Trzech ministrów i majstersztyk

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2017-02-19 22:00
zaktualizowano: 2017-02-19 16:16

Kiedy pod koniec stycznia Stocznia Szczecińska zmieniała właściciela, Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, podkreślał, że „to wszystko dzięki staraniom całego rządu”.

 Jego wypowiedź nabierze głębszego sensu, gdy prześledzimy kilka innych transakcji, które firmy państwowe zawarły w odstępie kilku dni. Dostaniemy obraz finansowego majstersztyku, w którym udział miało dwóch ministrów i minister w randze wicepremiera. Patrząc chronologicznie, pierwsza była umowa obejmująca Stocznię Szczecińską, formalnie zwaną Szczeciński Park Przemysłowy (SPP). 20 stycznia SPP został sprzedany przez Towarzystwo Finasowe Silesia, nadzorowane przez Ministerstwo Energii (ME). TF Silesia dostało (lub miało dostać w kolejnych dniach) 101,5 mln zł, którymi i tak długo się nie cieszyło. 23 stycznia zawarło umowę wartą 119 mln zł, obejmującą zakup obligacji Polimeksu- Mostostalu, czyli budowlanej spółki, będącej wówczas w „portfelu” Ministerstwa Rozwoju (MR). Umowa była częścią planu ratunkowego dla Polimeksu, w którym największe wydatki ponosiły państwowe firmy energetyczne. Pieniądze od TF Silesia trafiły zaś do Agencji Rozwoju Przemysłu (podległej MR), która przy tej okazji wyszła z inwestycji w Polimex. Gotówka od TF Silesia zabawiła w kasie agencji zaledwie chwilę. Agencja przekazała ją na podwyższenie kapitału w zależnej Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ), nadzorowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej. PGZ natomiast przekazała dokładnie tę kwotę dalej, do zależnego funduszu Mars FIZAN, który następnie kupił… SPP, należące do TF Silesia. Koło się zamknęło, aktywa zostały przetasowane. Nic w tym złego, a autora majstersztyku można podziwiać za finezję.

— TF Silesia miała po prostu aktywo, s tocznię, które do niego nie pasowało. Pasowało natomiast do funduszu Mars — wyjaśnia nam osoba zbliżona do procesu.