultowanie z nami wszystkiego. Zdarzało się, że coś poszło bez konsultacji i nie pasowało do naszego stylu, bo wyglądało typowo, czyli komercyjnie. Nam chodzi o tworzenie nowego świata. Znajdźmy coś charakterystycznego, co dla nas i dla partnera będzie fajną historią. Pierwszej puszki nie dano nam zaprojektować, lecz powiedzieliśmy, że albo firma zrobi ją według charakterystycznego wzoru, który stworzymy, albo wrócimy do woreczków po jabłkach.

Przychodząc tutaj, spodziewałem się, że będę rozmawiał z liderem i wizjonerem trochę oderwanym od rzeczywistości, a słyszę człowieka doskonale zorientowanego w działaniu organizacji. Masz duszę artysty czy zarządzającego?

Cały nasz zespół wie, co się dzieje w organizacji, bo o wszystkim rozmawiamy. Ja przy okazji jestem też projektantem. Dizajn wychodzi spod ręki mojej, dwóch Kasiek i Łukasza. Nie wynajmujemy firmy, bo to kosztuje duże pieniądze. Dwa razy w roku robimy informator, który zbiera i sumuje dane z działalności WOŚP. Co poniedziałek spotykam się z szefami działów i rozmawiamy o problemach. Mamy otwarte głowy, robimy burzę mózgów i stawiamy na szczerość. Chcę, żeby Fundacja wciąż zatrudniała 50 osób, nie 250. Jeśli damy radę, to róbmy wszystko w takim zespole jak teraz. Choć zdaję sobie sprawę, że przez kilka lat zebraliśmy 100 mln złotych więcej, więc teoretycznie, jakby nie patrzeć, mamy dwa razy więcej roboty. Mały zespół pozwala jednak skupiać się na tym, co najważniejsze. Wiedza jest wtedy w tobie. Dlatego to nie jest tak, że Owsiak artysta nie wie, o co chodzi. Doskonale wiem, na czym polega biznes, przez wiele lat prowadziłem firmę telewizyjną. Nawiasem mówiąc, teraz patrzę, jak moje dzieci próbują działać, i dochodzę do wniosku, że państwo nigdy w rozwoju biznesu nie pomaga, najczęściej przeszkadza. Politycy tylko mogą popsuć biznes. Machina urzędnicza potrafi chwycić i wykończyć człowieka, który wpada w spiralę kłopotów. Dlatego z takim podziwem patrzę na polski biznes. Potrafił przejść przez wszystkie etapy nieprzyjaznego państwa.

Co jeszcze zabija u nas biznes?

Niepłacenie faktur. U nas to były lata walki słownej ze sponsorami. Pół roku na wpłacenie transzy pieniędzy z umowy, zwariowaliście? Ile przedsiębiorstw upada, bo ludzie nie płacą albo opóźniają płatności? Fundacja nie prowadzi biznesu, lecz mamy firmę Złoty Melon, która przez komercyjną działalność pozyskuje fundusze, na przykład ze sprzedaży koszulek i gadżetów. Jestem jej szefem i na swoją pensję muszę zapracować. Zarabiam około 10 tys. złotych na rękę i to mnie w pełni satysfakcjonuje. Wiem, jak ważna jest rzetelność. Postawiłeś scenę? Wszystko zagrało? OK, to za tydzień masz pieniądze, nie za trzy miesiące, nie za pół roku. Potrafimy się o to kłócić. Mogę zadzwonić do szefa jakiejś firmy i powiedzieć, że pewne praktyki biznesowe szkodzą, nie budują Polski rzetelnej i dobrej. Mówię takiemu prezesowi: „Pan buduje Polskę, z której ludzie będą się śmiać”. Po drugiej stronie słuchawki ktoś się robi czerwony, ale zwykle odpowiada, że jutro wszystko ureguluje. Pewne zasady są święte. Jeśli ktoś ich nie przestrzega, to nawet nie powinno się myśleć o robieniu z nim interesów.

Jak się resetujesz po takiej robocie?

Odpoczynkiem jest nasz festiwal. Niechcący zrobiliśmy jeden z najlepszych festiwali na świecie, całkowicie darmowy, na który nie trzeba kupować biletów. Przyjeżdżają artyści z całego świata i są pod wrażeniem. Widzę przed sobą wielki tłum, który nas szanuje i w tej momentami oszalałej Polsce tworzy społeczeństwo obywatelskie. Razem z żoną resetujemy się też dzięki pasji do młodej polskiej sztuki. Zarobione pieniądze, także z różnych wykładów motywacyjnych, które wygłaszam na spotkaniach dla firm, inwestujemy w młodą polską sztukę, bierzemy udział w licytacjach, dzięki czemu te pieniądze wracają do ludzi. Mamy kilkaset obrazów, może w przyszłości otworzę galerię, lecz na sztukę patrzę biznesowo, bo jej wartość niesamowicie rośnie. Kolekcjonowanie bardziej się opłaca niż konto w banku. To dobra inwestycja. A wiesz, co ludzie najbardziej cenią w biznesie?

Słucham.

Produkt, który nie tylko pięknie wygląda, lecz także ma duszę. Właśnie zaprojektowaliśmy opakowanie perfum na finał WOŚP. Powiedzieliśmy zawodowcom, że w zapachach, które zamówiliśmy, mają być: ziemia, niebo, energia, rock and roll, trochę słodkości, kadzidła, lata, słoneczników, wiatru… Zrobiliśmy pudełka music, love and peace. Ta praca jest dla mnie przyjemnością! To szczęście, dar od Boga, aniołów, opatrzności, wszystkich bogów świata, że przychodzę do pracy, którą lubię. Na tym polega dla mnie reset. Nie wracam do domu i nie mówię, że odfajkowałem dzień.

*Jurek Owsiak - polski dziennikarz radiowy i telewizyjny, a przede wszystkim – jak sam mówi o sobie – obserwator rzeczy ulotnych i dziwnych. Pomysłodawca, założyciel i prezes zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z którą realizuje ideę corocznego Finału WOŚP. Twórca Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock Festival).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu