Ubezpieczyciele na ratunek „polisolokatom”

Branża nie chce dopuścić do zagłady wartego 50 mld zł rynku. Lekarstwem ma być ostre cięcie wynagrodzeń dla sprzedawców.

150 proc. składki, którą klient wpłaci na polisę inwestycyjną w pierwszym roku oszczędzania — nawet tyle dwa-trzy lata temu mógł dostać pośrednik, który sprzedał taki produkt. Sprzedawcy odkryli, że to łatwe źródło zarobku, często oszukując klientów. Efektem są pozwy zbiorowe, kary Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz gigantyczna afera związana z opłatami likwidacyjnymi.

Zobacz więcej

Grzegorz Kawecki

Samoograniczanie

Po długim okresie chowania głowy w piasek branża ubezpieczeniowa postanowiła zabrać się za ratowanie rynku polis inwestycyjnych przed zagładą. W ramach konsultacji społecznych projektu ustawy o działalności ubezpieczeniowej Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) zgłosiła pomysł ustawowego ograniczenia wysokości tzw. opłat dystrybucyjnych. Są to pieniądze, których ubezpieczyciel nie odda klientowi, jeśli ten wcześniej zlikwiduje polisę. Dla 10-letniego ubezpieczenia ze składką regularną opłaty będą mogły wynieść maksymalnie 25 proc. pierwszorocznej składki. W przypadku polis ze składką jednorazową ma to być do 7,5 proc. opłaconej składki. Rząd natomiast proponuje, by prowizje były wypłacane pośrednikom w ratach przez kilka lat. Ma to być bezpiecznik, który wyeliminuje z rynku nieuczciwych sprzedawców, którzy są nastawieni na szybki zysk.

— To nie zlikwiduje problemu. W żaden sposób nie zmniejsza realnej wartości opłat, przerzucanych na klienta. Nasze rozwiązanie jest bardziej prokonsumenckie — uważa Jan Grzegorz Prądzyński, prezes PIU.

Z informacji „PB” wynika, że projekt jest efektem kompromisu między największymi ubezpieczycielami życiowymi. Zakłady starają się ratować rynek, na którym zgromadzono ponad 50 mld zł aktywów. Starają się także przekonać resort finansów, nadzór i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów do wspólnego rozwiązania problemu polis inwestycyjnych. Dlatego na samym pomyśle cięcia prowizji się nie skończy.

— Rynek ubezpieczeniowy śledzi kolejne projekty ustawy o działalności ubezpieczeniowej i rozważa ściślejszą samoregulację w niektórych kwestiach. O szczegółach będziemy mogli mówić dopiero po uzgodnieniu stanowiska przez branżę — mówi szef PIU.

Podcinanie gałęzi

Mimo oczywistego celu, który przyświeca ubezpieczycielom, propozycje izby są dużym zaskoczeniem dla ekspertów.

— To podcinanie gałęzi, na której siedzi branża życiowa. Będą one miały dla rynku gorszy skutek niż rządowe pomysły — mówi osoba, związana z rynkiem ubezpieczeniowym, która zastrzega anonimowość. Tłumaczy, że zgodnie z projektem rządu pośrednik może dostać wynagrodzenie w dowolnej wysokości. Może to być nawet 100 proc. składki z pierwszego roku. Tymczasem w przypadku mocnego ścięcia prowizji pośrednicy nie będą już zainteresowani sprzedażą polis inwestycyjnych. Krzysztof Nowak, partner w firmie Mercer Polska, ocenia, że propozycje PIU nie uratują rynku polis inwestycyjnych.

— Najwyższy czas postawić pytanie, jak pogodzić interesy klientów, ubezpieczycieli, dystrybutorów i państwa — zaznacza. Jego zdaniem, potrzebne jest rozwiązanie, które zachęci Polaków do długoterminowego oszczędzania i odbudują oni mocno nadszarpnięte zaufanie do firm, oferujących produkty inwestycyjne.

— Źródłem kryzysu polis inwestycyjnych jest to, w jaki sposób zostały one opakowane i sprzedane. Klienci poczuli się oszukani i wprowadzeni w błąd. Każda próba poprawy sytuacji ubezpieczycieli spotka się z negatywnym odbiorem społecznym — uważa Krzysztof Nowak. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu