Trzy ustawy i wielkie spory

Tadeusz Markiewicz
18-05-2005, 00:00

Niczyje mienie ani życie nie może być bezpieczne, gdy obraduje parlament — słowa Alexisa de Tocqueville’a, dziewiętnastowiecznego klasyka liberalnej myśli, znów są aktualne. Otóż na rozpoczynającym się posiedzeniu Sejmu nasz parlament zabiera się za trzy ustawy, które budzą wielkie emocje, a które mogą okazać się niestrawne — czy to dla firm, zwykłych obywateli, czy też... samych posłów. Oto trzy sejmowe dania.

Na początek przystawka, czyli przepisy ograniczające lichwę. Posłowie wierzą, że dzięki tej ustawie przysłużą się elektoratowi. I pewnie ten ostatni tak to potraktuje, choć branża finansowa twierdzi, że będzie zupełnie odwrotnie. Argumentuje bowiem, że wprowadzenie takiego rozwiązania spowoduje, że kredyty i pożyczki będą trudniej dostępne dla ludzi o niskich dochodach. Wówczas powstanie szara (lub jak kto woli czarna) strefa kredytowa, na którą nikt nie będzie miał wpływu. A gdy rozum (poselski) śpi, budzą się demony...

Potem parlamentarne danie główne, czyli nowe przepisy o podatku ekologicznym. To dzieło resortu finansów, które w definicji mają zastąpić akcyzę, a tak naprawdę wyhamować import używanych samochodów. Przepis jest teoretycznie prosty. Wystarczy przemnożyć pojemność silnika, jego euronormę paliwową, naliczyć opłatę, a laweciarze znów zaczną szukać nowego zajęcia. Ale to tylko teoria. Po pierwsze — nie ma gwarancji, że dzięki tym zabiegom wzrośnie sprzedaż nowych aut (czemu i tak resort finansów skutecznie przeszkadza, ograniczając odpisy VAT), po drugie — posłowie wcale za nim nie zagłosują, by nie zaszkodzić niemałej grupie prywatnych importerów (wiadomo — wybory za pasem).

Wreszcie „zasłużony” deser — ustawa o kinematografii. Branża medialna nie ma wątpliwości — pomysł obciążenia 1,5-proc. podatkiem od przychodów nadawców, operatorów kablówek czy kin na rzecz nieistniejącego Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej to nic innego jak skok na kasę. I trudno nie przyznać im racji, bowiem powstaje kolejna urzędnicza struktura, która wie lepiej od obywatela (na którego per saldo spadną obciążenia), jak wydawać jego pieniądze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trzy ustawy i wielkie spory