Argentyna dopiero triumfalnie powita reprezentację z trzecią mistrzowską gwiazdką na koszulkach, natomiast Francja wciąż pozostaje w szoku. Tłumy kibiców przyniosły na Pola Elizejskie butelki szampana, które musiały zabrać do domu. W starciu dwóch równych drużyn, które w Katarze tak skatowały Polskę, osobiście byłem sercem za Argentyną. Trochę po sprawiedliwości dziejowej, wszak Buenos Aires czekało na Puchar Świata aż 36 lat, ale także z powodu wyjątkowego narcyzmu Francuzów, zimny prysznic naprawdę im się przyda wychowawczo. Notabene po 22. mundialu w liczbie zdobytych tytułów mistrzowskich Europa i tak prowadzi z Ameryką Południową 12:10.
Widowiskowym turniejem piłka nożna ugruntowała pozycję pierwszego sportu na naszym globie. W żadnej innej grze nie jest możliwa taka zmiana sytuacji o 180 stopni dosłownie w sekundę – w zależności od tego, czy piłka trafi o kilka centymetrów w lewo czy w prawo. Właśnie dzięki zwrotom akcji niedzielny finał zasadnie został uznany za najbardziej emocjonujący w dziejach mistrzostw FIFA od 1930 r. Dotychczas przodowały dwa z dogrywkami, ale bez karnych – zwycięstwo w 1966 r. Anglii z NRF 4:2 oraz w 1978 r. pierwszy tytuł Argentyny po pokonaniu 3:1 Holandii. Notabene gdyby teraz Argentyna dowiozła w normalnym czasie prowadzenie 2:0 – finał zostałby uznany za zwyczajny, jak wiele innych zapomnianych…

Istnieje jeszcze inna mundialowa klasyfikacja, mianowicie finałowych sensacji. W tej na pierwszym miejscu niezagrożone pozostaje zwycięstwo 3:2 dopuszczonej w 1954 r. pierwszy raz po wojnie reprezentacji NRF nad tzw. złotą jedenastką Węgier. Wcześniej liderem była porażka Brazylii 1:2 z Urugwajem, która w 1950 r. zaszokowała 200-tysięczną publiczność na Maracanie. W minioną niedzielę szanse finalistów postrzegano 50:50 i przebieg meczu potwierdził, że całkowicie zasadnie.
