Tylko olimpiada nas uratuje

Adam Sofuł
07-09-2007, 00:00

Politycy już nie mogą żyć bez adrenaliny. Gdy pół roku temu Polsce i Ukrainie przyznano prawo organizacji piłkarskich mistrzostw Europy, już wówczas zdawano sobie sprawę z ogromu prac, jakie trzeba wykonać, aby ta prestiżowa impreza doszła do skutku. Część ekonomistów pocieszała się, że Polacy najlepiej się mobilizują, gdy stoją pod ścianą. Po pół roku można powiedzieć, że jesteśmy wciśnięci w mur. Może pora się zacząć mobilizować. Tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że to już ostatnie posiedzenie Sejmu. Jeśli więc chodzi o pakiet ustaw związanych z tą imprezą aktualne staje się zawołanie „teraz albo nigdy”. Adrenaliny powinno być dość.

Przez te pół roku działo się wiele — odwołano jednego ministra sportu i powołano nowego. Nowy mianował pełnomocników. Trwały analizy, symulacje i wyliczenia. Tak przynajmniej zapewniała nas szefowa resortu sportu Elżbieta Jakubiak, dodając że rząd tego czasu nie przespał. I już wiemy, że stadion narodowy będzie kosztował miliard złotych,. Pozostałe ledwie po 400 mln zł. Nie wiemy jednak, czy uda się je wybudować i kiedy te inwestycje mają szanse się rozpocząć. Bo na przeszkodzie staje złe, nieprzyjazne inwestorom prawo i długie procedury biurokratyczne. Dlatego, stwierdził rząd, potrzebny jest pakiet ustaw, który stworzy szybką ścieżkę dla inwestycji związanych z mistrzostwami.

Pośpiech jest zrozumiały, bo stadionów nie buduje się z dnia na dzień. Niezrozumiałe jednak, dlaczego z szybkich ścieżek i uproszczonych procedur mogli skorzystać wszyscy inwestorzy. Skoro przepisy są zawalidrogą, to należy je zmienić. Prawo i Sprawiedliwość ma w tym względzie niejakie doświadczenie, by wspomnieć zmiany w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. A Euro 2012 to wszak nie pierwszy przypadek, gdy rząd staje bezradny wobec gąszczu przepisów. Przypomnijmy sprawę budowy obwodnicy przez Rospudę (zablokowanej, co umknęło w zgiełku politycznym ostatnich tygodni), kiedy premier mówił, że zmiana trasy spowoduje opóźnienie budowy o lata, właśnie ze względu na procedury. Możliwości są dwie: albo zabrać się za wielkie i systematyczne, chociaż — co polityków pewnie zaboli — mało spektakularne przemeblowanie prawa, albo trzeba zgłosić się do organizacji jeszcze kilku wielkich imprez sportowych. Może wówczas kolejne szybkie ścieżki, ulgi i ułatwienia obejmą większość inwestycji. I prowadzenie biznesu stanie się łatwiejsze dla wszystkich. Wystarczą trzy mundiale i ze dwie olimpiady, by niepotrzebne były pakiety Kluski lub Szejnfelda, bo prowadzenie działalności gospodarczej będzie usłane różami. Kibice też się ucieszą. Oczywiście, pierwsze rozwiązanie byłoby logiczniejsze i mniej ryzykowne. Ale przykład Euro2012 pokazuje dobitnie, że nasi politycy na łatwiznę nie idą.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Tylko olimpiada nas uratuje