Solar, Próchnik, Pamapol, Asbis i KDM Shipping — te spółki w ubiegłym roku spędzały sen z powiek niejednemu inwestorowi, dostarczając nie tylko negatywnych emocji, ale przede wszystkim bolesnych, bo nawet 80-procentowych, strat. Ci, którzy przełknęli gorzką pigułkę albo postawili na przegranych, dziś mają lepszy albo doskonały humor. Przez zaledwie osiem sesji tego roku akcje Solara zwyżkowały o prawie 85 proc., walory KDM Shipping o 66 proc., a pozostałych trzech spółek — o ponad 40 proc.
— Mocne odbicie notowań firm, które w poprzednim roku zachowywały się najgorzej, wynika bardziej z emocji niż poprawy fundamentów — nie ma wątpliwości Łukasz Hejak, zarządzający Investors TFI.
Uwaga na fundamenty
Strategia, polegająca na kupowaniu najmocniej przecenionych papierów w wybranym okresie, wykorzystywana nierzadko przez zagraniczne fundusze hedgingowe, kusi nie tylko prostotą, ale też potencjałem zarobku. Eksperci jak zwykle jednak zalecają ostrożność.
— Do każdej z firm należy podejść indywidualnie. W ubiegłym roku niektóre spółki, zwłaszcza małe i średnie, zostały bardzo mocno przecenione. Nie dziwi więc, że teraz inwestorzy spekulacyjnie kupują ich walory. Tak jest w przypadku JSW, gdzie odbicie [20 proc. — red.] wynikało z nowych pomysłów dotyczących restrukturyzacji. Inwestorzy rozpoczęli zakupy, choć na razie nie wiadomo, czy któryś z tych pomysłów wypali — mówi Tomasz Matras z Union Investment TFI.
Kluczowe są fundamenty, poprawa wyników, bezpieczny bilans i przepływy pieniężne — jak mantrę powtarzają specjaliści. Drobni gracze kierują się jednak często emocjami i przyłączają się do większości.
— Weryfikacja takiej strategii przyjdzie wraz z publikacją wyników za ostatni kwartał roku lub innych informacji ze spółek. Zakładając jednak, że zeszłoroczne spadki miały podstawy fundamentalne, trudno oczekiwać, że sytuacja na początku roku aż tak się poprawiła. Owszem pozytywnie na dynamiki wpływa efekt niskiej bazy, ale to nie wystarczy, żeby uzasadnić tak silne zwyżki kursów — studzi zapał Łukasz Hejak.
Nie bez znaczenia pozostaje także niska płynność, która działa jak broń obosieczna. Z jednej strony niewiele trzeba, aby rozruszać kurs niepłynnej spółki, ale podobnie jak dynamiczne jest odbicie kursu takiego marudera, tak dynamiczna jest potem korekta notowań. Trzeba więc pamiętać, że ewakuacja nie będzie łatwa.
Skarby z makulatury
Historia podpowiada jednak, że choć strategia kupowania akcji outsiderów to gra bardzo ryzykowna, to często jest warta świeczki. W 2013 r. spośród 10 spółek, które najmocniej odbiły w pierwszych dniach stycznia, zaledwie dwie nie kontynuowały rajdu. Reszta przez cały rok zwyżkowała nawet o kilkadziesiąt procent. Przykładem jest Gino Rossi, które spadało na łeb na szyję w 2012 r., po to, aby przez zaledwie osiem sesji stycznia 2013 r. odrobić 22 proc., a przez kolejne dwanaście miesięcy zwyżkować o 163 proc. Jeszcze większy zarobek przyniosły Delko i Talex, których akcje w styczniu odbiły po 30-40 proc., a w całym 2013 r. zyskały — odpowiednio — 230 i 170 proc. Specjaliści mają na to wytłumaczenie. Dwa lata temu na GPW była hossa w segmencie małych i średnich spółek, a klienci drzwiami i oknami walili do funduszy akcji. Dodatkowo strażnikiem płynności i popytu na giełdowe „misie” były OFE. W 2014 r. rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Fundusze emerytalne nie były tak skore do kupowania małych i niepłynnych spółek, a TFI notowały odpływy pieniędzy z funduszy akcji. To ma się jednak w 2015 r. zmienić.
— Nie każdy papier wartościowy, którego kurs spadł, nadaje się już tylko na makulaturę. Na GPW mieliśmy wiele przykładów spółek, które wychodziły z kłopotów — by przypomnieć choćby CD Projekt, Gino Rossi czy Selvitę. Akcje małych spółek, które przechodzą dużą fundamentalną poprawę, mogą okazać się dobrą inwestycją zwłaszcza w czasie hossy w segmencie giełdowych „misiów”. A warunki do takiej hossy są. Wyceny małych spółek są niskie, tania ropa i słaby złoty mogą pomagać w poprawie wyników, polska gospodarka trzyma się mocno, a niskie stopy procentowe mogą zachęcać do inwestowania w akcje — wylicza Adam Łukojć.
Spośród spółek, które w tym roku zaczęły odbijać od dna, zarządzający z TFI zwracają uwagę na potencjał przedstawicieli branży odzieżowej — Próchnika i Solara. Spółki te borykały się z problemami, a ich notowania zachowywały się znacznie gorzej od innych firm z sektora. Teraz być może czas na dorównanie rywalom z branży.
— W przypadku Próchnika czy Solara można zastosować też analogię z Monnari. Kilka lat temu firma ta otarła się o bankructwo, ale gdy zaczęła wychodzić na prostą, to wtedy właśnie trzeba było kupować jej akcje. Oczywiście nie jest przesądzone, że w przypadku tych dwóch podmiotów będzie tak samo, ale są inwestorzy, którzy liczą na taki scenariusz. Oczywiście takie podejście jest mocno spekulacyjne. Ważniejsze jednak są fundamenty — ocenia Tomasz Matras.
-11,4 proc. Tyle straciliby średnio inwestorzy, stosując taką strategię w 2014 r. W tym czasie sWIG80 był 15 proc. pod kreską.


