Uber pod pręgierzem

opublikowano: 29-01-2017, 22:00

Prawo: W Łodzi, Warszawie, Krakowie urzędnicy miejscy stanęli murem za taksówkarzami

Oficjalnie nikt w Polsce nie mówi, że chodzi o Ubera. Niektóre działania taksówkarzy i miast świadczą jednak o cichej wojnie — takiej samej, jaką twórcy aplikacji wywołali niemal w każdym kraju. W Łodzi magistrat ogłosił niedawno, że będzie wymagał od taksówkarzy specjalnych identyfikatorów. Zgodnie z uchwałą rady miejskiej od 1 lipca 2017 r. każdy z nich będzie musiał umieszczać go w samochodzie.

Łódzcy taksówkarze protestują przeciw konkurencji Ubera. Magistrat wymyślił dla nich identyfikatory, które dla pasażera będą dowodem, że kierowca ma ważną licencję i spełnia warunki przewozu osób.
Zobacz więcej

MIASTO NA POMOC:

Łódzcy taksówkarze protestują przeciw konkurencji Ubera. Magistrat wymyślił dla nich identyfikatory, które dla pasażera będą dowodem, że kierowca ma ważną licencję i spełnia warunki przewozu osób. FOT. MICHAL KAŹMIERCZAK-FORUM

— Identyfikatory mają zmniejszyć szarą strefę. Miasto zawsze wspiera uczciwych przedsiębiorców, więc taksówkarze dostaną identyfikatory za darmo — informuje Monika Pawlak z biura prasowego łódzkiego urzędu miasta. To odpowiedź na postulaty taksówkarzy, którzy zarzucają Uberowi nieuczciwą konkurencję. Taki identyfikator ma być dla pasażera dowodem, że kierowca ma ważną licencję i spełnia inne wymagane przez prawo warunki prowadzenia przewozu osób.

Warszawa daje mandaty

Nie tylko w Łodzi Uber jest na cenzurowanym. Taksówkarze podnoszą larum w większości polskich miast, do których weszła amerykańska firma. Niedawno sięgnęli po środek ostateczny — ogólnopolski protest. Swoje postulaty skierowali m.in. do ministerstwa infrastruktury. W stolicy na czele protestu stał Związek Zawodowy Taksówkarzy „Warszawski Taksówkarz”.

— Problem w tym, że o ile Uber nie łamie prawa, o tyle jego kierowcy często jeżdżą bez licencji. Ta firma jest po prostu medialna, ale moje zarzuty dotyczą całej warszawskiej szarej strefy, gdzie działa około 30 firm — mówi Jarosław Iglikowski, przewodniczący związku. Za taksówkarzami murem stają władze miejskie. W Warszawie magistrat współpracuje z policją, inspektoratem ruchu drogowego (IRD) i strażą miejską, które prowadzą kontrole taksówkarzy i przewoźników.

Pod hasłem „sprawdzania legalności prowadzenia przewozu osób” samochodami osobowymi i taksówkami skontrolowano w 2016 r. 2376 przewoźników. U jednej trzeciej stwierdzono nieprawidłowości — najczęściej przewóz osób bez wymaganej licencji. Miasto wykorzystuje przepisy ustawy o transporcie drogowym i Kodeksu administracyjnego, które pozwalają nakładaćna takich kierowców kary do 10 tys. zł. Nieoficjalnie wiadomo, że zdarzają się wśród nich również kierowcy Ubera.

Kraków idzie do sądu

Inną drogę obrał Kraków. Tam magistrat wykorzystuje Kodeks wykroczeń. W 2016 złożył do sądów 29 wniosków o ukaranie kierowców Ubera. W każdym przypadku sąd orzekał karę. Na kierowców Ubera nałożono grzywny od 100 zł do 2 tys. zł — w sumie na 15,6 tys. zł. Tylko dziewięć wyroków się na razie uprawomocniło. Uber jednak nie łamie prawa. Potwierdza to wydane pół roku temu oświadczenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który stwierdził, że działania firmy nie wskazują na konieczność interwencji w zakresie ochrony interesów konsumentów i ochrony konkurencji.

W umowie, którą firma podpisuje z kierowcami,zastrzega, że wymaga od nich posiadania wszelkich licencji, pozwoleń i upoważnień. Z umowy tej wynika także, że kierowcy świadczący usługi przewozowe zlecone za pośrednictwem aplikacji Uber działalność tę wykonują na własny rachunek i na własną odpowiedzialność. Firma podkreśla jednak, że „stoi za nimi murem”. Aplikacja kojarząca kierowców, którzy chcą okazjonalnie przewozić pasażerów, jest dostępna w Polsce od dwóch lat.

Działa już w siedmiu aglomeracjach (Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi i konurbacji śląskiej). Jak podaje biuro prasowe spółki, korzystają z niej już setki tysięcy polskich użytkowników i tysiące mikroprzedsiębiorców, którzy w ten sposób zarabiają na życie, odprowadzając należne podatki.

Na świecie technologia Ubera, wykorzystująca ideę ekonomii dzielenia (sharing economy), podbiła serca milenilasów. Z danych firmy wynika, że 30 proc. młodych osób deklaruje, że co najmniej raz z niej skorzystało. Firma z siedzibą w San Francisco deklaruje także, że zgadza się z innymi uczestnikami rynku, iż w polskim prawie potrzebne są dodatkowe regulacje, i uruchomiła platformę do współpracy z samorządami i uniwersytetami w celu wprowadzania rozwiązań dotyczących inteligentnych miast.

— Korzysta z niej m.in. Londyn i mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli ją też udostępnić polskim miastom — mówią przedstawiciele biura prasowego Ubera. We wszystkich urzędach gmin, z którymi rozmawialiśmy, panuje zgoda: zdarza się, że kierowcy Ubera łamią przepisy. Problem w tym, że łamią je również taksówkarze, którzy np. zawyżają ceny za przejazdy, i firmy świadczące przewóz osób. A Uber wygrywa z większością cenami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu