Czytasz dzięki

Tylko płynność finansowa firm uratuje gospodarkę

Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA
opublikowano: 19-03-2020, 22:00

Największym zagrożeniem dla przedsiębiorców jest dzisiaj utrata płynności finansowej i zatory płatnicze.

Kluczowe pozostaje zapewnienie firmom wypłacalności. Jeśli przedsiębiorcy przestaną sobie wzajemnie płacić, może to spotęgować negatywne skutki, jakie gospodarce wyrządzi pandemia koronawirusa. Zbankrutują firmy, ludzie stracą pracę. Świata, który znaliśmy, już nie ma. Dotychczasowe rozwiązania, które w normalnej sytuacji się sprawdzały, teraz są niewystarczające. Chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że skutki epidemii nie przeminą w ciągu kilku dni. To rana na gospodarce, która może się długo goić.

W tak trudnych czasach szczególnie ważna jest dyscyplina płatnicza. Z zagrożeń, które postrzegam jako realne, podyktowane strachem i potrzebą przetrwania, najgorsze są: wstrzymanie płatności dla kontrahentów i pracowników, gromadzenie gotówki i kredytowanie własnej działalności kosztem innych podmiotów na rynku. Pieniądz musi krążyć. Bez obiegu gotówki w gospodarce część firm zacznie bankrutować, ciągnąć ze sobą na dno klientów, kontrahentów i pracowników. To efekt domina, który trudno będzie zatrzymać.

W Polsce 18 marca rząd ogłosił tzw. Tarczę Antykryzysową, która ma ochronić firmy i pracowników przed skutkami epidemii koronawirusa. Szacunkowa wartość pakietu pomocowego to 212 mld zł. Trudno dziś oceniać, czy te środki są wystarczające. Wkrótce rzeczywistość to zweryfikuje. Jedno jest pewne: bez rządowego wsparcia wiele firm nie podźwignie się z kryzysu. Trudno oszacować, ile podmiotów ostatecznie sięgnie po koło ratunkowe rzucone przez rząd. Już na początku marca w naszych badaniach aż 39 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP wskazywało, że koronawirus negatywnie wpływa na ich działalność. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że ta liczba wzrosła. Sytuacja jest dynamiczna i branże, które na początku marca nie dostrzegały jeszcze zagrożenia z powodu epidemii, dziś mogły już dostać rykoszetem na skutek problemów z płynnością swoich kontrahentów. Obserwujemy np. rosnącą liczbę pobieranych raportów o branżach, które już mają problemy, np. transport czy handel. Widać, że część firm zaostrza kryteria udzielania odroczonych płatności.

Według danych Krajowego Rejestru Długów wiele branż już sygnalizuje problemy z zachwianiem płynności finansowej. Od początku roku zadłużenie przedsiębiorstw zwiększyło się i cały czas rośnie. Na początku lutego wynosiło 9,8 mld zł, na początku marca 10,1 mld zł, 19 marca zaś już 10,3 mld zł. KRD na bieżąco monitoruje też kondycję poszczególnych branż. Niepokojący wzrost zadłużenia widać już w handlu: na początku lutego było to 1,8 mld zł, na początku marca 1,9 mld zł, a 19 marca już ponad 2 mld zł. Pod kreską są też producenci artykułów spożywczych i napojów: na początku lutego zadłużenie w tym sektorze wynosiło 119 mln zł, na początku marca 126 mln zł, a 19 marca już 2 mln zł więcej.

Jak pokazuje doświadczenie Kaczmarski Inkasso, wielu przedsiębiorców zaczyna szybciej dochodzić swoich należności. Nie czekają już miesiącami po upływie terminu płatności, ale przekazują do windykacji zaległe faktury po kilku tygodniach, a nawet dniach. Widzimy dużą odpowiedzialność wierzycieli, którzy starają się inaczej traktować kontrahentów, którzy im nie płacą, bo faktycznie nie mają pieniędzy, od tych, którzy je mają, a wstrzymują płatności zasłaniając się koronawirusem. To skrajnie nieodpowiedzialna postawa, bo pogłębia negatywne skutki epidemii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu