Trzecie koło rydwanu

Jacek Zalewski
01-03-2005, 00:00

Wczorajszy szczyt francusko-polski w Arras opakowanie miał imponujące, ale zawartość pustawą. Planowany był inaczej — jako wydarzenie formalnie podnoszące nasze stosunki do poziomu, jaki Francja ma z Wielką Brytanią czy Hiszpanią, nie mówiąc o Niemcach. Jednocześnie spotkać się mieli i prezydenci, i premierzy, i ministrowie. Tymczasem gospodarze wycofali udział premiera Jean-Pierre Raffarina, w związku z czym wyjazd Marka Belki okazał się bezprzedmiotowy. Polskę z konieczności reprezentowała konfiguracja nieznana Konstytucji — prezydent Aleksander Kwaśniewski z ministrami. Ni to rząd, ni Rada Gabinetowa...

Odpowiedzialność za całe zamieszanie spoczywa na gospodarzach, ale powinniśmy być wobec nich wyrozumiali — wszak na Francję w tych dniach spadają rozmaite plagi. Społeczeństwo wciąż upiera się przy 35-godzinnym tygodniu pracy, bezrobocie właśnie przekroczyło barierę 10 proc., na dodatek w piątek wyleciał — nawołujący do zaciskania pasa, sam zaś żyjący na koszt podatnika — minister gospodarki i finansów Herve Gaymard.

Bez względu jednak na wszystko, w żywotnym interesie Polski leży stałe przypominanie potentatom Unii Europejskiej o naszym istnieniu. Dotyczy to w takim samym stopniu Francji, jak i Niemiec — naszych partnerów z zapomnianego Trójkąta Weimarskiego. Akurat prezydent Kwaśniewski doskonale tę konieczność rozumie i nie przepuszcza żadnej okazji — tuż przed Arras, w sobotę, polską wizję rozwoju europejskich stosunków przedstawił w Berlinie na zaproszenie Fundacji Bertelsmanna.

Nie da się ukryć, że zwłaszcza od czasu wojny irackiej weimarscy partnerzy traktują Polskę jak trzecie koło u francusko-niemieckiego rydwanu. Mają ambicję wyznaczania kursu całej Unii, jednak ich pojazd jest ostatnio ciężkawy — a mimo to nie pozwalają szybszym wozom na swobodne wyprzedzanie. Na przykład 19-proc. CIT w Polsce jest nie do zaakceptowania przez rządy państw, w których podatek od firm przekracza 30 procent... Trudno się zatem dziwić, że Francja i Niemcy tak bardzo boją się prawdziwej wolności gospodarczej.

Kapitalnym przykładem ich rozumowania jest kwestia zakupu przez LOT samolotu długodystansowego. Wybór miedzy Airbusem a Boeingiem powinien opierać się tylko na kryteriach technicznych i ekonomicznych. Tymczasem woźnice rydwanu, wsparci jeszcze przez Wielką Brytanię, z biznesowej decyzji naszego narodowego przewoźnika czynią miarę europejskości Polski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Trzecie koło rydwanu