Turkus w kopalni i na śmietniku

Mariusz Mucha
opublikowano: 2007-09-26 00:00

Równie dobrze radzą sobie w podziemnych wyrobiskach, w kamieniołomach, jak i na wysypiskach śmieci.

Gazela Biznesu Sigma z Baraku pod Lublinem

Równie dobrze radzą sobie w podziemnych wyrobiskach, w kamieniołomach, jak i na wysypiskach śmieci.

Kilka tygodni temu Jan Hajduk, prezes zarządu Sigmy, był na otwarciu zakładu sortowania odpadów komunalnych w Siedlcach. Pracują tam ich maszyny warte 2 mln zł: przenośniki, transportery i segregatory. Droższą o milion inwestycję firma zrealizuje wkrótce dla Rzeszowa. Niedawno do Grecji wysłali linię do tzw. peletowania trocin.

— Ochrona środowiska stała się bardzo ważna, uznaliśmy więc ten rynek za obiecujący. Przez lata urządzenia Sigmy poradziły sobie z tysiącami ton węgla, dlaczego nie miałyby sobie poradzić ze śmieciami — mówi Jan Hajduk, podkreślając przy tym wielkie różnice w technologii i w wymaganiach ludzi pracujących w tych branżach.

Maszyny jak od krawca

Urządzenia Sigmy na trzech kontynentach wyrównują, segregują, wentylują, ugniatają, przesiewają i transportują węgiel, odpady i kruszywa. Pierwszy był jednak węgiel, który do dziś jest oczkiem w głowie prezesa. W jego gabinecie roi się od górniczych pamiątek: dyplomów, lampek i kryk, czyli sztygarskich lasek. Jako technik górnik przygodę z okołogórniczym biznesem zaczynał w 1996 r.

— Miałem 14-letnie doświadczenie w branży górniczej. Dla hermetycznego środowiska śląskich kopalń nie byłem anonimowym żółtodziobem — wspomina Jan Hajduk.

Postanowił nie tylko produkować, ale też konstruować kopalniany sprzęt. Pierwsze projekty powstawały w dwóch małych pokoikach, w których mieściła się wtedy siedziba Sigmy. Zamiast desek kreślarskich młodzi konstruktorzy, w większości po Politechnice Lubelskiej, używali nowoczesnych programów komputerowych.

Jednym z pierwszych zleceń była stacja najazdowa dla kopalni w Jaworznie. Ludzie z Sigmy pomagali montować ją na dole. Na miejscu dokonywali ulepszeń, dostosowywali sprzęt do potrzeb kopalni. To jak szycie na miarę u krawca — podkreślają w firmie.

Jestem liderem

Właśnie „szycie na miarę” (oprócz wszechobecnego turkusu — w tym kolorze jest w Sigmie praktycznie wszystko, od produkowanych maszyn po wizytówki) stało się znakiem rozpoznawczym firmy spod Lublina. W praktyce wygląda to tak, że przed podpisaniem umowy na wykonanie konkretnego urządzenia ktoś z Sigmy w miejscu, w którym będzie ono pracowało, dokładnie wymierza, wylicza. Ba, nawet poznaje ludzi, którzy będą ze sprzętu korzystali.

— Nie interesuje mnie szybki, nawet bardzo zyskowny, ale jednorazowy deal. To ma jeszcze dobrze działać, żeby kupujący złożył następne zamówienie — wyjaśnia prezes Hajduk.

Choć firma jest spółką akcyjną, to właśnie Jan Hajduk ma w niej decydujące zdanie. Pracownicy mówią, że nawet pilnuje, czy wszyscy byli na urlopach.

— Wypoczynek i rodzina są tak samo ważne jak praca — potwierdza poważnie prezes. Uważa, że ktoś, kto nie umie zorganizować sobie wypoczynku, nie potrafi też dobrze pracować.

Nie obrażajmy się

Inżynierowie Sigmy kierują się dalej niż na Śląsk. Słowacja, Rumunia, Syberia, Ukraina, Wietnam, Chiny — wszędzie tam pracują ich urządzenia.

Przygoda z eksportem, który dziś stanowi kilkanaście procent obrotów firmy, zaczęła się ponad trzy lata temu od syberyjskiej kompanii węglowej Jużkusbasugol. Rosjanie zauważyli turkusowe urządzenia podczas wizyty w kopalni Lubelskiego Węgla w Bogdance. Spodobały im się, więc przed odjazdem odwiedzili Barak. Pierwszy kontrakt Sigma podpisała z nimi podczas rewizyty na Syberii. Po czterech miesiącach od pierwszej rozmowy dostarczyła maszyny.

Na początku nie znali specyficznego rynku rosyjskiego: kosztów, wymagań celnych. Dziś dział eksportu ma to wszystko w małym palcu. Za kilka dni we współpracy z Kopeksem zrealizuje kontrakt dla odbiorców w Argentynie i Rumunii.

Na targach branży w Katowicach, które odbyły się w połowie września, odwiedzali ich goście z całej Europy, Ameryki Południowej, Afryki i Azji. Prezes tłumaczy zainteresowanie szacunkiem, jakim na świecie cieszy się polska myśl górnicza.

— Boję się, że przy takim jak obecnie podejściu rządzących do naszego górnictwa za kilka lat będzie naprawdę źle. Zostaniemy uzależnieni od rosyjskiego węgla tak jak od gazu — mówi z przekąsem Jan Hajduk.

Następcy już są

Mniejsza liczba kopalń w Polsce, a tym samym mniej ścian wydobywczych i wynikająca z konkurencji większa trwałość urządzeń sprawiły, że Sigma zaczęła się interesować m.in. segregowaniem śmieci, by nie zmarnował się potencjał budowanego przez lata działu badawczo-rozwojowego.

Wartość pieniądza zarobionego pod ziemią i na jej powierzchni jest taka sama. Gdy więc w Polsce przyszedł boom na inwestycje drogowe, nie zastanawiali się długo. Od lutego tego roku Sigma sprzedała i uruchomiła kilka urządzeń do transportu kruszyw pospolitych, używanych do budowy dróg.

— Pieniądze z Unii i wzrost gospodarczy powodują zwiększone zapotrzebowanie na technikę. Jednak ta fala przetoczy się w ciągu kilku lat i na rynku zostaną tylko ci, którzy nie boją się nowoczesnych technologii i mają odpowiednich ludzi — sumuje Jan Hajduk.

Pracuje z nim już dwóch synów. Paweł (27 lat) odpowiada za handel ze światem. Wojciech (23 lata) zajmuje się działem produkcyjnym. Pewnego dnia jeden z nich zapewne obejmie stery firmy. Młodszy już rok przepracował fizycznie, na hali produkcyjnej.

— Żeby mógł kiedyś powiedzieć ludziom: „chodźmy”, a nie „idźcie” — tłumaczy prezes Jan Hajduk.

Gazela biznesu

Sigma SA

Barak 6

21-002 Jastków koło Lublina

tel. 081-502-33-33

faks 081-502-25-53

www.sigmasa.pl

e-mail: [email protected]

FIrma w liczbach

Zatrudnienie

2004 70 osób

2005 96 osób

2006 107 osób

2007 110 osób

Przychody

2004 28,47 mln zł

2005 35, 41 mln zł

2006 24, 09 mln zł

Zysk netto

2004 4,7 mln zł

2005 4,8 mln zł

2006 1,9 mln zł

Mariusz Mucha

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót