Tylko złoto dało realnie zarobić

Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl
opublikowano: 10-01-2019, 22:00

W 2018 r. tylko złoto jako jedyna klasa polskich aktywów zapewniło realnie nieujemną stopę zwrotu. Inwestycyjnie był to słaby rok.

Złoto dało zarobić 5,8 proc., co jest najlepszym wynikiem z wszystkich głównych klas aktywów. Dla porównania: giełda, czyli WIG, spadła o 9,5 proc., fundusze akcji przyniosły średnią stratę aż 12,5 proc. Polskie fundusze dłużne średnio wypracowały „oszałamiające” 0,75 proc., przy czym nawet najlepsze z nich nie dały zarobić więcej niż 3,8 proc. Z funduszy rynku pieniężnego można było wycisnąć średnio 1,3 proc. (z najlepszych około 2,5 proc.), założona rok temu lokata bankowa wypłaciła przeciętnie 1,5 proc. — wszystko przy oficjalnej inflacji CPI rzędu 1,6 proc. (dane GUS za okres styczeń-grudzień).

Barbarzyński relikt

Blisko 6 proc., jakie zapewniło inwestorowi bierne siedzenie w złocie, ratowało statystykę zrównoważonego portfela inwestycyjnego, absorbując straty poniesione na rynku akcji. I właśnie od tego jest złoto. To, że w 2018 r. stopy zwrotu ze wszystkich klas aktywów okazały się więcej niż rozczarowujące, to już temat na osobną analizę. Globalnie jedynym konkurentem dla złota był amerykański dolar, który wobec polskiego złotego umocnił się o 7 proc.

Rok 2018 zaczęliśmy od tradycyjnego już świąteczno-noworocznego rajdu. Po zwyżce w grudniu o 2,8 proc. w styczniu „barbarzyński relikt” dorzucił 2,3 proc. Jednakże opór w postaci 1370 USD zatrzymał wzrost jeszcze przed kluczowym poziomem 1400 USD, którego przełamanie, w mojej skromnej ocenie, byłoby sygnałem powrotu do długoterminowej hossy.

Trzy próby ataku na lokalne szczyty z 2014 i 2016 zakończyły się niepowodzeniem. Nieudolność obozu byków została srogo ukarana. Tym bardziej że zimą ’18 złotu sprzyjały spadające rynki akcji i relatywna słabość dolara. Na rynku sprawdziła się stara piłkarska reguła: niewykorzystane sytuacje się mszczą. Zemściły się w połowie kwietnia, gdy Ludowy Bank Chin poluzował politykę monetarną (tnąc stopę rezerw obowiązkowych), stawiając się w kontrze do Rezerwy Federalnej, która w marcu podniosła stopy i zapowiedziała trzy podwyżki do końca roku i — o dziwo — słowa dotrzymała. Kombinacja decyzji bankierów centralnych skutkowała skokowym umocnieniem dolara. Od połowy kwietnia do sierpniowego przesilenia indeks dolara poszedł w górę o blisko 9 proc. Negatywnie skorelowane z USD złoto nie oparło się presji i w cztery miesiące spadło o niemal 15 proc., po drodze zaliczając serię sześciu spadkowych miesięcy z rzędu. Po raz ostatni tak długa seria spadków na rynku złota zdarzyła się w drugiej połowie 1996 r.

Za tak drastyczną przeceną złota stało kilka czynników. Po pierwsze, Fed zaskoczył rynki szybszym tempem zacieśnienia polityki monetarnej. Po drugie, jego działania wzmocniły dolara. Po trzecie, po lutowej korekcie Wall Street szybko się otrząsnęła, latem i wczesną jesienią bijąc kolejne rekordy wszech czasów. Po czwarte, kapitał cały czas odpływał od surowców i rynków wschodzących, przyciągany przez Fed i Trumpa do Stanów Zjednoczonych. Kto przy hossie na nowojorskiej giełdzie, mocnym dolarze, rosnącym stopom i rozpędzonej gospodarce USA potrzebował złota?

Gdy wszystko wydawało się już stracone, karta się odwróciła. Kurs złota przestał spadać. Poziom 1200 USD/oz. ostatecznie został obroniony, a w listopadzie notowania kruszcu ruszyły w górę. Stało się to, gdy jesienna korekta na Wall Street nabrała mocy. Dow Jones zaliczył najgorszy grudzień od tzw. wielkiej depresji (czyli od 1931 r.). Sprzedający nie odpuścili nawet w spokojną zwykle Wigilię, która w 2018 r. przyniosła najsilniejsze spadki w dziejach. To korekta, która w mojej ocenie może być początkiem bardzo dotkliwej bessy.

Przełomowy rok

Moim zdaniem, 2018 był rokiem przełomowym. Po raz pierwszy od 2008 r. na Wall Street zawitała bessa. Banki centralne po raz pierwszy od dekady zaczęły ograniczać swoje bilanse, efektywnie drenując pieniądze z rynku. Fed podniósł stopy i kontynuował QT (czyli odwrotność QE). EBC zakończył program skupu obligacji (QE) i nawet Bank Japonii ograniczył skalę skupu aktywów. Sytuacja prezentuje się następująco: Fed nacisnął na hamulec (podnosząc stopy procentowe), gdy prezydent Trump wcisnął gaz (tnąc podatki i powiększając deficyt budżetowy), równocześnie ostro skręcając w stronę protekcjonizmu i sankcji w ramach konfrontacji z potencjalnymi (Chiny) i urojonymi (Iran) wrogami USA. Taki manewr wprowadzi amerykańską gospodarkę w stan mniej lub bardziej kontrolowanego poślizgu na wirażu historii. Efekty tego mogą być różne, ale z pewnością w 2019 r. będzie na rynkach finansowych trzęsło równie mocno, jak w poprzednim. Szansa, że to wszystko skończy się źle albo bardzo źle, nie jest mała.

Zaprenumeruj biuletyn o rynku złota — www.bankier.pl/zlotowiesci

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy