TURCY ZAGRAŻAJĄ PRODUCENTOM KAJAKÓW
NA RAZIE SPOKOJNIE: Obecnie nie ma ostrej walki o rynek pomiędzy producentami kajaków. Konkurencja się zaostrzy, gdy Polacy zaczną częściej kupować taki sprzęt — mówi Ryszard Seruga, właściciel warszawskiej firmy Plastex Composite, produkującej sprzęt pływający.
W Polsce coraz trudniej jest sprzedać rekreacyjną jednostkę pływającą. Korzystając z niskich kosztów siły roboczej, część krajowych producentów tego typu sprzętu ratuje się eksportem do państw Unii Europejskiej. Tam zaczyna im jednak wyrastać — równie tania — konkurencja z Turcji i Bałkanów.
Większość polskich producentów kajaków, rowerów wodnych, łodzi wiosłowych i żaglówek plażowych to przedsiębiorstwa małe, zatrudniające nie więcej niż kilkanaście osób. W okresie letnim produkcji rekreacyjnych jednostek pływających podejmuje się też grupa domorosłych szkutników, która jednoosobowe firmy lokuje w przydomowych garażach i szopach. W skali kraju te sezonowe przedsięwzięcia nie mają większego znaczenia, ale w najbliższej okolicy skutecznie zaspokajają popyt na drobny sprzęt pływający. Ich głównym atutem w walce o klienta są ceny, często nawet o połowę niższe od tych, jakich żądają zakłady produkujące podobne wyroby przez cały rok.
— W ostatnich latach znacznie wzrosły koszty produkcji. Jednak ze względu na działalność sezonowych zakładów szkutniczych, ceny łodzi wzrosły jedynie o 50-100 zł — relacjonuje Krzysztof Ratajczak, współwłaściciel firmy Norton, produkującej łodzie.
Nie wszystkie jednak firmy produkujące wypoczynkowe jednostki pływające przez cały rok obawiają się szkutników amatorów.
— Zgadzam się z tym, że wyroby firm „garażowych” są bardzo tanie, ale jakość ich wykonania jest bardzo niska. Trzyosobowa kanadyjka rodem z garażu może być nawet o kilkanaście kilogramów cięższa od podobnej łódki pochodzącej z zakładu inwestującego w nowoczesne technologie produkcji — twierdzi Ryszard Seruga, właściciel przedsiębiorstwa Plastex Composite, wytwarzającego sprzęt pływający.
Zastój w branży
Przedstawiciele większości producentów rekreacyjnego sprzętu pływającego, niezależnie od tego czy uważają szkutników amatorów za poważną konkurencję czy nie, przyznają jednak zgodnie, że trudno jest im sprzedawać swoje wyroby. Zdaniem wielu, popyt zatrzymał się na poziomie sprzed dwóch lat, a niektórzy twierdzą nawet, że znacznie się od tego czasu obniżył.
— Utrzymanie sprzedaży na tym samym poziomie wymaga z roku na rok większych nakładów reklamowych i organizacyjnych — uważa Jarosław Milski, właściciel firmy Milex.
Na słabe wyniki sprzedaży rzutuje głównie postawa ośrodków wczasowych, niegdyś głównych odbiorców kajaków, rowerów wodnych i małych żaglówek. Obecnie te instytucje ograniczają do minimum zakupy sprzętu wodnego, potrafią za to przysporzyć jego producentom niemiłych niespodzianek.
— Produkcję katamaranów plażowych rozpoczęliśmy z nadzieją, że będą je kupować ośrodki wczasowe. W odpowiedzi na rozesłane przez nas oferty część z nich wyraziła wstępnie chęć zakupu takich jednostek. Nie doszło jednak do zawarcia ani jednego kontraktu. Sprzedaliśmy jedynie pięć żaglówek, z których wszystkie trafiły do indywidualnych odbiorców — opowiada Tadeusz Kraszewski z Daewoo Motor Polska.
— Większość ośrodków wczasowych została oddana w krótkoterminowe dzierżawy. Ich ajenci nie kupują sprzętu pływającego, ponieważ chcą maksymalnie zarobić bez żadnych inwestycji — wyjaśnia Jarosław Milski.
W celu zwiększenia sprzedaży swoich wyrobów, niektórzy producenci kajaków i rowerów wodnych chcą skoncentrować się na indywidualnych klientach. Aby do nich dotrzeć, planują utworzenie w większych aglomeracjach specjalistycznych sklepów z tego typu sprzętem. Na razie jednak, jedynym skutecznym sposobem na ekonomiczną stabilizację firmy jest eksport.
Biały eksport
Polscy producenci sprzedają swoje kajaki i rowery wodne do Niemiec, Francji i Holandii. Ci, którzy na zagraniczne rynki weszli już kilka lat temu, zgodnie przyznają, że nie jest to tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Koszty udziału w zagranicznych wystawach są porównywalne z krajowymi, a jeżeli zachodnioeuropejskich odbiorców zadowala jakość wyrobów, to stawiają już tylko „kosmetyczne” wymagania, dotyczące głównie standardu wykończenia sprzętu.
— W Polsce najlepiej sprzedaje się sprzęt pomalowany na jaskrawe kolory. Ludzie uważają, że takie jednostki są bardziej widoczne na wodzie i tym samym bezpieczniejsze. Wyroby sprzedawane na Zachód maluje się przede wszystkim na biało. Tamtejsi kontrahenci twierdzą, że kolor ten odbija promienie słoneczne i pokazuje, że sprzęt jest czysty — twierdzi Jarosław Milski.
Już niebawem polskie firmy mogą mieć jednak problemy z utrzymaniem się na rynkach Unii Europejskiej. Coraz mocniej wchodzą na nie producenci z Turcji i Bałkanów. Siła robocza jest tam podobnie tania jak w Polsce, a co za tym idzie oni także mogą oferować sprzęt o połowę tańszy niż produkowany np. we Włoszech.