UBEZPIECZYCIELE KUPUJĄ SYSTEMY ZARZĄDZAJĄCE
Programami do kontroli obiegu dokumentów interesują się nowi klienci
NIE PRZELICZAĆ NA KARTKI: Krzysztof Wiśniewski, wiceprezes Magellan Software Polska, podkreśla, że zakupu oprogramowania do zarządzania dokumentami nie należy przeliczać na oszczędności w zużyciu papieru. Przysparza ono bowiem raczej niewymiernych korzyści. fot. Grzegorz Kawecki
Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej interesują się oprogramowaniem do zarządzania dokumentami. Dostawcy tego typu aplikacji mają sprzeczne opinie na temat kontaktów z tą branżą. Jedni chwalą się kontraktami, inni twierdzą, że działania ubezpieczycieli kończą się na oglądaniu aplikacji.
Systememy do zarządzania dokumentami klasy DMS (Document Management Systems) lub EDM (Electronic Document Management) przydają się przede wszystkim w firmach i instytucjach obsługujących wielu indywidualnych klientów, np. w bankach czy firmach ubezpieczeniowych. Przedstawiciele firm softwareŐowych zgodnie twierdzą, że te ostatnie nie były dotychczas liczącymi się klientami dla dostawców tego typu oprogramowania. Zdania o popycie generowanym przez banki i inne branże są już podzielone.
— Dla nas podstawową grupą klientów są firmy telekomunikacyjne i banki — twierdzi Wojciech Ciesielski z firmy OptiX.
— Największą grupą naszych klientów są prywatne firmy średniej wielkości, które gwałtownie się rozwijają, często też te, które zabiegają o certyfikat z grupy ISO lub chcą go utrzymać. Zarówno banki jak i towarzystwa ubezpieczeniowe nie podpisały wielu kontraktów. Instytucje te zajęte są wdrażaniem systemów do obsługi ich zasadniczej działalności i na nie przeznaczają większość swoich wydatków na informatykę — zauważa Henryk Klimek, członek zarządu Logotec Engineering, polskiego producenta aplikacji DMS.
Niewymierne korzyści
Niektórzy sugerują jednak, że na nikłe zainteresowanie ubezpieczycieli oprogramowaniem DMS i EDM wpływają też inne czynniki. We wszelkich sporach polskie prawo wymaga bowiem przedstawiania papierowych dokumentów. Poza tym trudno wyliczyć okres zwrotu z inwestycji w tego typu aplikacje.
— Systemy wspomagające zarządzanie dokumentami nie przysparzają łatwo policzalnych oszczędności. Dzięki nim zyskuje się przede wszystkim na czasie. Usprawniają prace poprzez zwiększenie dostępności dokumentów. Nie ma jednak sensu przeliczanie tego na zaoszczędzenie kilku ryz papieru. Znaczące oszczędności pod tym względem mogą odnieść tylko naprawdę duże firmy lub instytucje — tłumaczy Krzysztof Wiśniewski, wiceprezes Magellan Software Polska.
Opinię tę potwierdzają badania przeprowadzone w 1998 roku na zlecenie firmy Xerox. Wynika z nich, że 60 proc. czasu pracy urzędników pochłania obsługa dokumentów. Działania te pochłaniają 45 proc. kosztów związanych z ich zatrudnieniem, a to może kosztować przedsiębiorstwo do 15 proc. przychodów.
Ubezpieczyciele szukają
Prawidłowości te dostrzegli prawdopodobnie krajowi ubezpieczyciele. Przedstawiciele dostawców oprogramowania zgodnie bowiem twierdzą, że branża ta przejawia wyraźnie większą aktywność w poszukiwaniu rozwiązań klasy DMS lub EDM niż w roku 1999.
— Najważniejszy kontrakt w 2000 roku zawarliśmy z Grupą Allianz. Jest on zarówno najbardziej zaawansowany technologicznie, jak i najbardziej wartościowy. Pozostałe umowy podpisane w tym roku mają wartość 50-60 proc. tego kontraktu. Negocjujemy też kilka innych, jeszcze większych dostaw. Dotyczą one branży telekomunikacyjnej i ubezpieczeniowej — twierdzi Wojciech Ciesielski.
Niektórzy przedstawiciele branży sugerują, że zainteresowanie ubezpieczycieli oprogramowaniem do zarządzania dokumentami pozostaje najczęściej tylko w sferze deklaracji, a wciąż nie przekłada się na kontrakty.
— Przyznaję, że firmy ubezpieczeniowe coraz częściej interesują się systemami do zarządzania dokumentami. Nie przekłada się to jednak na kontrakty. Doskonałym przykładem jest tu, trwający już od wielu miesięcy, proces wyboru oprogramowania przez Grupę PZU — podkreśla Henryk Klimek.