Piękna była o świcie mieniąca się kolorami rzeka Predota. Może w czasie prywatnej wędrówki von Schieffen dostrzegłby jej urodę, ale jako pruski feldmarszałek, prowadzący wojskowe manewry, otaksował ją krótkim spojrzeniem i ocenił: „To nic nie znacząca przeszkoda”.
Światowy boom gospodarczy lat 80. i panujący “etos biznesu” musiały znaleźć swoje uzewnętrznienie na ramionach pań. W państwie korporacyjnym potrzebny był korporacyjny wygląd. Zdano sobie sprawę, że ubiór w pracy jest środkiem komunikacji z drugą osobą. Sygnalizuje, czy podchodzę poważnie do swoich obowiązków, czy interesuje mnie awans i kariera, w jakim stopniu identyfikuję się z firmą…
W jednym z amerykańskich banków przeprowadzono eksperyment. Po lewej stronie głównej sali operacyjnej damski personel ubrano w niezobowiązujące, sportowe trykoty, po prawej — w kostiumy. Okazało się, że na 10 klientów 9 bez zastanowienia kierowało się na prawo. Wynik był wiele mówiący — kostium przyciągał, kojarząc się z kompetencją i odpowiedzialnością.
Pierwszy kontakt bywa niekiedy decydujący. Wartościujemy i klasyfikujemy człowieka przez pierwszych 5 sekund, zanim się odezwie. Pierwsze wrażenie pozostaje i jest niezwykle trwałe. Obowiązuje zasada — drugi raz nie da się zrobić pierwszego wrażenia.
Zasady psychologii są niezmienne. Rolę męskiej marynarki na damskich ramionach przejmuje żakiet, a spodni — spódnica i coraz częściej spodnie. Kostium dość skutecznie kamufluje wady budowy. Pozwala odwrócić od nich uwagę, przerzucając akcenty na inne części sylwetki. Nadaje właściwe proporcje, umiejscawia talię tam, gdzie powinna być, a niekoniecznie jest. Prostuje sylwetkę. Regulując jego długość, można optycznie wydłużyć nogi, zmniejszyć biodra, „ukraść” 10-15 kilogramów. Właściwie dobrana szerokość ramion w stosunku do całej postaci i wielkości głowy eksponuje twarz, nadając jej szczególnej ważności. Pozwala na niej skupić uwagę i nadać pewien stopień kompetencji. Żakiet najlepiej ze wszystkich damskich okryć, w niezrównany sposób formuje sylwetkę.
Wizerunek kobiety sukcesu w dużej mierze zawdzięczamy Coco Chanel. Była zaprzeczeniem kobiety utracjuszki Barbary Hutton, która miała 7 mężów, 3 razy dziennie zmieniała makijaż i malowała paznokcie, o strojach już nie wspominając i skutecznie ogołociła odziedziczone konto do marnych 5 tysięcy dolarów. Coco nie miała męża ani czasu na przebieranki. Nosiła ręce w kieszeniach, pokazywała sobą, że świat jest do zdobycia. Zostawiła po sobie wielomilionowy majątek.
Gdy Erich von Stroheim spytał na przyjęciu: „Kto to jest ta dama?”, otrzymał odpowiedź: „Och, jest tylko szwaczką”. Zrobił kwaśną minę. Na przyjęciu elity — szwaczka? Nabrał respektu, gdy dowiedział się, że ta szwaczka płaci rocznie 17 milionów franków podatku dochodowego. W latach 30. nie było jeszcze tak oczywiste, że praca nie hańbi... Mało kto wiedział, że Molier był tapicerem. Co prawda królewskim, ale jednak.
Coco stworzyła imperium, którym rządziła twardą ręką. W interesach była stanowcza — wolała definitywnie zamknąć swój dom mody, niż ulec presji strajkującej załogi. W życiu prywatnym niezależna — sam Igor Strawiński wyprowadzał jej psa na spacer. Kazała kobietom nosić pończochy i proste, łatwe w utrzymaniu fryzury. Wszystko, co wkładała, nosiło znamiona prostoty. W swojej szafie miała kostiumy w godnych do dziś polecenia kolorach — czarnym, białym, ecru, beżu, szarym i na wyjątkowe okazje — czerwonym (była brunetką). To ona zrobiła z niezobowiązującego kostiumu podstawowy ubiór kobiety interesu. Wściekły Poiret (ówczesny guru mody), któremu nie mieściło się to w głowie, krzyczał, że pod wpływem Chanel kobiety stały się małymi, niedożywionymi telegrafistkami. Nie przypuszczał, że dziś co czwarty menedżer brytyjski stanie się taką „telegrafistką”. Mało tego, jedna z tych „telegrafistek” — Clara Furse — stanie na czele londyńskiej giełdy.
www.turbasa.krakow.pl
