Trzej królowie

opublikowano: 26-11-2021, 12:38

Ford żegna obecną generację Rangera. Ale to pożegnanie z fajerwerkami. Czterema. Wróć – trzema.

Fuzja:
Fuzja:
Stormtrak łączy użytkowe walory Wolftraka z cechami uprzyjemniającymi czas spędzany w nim po pracy. Ma te same do Wolftrak możliwości, ale nieco mocniejszy silnik i bogate cywilne wyposażenie. Ceny od 204,5 tys. zł.
AGNIESZKA-DOROSZEWICZ

Po 20 latach na rynku zadebiutowała kilka dni temu nowa generacja jego wysokości Forda Rangera. Skąd te tytuły? O tym za chwilę. Teraz o nowości. Zadebiutowała oznacza tylko tyle, że pokazano światu, jak będzie wyglądać, i zdradzono nieco szczegółów technicznych. Nowy Ranger znacznie upodobnił się do swojego amerykańskiego kuzyna – modelu F 150. Jest większy (rozstaw osi powiększono o 50 mm), bardziej kanciasty i może mieć – to małe zaskoczenie – diesla V6 pod maską. Również w Europie. Na razie nie wiemy, jaką mocą będzie dysponowała wspomniana fał szóstka. Niestety, nowy Ford Ranger trafi do klientów dopiero w 2023 r. Lista zapisów ma zostać otwarta pod koniec przyszłego roku. Dlatego zanim rzucę się na powitanie, skoncentruję się na pożegnaniu.

Jego królewska mość

Pracuś:
Pracuś:
Oddarty z upiększaczy, obuty w narzędzia do pracy. Wolftrak przewiezie ponad tonę ładunku, pociągnie przyczepę o masie 3,5 t i wjedzie prawie wszędzie (i co ważniejsze wyjedzie stamtąd). Za to narzędzie do pracy trzeba zapłacić minimum 170,3 tys. zł.
AGNIESZKA-DOROSZEWICZ

Zanim do salonów dojedzie nowa generacja, w sprzedaży pozostanie model poprzedniej (znaczy obecnej). A ów doczekał się właśnie czterech wersji specjalnych. Takie pożegnanie z klasą. Ale jeszcze słowo wyjaśnienia. Skąd ta monarchia i tytuły? Bo najzwyczajniej w świecie się należą. Ford jest królem pick-upów. W zasadzie królem królów. Statystyki nie kłamią. Jest Raptor, a potem długo, długo nic. Na naszym nadwiślańskim podwórku też. Rocznie w Polsce sprzedaje się między 4 a 5 tys. samochodów z nadwoziem pick-up. Przynajmniej 2 tys. z nich to Rangery. Od lat. Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że między styczniem a końcem października w Polsce zarejestrowano 1477 nowych Rangerów. Drugie miejsce należy to Toyoty Hilux (937 rejestracji), a trzecie do Mitsubishi L200 – ale to już tylko niespełna 250 aut. Podobnie jest w innych krajach Europy. W tym roku (dane za styczeń–wrzesień 2021 r.) na Starym Kontynencie sprzedano ponad 45 tys. nowych Rangerów. Za nim (ale nie tuż) jest Hilux (27,8 tys. rejestracji), potem Nissan Navara (12 tys.). Świat też należy do Forda: F 150 (czyli amerykański kuzyn Rangera) od lat jest najchętniej kupowanym pick-upem. Nie dziwi zatem, że Ford dba, by Rangery starzały się z klasą. Stąd pomysł, by na koniec żywota obecnej generacji i chwilę przed debiutem kolejnej zafundować nam niespodziankę. Z jednej strony ma podtrzymać naszą miłość to tego modelu, z drugiej – zapewnić godne odejście. Z wysoko podniesionym czołem.

Gumofilce w operze

Maska torowa:
Maska torowa:
Ta wersja nie jest ani szybsza, ani sprawniejsza na zakrętach od pozostałych. Tylko na taką wygląda. Ot, stylizacja na sportowca. W Polsce nie jest dostępna.

Ford postanowił zaproponować obecnej generacji – na do widzenia – cztery wersje specjalne. Uprzedzam, że to nie jest tak, że różnią się od siebie kolorami czy stylistycznymi dodatkami (to oczywiście też). Różnią się przeznaczeniem. Ranger Wolftrak to roboczy wół. Ranger Stormtrak to bogato wyposażona propozycja dla tych, co zamiast trudnego terenu wolą miasto. Raptor Special Edition to niemal rajdowy potwór, natomiast Raptor MS-RT to próba upchania do pick-upa sportowych (niemal wyścigowych) inspiracji.

Zacznijmy od Wolftraka. Propozycja dla tych, którzy pick-upa używają do tego, do czego pick-upy powstały. Do pracy. I to w terenie. 17-calowe felgi obuto w opony AT. Nielakierowane klamki i lusterka to mniejsze ryzyko uszkodzenia podczas pracy. Rozbudowane orurowanie paki ułatwia bezpieczne przewożenie ładunków i umożliwia montaż akcesoriów. Do wyboru dwa kolory. Oba szare. Dywaniki – gumowe. Silnik – diesel (2,0 l, 170 KM). Do wyboru: automat (10 biegów) lub manuał (sześć). Standardowo auto jest wyposażone w dołączany napęd na cztery koła z reduktorem. Układ można usprawnić, dokładając blokadę tylnego mostu. Ryzyko uszkodzeń w terenie minimalizują stalowe osłony silnika i skrzyni. Kąt natarcia: 28 st., zejścia 27 st. Prześwit 237 mm. Ot, roboczy wół odpowiednio przygotowany do pracy w ciężkich warunkach. Ale na miasto? Niby można. Tak jak można iść w gumofilcach do teatru, jeśli jednak kiepsko czułbyś się w ubłoconym obuwiu na widowni, Ford ma dla ciebie Stormtraka. Niby to samo, ale inaczej podane.

Czterech, czyli trzech

Wożąc radochę:
Wożąc radochę:
To bez wątpienia najbardziej emocjonujący pick-up. Nie służy do pracy. Służy do jazdy. Ładowność to tylko 620 kg, za to emocji pomieści kilka ton. Ceny startują od 257,3 tys. zł.
materiały prasowe

Ranger Stormtrak to w dużej mierze nauczony miejskiej kindersztuby roboczy wół. Większe felgi (18 cali) i szosowe opony, dużo bogatsze wyposażenie, więcej lakieru, ledowe reflektory i nieco inaczej wykończona przestrzeń ładunkowa oraz elektrycznie sterowana pokrywa owej przestrzeni sprawiają, że paka przyjmie zarówno worki z cementem, jak i rodzinne szpargały. Ten sam silnik generuje nieco więcej mocy (200 KM), a reszta – identyczna. Inne kolory, inne ozdobniki. Wnętrze bardziej miękkie i komfortowe. Ale to wciąż Ranger, który tylko czasem chce być zwykłą osobówką. Nie chce za to nią być trzecia wersja. Jest nią Ranger Raptor Special Edition. To dzik przygotowany przez Ford Performance. Z ulicy możesz go zabrać na rajd cross country. Od cywilnych wersji różni się tym, czy różni się od nich auto sportowe. I choć pod maską tkwi ta sama 200-konna jednostka, to za sprawą fenomenalnego zawieszenia od Fox w terenie czyni cuda. Jako jedyna wersja Raptor ma też inne kąty. Ten natarcia to 32 st., zejścia – 24 st. Auto ma też większy prześwit. Wynosi 283 mm (o 43 mm więcej niż w pozostałych wersjach).

Special Edition nie różni się specjalnie (poza kilkoma zabiegami stylistycznymi) od dotąd znanego Rangera Raprora, zatem odsyłam tu, a sam przechodzę do wersji czwartej. To próba nawiązania pick-upem do aut… torowych. Nazywa się MS-RT. Powstała we współpracy z M-Sport, czyli zgrają ekspertów od rajdów. Odarta z terenowej dzielności na korzyść poprawienia zachowania na utwardzonych drogach. Odarcie polega na zastosowaniu wielkich 20-calowych felg, w obawie o które raczej nie zjedziesz poza utarte szlaki. Dałoby się, bo kąty natarcia, zejścia, prześwit czy osiągi ma takie same jak Stormtrak. Zatem owa sportowość to jedynie zabiegi stylistyczne (np. poszerzone błotniki), ale jak kto lubi. W Polsce raczej nie polubimy, bo ta wersja nie jest u nas dostępna. Zatem mamy trzy.

Piękne pożegnanie

Pytanie brzmi: po co. Każda z opisanych wersji to na dobrą sprawę nazwane na nowo znane nam już Rangery (XLT, Wildtrak czy Raptor). Przyprawienie ich nowymi kolorami, gadżetami czy naklejkami nie czyni z nich nowych aut. Oczywiście, że nie. Nowy będzie w 2023 r. Tu bardziej chodzi o podtrzymanie zainteresowania schodzącą generacją. Przy okazji jednak Ford udowadnia dwie rzeczy: że jego Ranger doprawdy może mieć wiele smaków i że potrafi się ładnie pożegnać z modelem, który wyciągnął go na szczyty rankingów sprzedaży.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane