Przez te pół roku działo się wiele — odwołano jednego ministra sportu i powołano nowego. Nowy mianował pełnomocników. Trwały analizy, symulacje i wyliczenia. Tak przynajmniej zapewniała nas szefowa resortu sportu Elżbieta Jakubiak, dodając że rząd tego czasu nie przespał. I już wiemy, że stadion narodowy będzie kosztował miliard złotych,. Pozostałe ledwie po 400 mln zł. Nie wiemy jednak, czy uda się je wybudować i kiedy te inwestycje mają szanse się rozpocząć. Bo na przeszkodzie staje złe, nieprzyjazne inwestorom prawo i długie procedury biurokratyczne. Dlatego, stwierdził rząd, potrzebny jest pakiet ustaw, który stworzy szybką ścieżkę dla inwestycji związanych z mistrzostwami.
Pośpiech jest zrozumiały, bo stadionów nie buduje się z dnia na dzień. Niezrozumiałe jednak, dlaczego z szybkich ścieżek i uproszczonych procedur nie mogliby skorzystać wszyscy inwestorzy. Skoro przepisy są zawalidrogą, to należy je zmienić. Prawo i Sprawiedliwość ma w tym względzie niejakie doświadczenie, by wspomnieć zmiany w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. A Euro 2012 to wszak nie pierwszy przypadek, gdy rząd staje bezradny wobec gąszczu przepisów. Przypomnijmy sprawę budowy obwodnicy przez Rospudę (zablokowanej, co umknęło w zgiełku politycznym ostatnich tygodni), kiedy premier mówił, że zmiana trasy spowoduje opóźnienie budowy o lata, właśnie ze względu na procedury. Możliwości są dwie: albo zabrać się za wielkie i systematyczne, chociaż — co polityków pewnie zaboli — mało spektakularne przemeblowanie prawa, albo trzeba zgłosić się do organizacji jeszcze kilku wielkich imprez sportowych. Może wówczas kolejne szybkie ścieżki, ulgi i ułatwienia obejmą większość inwestycji. I prowadzenie biznesu stanie się łatwiejsze dla wszystkich. Wystarczą trzy mundiale i ze dwie olimpiady, by niepotrzebne były pakiety Kluski lub Szejnfelda, bo prowadzenie działalności gospodarczej będzie usłane różami. Kibice też się ucieszą. Oczywiście, pierwsze rozwiązanie byłoby logiczniejsze i mniej ryzykowne. Ale przykład Euro 2012 pokazuje dobitnie, że nasi politycy na łatwiznę nie idą.
Adam Sofuł