Twoje ciało wie, jak inwestować z zyskiem

W świetle nowych badań psychologów powiedzenie „inwestuj tak, jak ci serce podpowiada” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Dosłownego

Przeczucia mogą być najlepszym doradcą na giełdowym parkiecie. To już fakt naukowy — okazuje się, że maklerzy giełdowi, którzy są bardziej świadomi własnego ciała, w tym rytmu bicia własnego serca, zarabiają więcej — wynika z badań opublikowanych niedawno przez „Nature”.

Twoje ciało wie, jak inwestować z zyskiem

opublikowano: 09-10-2016, 22:00

W świetle nowych badań psychologów powiedzenie „inwestuj tak, jak ci serce podpowiada” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Dosłownego

Przeczucia mogą być najlepszym doradcą na giełdowym parkiecie. To już fakt naukowy — okazuje się, że maklerzy giełdowi, którzy są bardziej świadomi własnego ciała, w tym rytmu bicia własnego serca, zarabiają więcej — wynika z badań opublikowanych niedawno przez „Nature”.

MIEĆ TO COŚ: Warren Buffett jest uważany za jednego z najlepszych inwestorów w historii. Psycholodzy być może właśnie odkryli, co mogło mu pomóc w karierze. Okazuje się, że ludzie bardzo różnią się pod względem intuicji rynkowej, co można wytłumaczyć fizjologią ciała.
Bloomberg

Współautorem tego odkrycia jest John Coates, były inwestor, który został neuropsychologiem. Po 12 latach pracy w takich bankach inwestycyjnych, jak Goldman Sachs, Merrill Lynch czy Deutsche Bank, stał się specjalistą od zagadnień dotyczących wpływu fizjologii ciała na decyzje inwestorów. Swoje doświadczenie inwestycyjne opisał m.in. w książce „The Hour Between Dog and Wolf”. Często stawia on tezę, że aby być dobrym inwestorem, oprócz skłonności do podejmowania ryzyka, trzeba mieć po prostu „nosa” do rynków. Wiedzą o tym zapewne wszyscy inwestorzy, którzy z nutą zazdrości patrzą na dokonania George’a Sorosa czy Warrena Buffetta.

To, co zwykli ludzie określają jako „przeczucie”, psycholodzy tłumaczą tzw. interocepcją. Termin ten oznacza „poczucie rytmu pracy narządów wewnętrznych”, czyli pewnego rodzaju podświadome „wyczulenie” na sygnały płynące z własnego ciała, takie jak głód, ból czy bicie serca, a także umiejętność reagowania zgodnie z nimi odpowiednim zachowaniem. Okazuje się, że ci „znawcy parkietu”, którzy lepiej wypadli w teście na tzw. interocepcję, nie tylko zarabiają więcej, ale też dłużej „utrzymują się” w zawodzie, na rynkach finansowych. Ich ryzykowne decyzje są po prostu bardziej trafne niż kolegów, którzy nie mają „tego czegoś”.

We współpracy z University of Cambridge John Coates przeprowadził badanie z udziałem 18 maklerów z giełdy w Londynie. Do udziału w badanu zaproszono maklerów, którzy kupowali i sprzedawali kontrakty futures z dużą częstotliwością, czyli zmuszonych do podejmowania ważnych decyzji w bardzo krótkim czasie, często nawet kilku sekund. Na tego typu rynkach najlepsi są w stanie zarobić do 10 mln USD rocznie, podczas gdy zdecydowana większość inwestorów nie jest w stanie na nich się utrzymać.

W naukowym eksperymencie interocepcję mierzono za pomocą pewnego testu — inwestorzy proszeni byli o policzenie uderzeń własnego serca w określonym czasie, bez dotykania jakichkolwiek punktów ułatwiających zbadanie pulsu na własnym ciele. Badacze weryfikowali te szacunki z rzeczywistym rytmem serca.

Zawodowi maklerzy osiągali w takim teście zazwyczaj lepsze wyniki niż przeciętni ludzie — trafniej oceniali rytm własnego serca w 78,2 proc., podczas gdy średnia dla populacji wynosi 66,9 proc. Naukowcy porównali też wyniki testu na interocepcję z rzeczywistymi osiągnięciami wybranych inwestorów w ciągu ostatnich lat. Ci z większą wrażliwością własnego ciała zarabiali więcej. Co więcej — im dłużej dany inwestor był w branży, tym lepiej potrafił oszacować rytm własnego serca. Wnioski? Interocepcja może decydować o twoim sukcesie na rynkach finansowych.

— Tu nie chodzi o żadne tajemnicze sprawy ani nadprzyrodzoną moc, jak w „Gwiezdnych wojnach”. Takie umiejętności każdy może w sobie rozwijać — podkreśla John Coates. Jak to wytłumaczyć? Nasze ciało, ukształtowane w ciągu lat ewolucji, jest przystosowane do tego, aby w porę sygnalizować nam zagrożenia. Potwierdza to Krzysztof Kosy, psycholog biznesu z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

— Interocepcja składa się na tzw. intuicję. Większa świadomość własnego ciała i sygnałów, które ono nam wysyła, może pomagać w opanowaniu stresu w sytuacjach, gdy wymaga się od nas podejmowania decyzji pod presją czasu, a w efekcie lepiej zareagować — wyjaśnia psycholog. Krzysztof Kosy podkreśla, że interocepcja nie jest czymś, z czym się rodzimy — możemy ją sobie wypracować.

— Choć interocepcja uwarunkowana jest genetycznie, takie wyczulenie na sygnały z własnego ciała można też w sobie kształtować. Interocepcję z pewnością poprawia regularne uprawianie sportu, np. bieganie, zwłaszcza jeśli korzystamy z różnych aplikacji do uprawiania fitnessu mierzących np. tętno. Takie świadome podejście do wysiłku i śledzenie tego, jak reaguje nasz organizm, z czasem pozwala nam z większą świadomością patrzeć na własne ciało — tłumaczy psycholog biznesu. Przy okazji naukowcom udało się odkryć, dlaczego ludzie, którzy odnoszą sukcesy, często zaczynają dzień od siłowni albo joggingu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane