Ubrania jadą za granicę

Agnieszka Janas, Joanna Inorowicz
25-02-2008, 00:00

W galeriach handlowych Moskwy czy Pragi możemy poczuć się jak w katowickiej Silesii czy stołecznej Arkadii — sąsiadują tam ze sobą sklepy polskich producentów — m.in. Reserved, Tatuum i House.

olacy na razie inwestują głównie u naszych sąsiadów — w Czechach, Rosji, na Słowacji, w Niemczech oraz na Węgrzech i w krajach nadbałtyckich. Inwestycje w tych krajach to pewnego rodzaju rozgrzewka i możliwość zdobycia doświadczenia.

— Liderzy branży odzieżowej obecni na GPW swój sukces zawdzięczają przede wszystkim dobrej i konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, której istotnymi elementami są m.in. silna rola promocji marek własnych i dobrze zorganizowana sieć dystrybucji — wyjaśnia Rafał Salwa, niezależny analityk.

Produkują poza Polską

Liderami polskiej branży odzieżowej są przede wszystkim: Vistula&Wólczanka, Bytom i Monnari, LPP, Tatuum oraz Smyk.

Na sukces składa się nowoczesny i dobrze zaplanowany marketing marki oraz przeniesienie prostych faz produkcji poza granice kraju.

Katarzyna Latek, wiceprezes giełdowej spółki Monnari, pamięta, jak kilka sezonów temu, spacerując za granicą, uświadomiła sobie, że w witrynach modnych sklepów dominuje kolor pomarańczowy. Pech chciał, że ten kolor był słabo reprezentowany w kolekcji Monnari. Klęska?

— Blisko 20-30 proc. odzieży szyje się w Polsce. Telefon do projektantów wystarczył, by wkrótce w sklepach zrobiło się pomarańczowo — opowiada Katarzyna Latek.

Ten przykład dobrze ilustruje potrzebę zachowania części produkcji w kraju, zwłaszcza przez spółki sprzedające modę.

— Jak cały świat, większość ubrań przeszywamy za granicą. Wśród krajów dominują Chiny i Indie, słynne z produkcji i szycia jedwabi. Jednak korzystamy także z fabryk we Francji czy Włoszech. Są tam niewątpliwie droższe usługi, ale… nasze trzy marki Monnari, Pabia i Molton to moda z wyższej półki. Musimy dbać o jakość, bez tego nie odniesiemy sukcesu rynkowego — opowiada prezes Latek.

Spółka prowadzi jedną z największych sieci sprzedaży mody damskiej w Polsce. W tej chwili ma 132 salony Monnari, 25 butików Pabii oraz 24 Moltonu. To nie wszystko. W Berlinie działają trzy sklepy oraz jeden w Kaliningradzie.

— W tym roku chcemy uruchomić łącznie 80 salonów. Największą dynamikę wzrostu sieci będzie miała Pabia i Molton. Na przełomie marca i kwietnia oddamy też pierwszy megastor (450 mkw. i wszystkie trzy marki) w Kaliningradzie — wylicza Katarzyna Latek.

Inne polskie firmy, np. producent bielizny Atlantic i LPP, szyją poza krajem, a same nastawione są na rozwijanie własnej sieci handlowej.

Znane poza granicami

Wśród rodzimych firm jest kilka, które odnoszą sukcesy poza granicami kraju, niektóre mogą pochwalić się pozycją mocniejszą od marek zachodnich. Należą do nich m.in. Reserved i Cropp, House (Artman) czy Tatuum (KAN). Polskie firmy odzieżowe wchodzą również z własnymi sieciami do innych krajów, otwierając tam swoje sklepy w najlepszych centrach handlowych.

Projekty istniejącej od 13 lat firmy LPP opracowywane są w centrali firmy w Gdańsku, zaś produkcja zlecana fabrykom na Dalekim Wschodzie, u tych samych producentów, którzy szyją także dla znanych, światowych firm odzieżowych, wykorzystując nowoczesne maszyny i technologie.

Pierwszy salon oferujący ubrania marki Reserved otwarto poza granicami kraju sześć lat temu w Talinie. Dziś firma ma 67 salonów poza Polską (Czechy, Słowacja, Węgry, Rosja, Łotwa, Litwa, Estonia, Ukraina). LPP ma także 105 salonów Reserved w Polsce, o łącznej powierzchni 67 tys. mkw. Cztery lata temu powstał pierwszy salon Cropptown, w którym sprzedawane są ubrania i akcesoria dla osób w wieku 13-20 lat. Teraz salonów jest już 101. W 2007 r. firma odnotowała przychód ze sprzedaży w wysokości 1,27 mld zł — był to wzrost o 56 proc. w stosunku do 2006 r.

— Niewątpliwym liderem ukierunkowanym na masowego i młodszego konsumenta jest LPP, gdańska spółka, która wypromowała markę Reserved, a potem, idąc za ciosem, inne marki, m.in. Cropp i Re-Kids. Szefowie firmy znacząco obniżyli koszty i postawili na produkcję poza granicami kraju, na rynku azjatyckim — dało to świetny efekt — mówi Rafał Salwa.

W tyle nie pozostaje łódzka firma KAN — właściciel marki Tatuum, która ma już 34 salonów za granicą, w tym pięć na Węgrzech, osiem w Czechach, 15 w Rosji, trzy w Niemczech oraz trzy na Ukrainie.

Nie tylko dla dzieci

Na rynku odzieży dziecięcej jednym z głównych graczy jest giełdowa spółka Empik Media & Fashion (EM&F). Do grupy należy m.in. sieć sklepów Smyk. Sprzedawana jest w nich kolekcja własna odzieży Cool Club (a także zabawki Smiki). Pod koniec 2007 r. sieć składała się z 45 salonów w Polsce, sześciu na Ukrainie oraz trzech w Niemczech.

— Za uruchomienie sieci sprzedaży w Niemczech dostaliśmy w 2006 r. nagrodę w Cannes. Na rynku niemieckim zaskoczyła nas przede wszystkim popularność odzieży Cool Club. W Smykach sprzedajemy także kolekcje innych producentów. Jednak ze względu na popularność naszej marki — powiększamy stoiska z Cool Clubem w kraju i zagranicą — chwali się Katarzyna Górecka z EM&F.

Plany na 2008 r. zakładają powiększenie sieci o 10-12 salonów w Polsce, 6-8 na Ukrainie oraz wejście na rynek rosyjski.

— Już w tym kwartale oddamy pierwszy sklep w St. Petersburgu. Chcemy zakończyć rok, mając w Rosji co najmniej 4 salony. Mamy nadzieję, że będzie ich dziesięć, bo na taką inwestycję jesteśmy przygotowani — mówi Katarzyna Górecka.

Odzież projektowana przez warszawski zespół projektantów, szyta jest na Dalekim Wschodzie, głównie w Chinach.

— Dopracowaliśmy się odpowiedniego systemu kontroli jakości. Ponadto Smyk pracuje z kilkoma sprawdzonymi fabrykami w Polsce — uzupełnia Marek Łebek z EM&F.

Marką młodszego pokolenia, jest należąca do krakowskiej spółki Artman, sieć sklepów House. W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2007 r. Artman otworzył sześć nowych sklepów własnych, w tym jeden za granicą oraz dziesięć nowych salonów franczyzowych.

We wrześniu 2007 r. Artman miał w Polsce 53 salony własne oraz 56 salonów franczyzowych. Poza granicami ubrania marki House można kupić w 65 salonach franczyzowych oraz 2 salonach własnych (na Słowacji). Do końca 2010 roku spółka chce zwiększyć sieć sprzedaży do 390 sklepów w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym 140 w Polsce i 110 w Rosji.

Nie tylko garnitury

Vistula & Wólczanka powstała 31 sierpnia 2006 r. Sieć własna sprzedaży liczy ponad 170 salonów, w tym 5 za granicą. Spółka coraz częściej korzysta z usług starannie wyselekcjonowanych producentów niezależnych — produkcja płaszczy, swetrów, obuwia czy akcesoriów realizowana jest poza Polską, głównie we Włoszech.

Spółka jest w fazie dynamicznego przekształcania się w firmę o wyraźnym profilu marketingowo-handlowym — w styczniu 2007 r. Vistula & Wólczanka została właścicielem sieci sklepów Galeria Centrum. Obecnie ma 16 salonów z logo GC. Do 2010 r. planowane jest otwarcie 50 kolejnych. Nabycie Galerii Centrum było pierwszym krokiem w realizacji strategii wzrostu Vistula & Wólczanka przez akwizycje.

Agnieszka

Janas

Joanna

Inorowicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas, Joanna Inorowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Ubrania jadą za granicę