Na co dzień kieruje firmą — jako wiceprezes Bielenda Kosmetyki Naturalne i dyrektor zarządzający Bielenda Professional. Choć od lat jest związany z branżą kosmetyczną i choć jedna z najbardziej znanych firm znad Wisły ma w nazwie jego nazwisko, nie jest typem cichego laboranta. W garniturze mu do twarzy, ale chętnie z niego wyskakuje. Pot, błoto i ochraniacze. Motocross, trial, przeprawy. Tam ładuje baterie. Ucieczka? Od kremów, zapachów i kosmetycznego poukładanego, sterylnego świata?
— To nie jest ucieczka. Ot, odskocznia. Na chwilę. Od rzeczywistości. To pasja, która pomaga mi się zrelaksować, odnaleźć pokłady energii, poczuć adrenalinę inną niż w biznesie — odpowiada Jacek Bielenda. Uwielbia kilkudniowe wyjazdy do mekki enduro — w rumuńskie Karpaty. Często tam jeździ?
— Może nie tak często jak bym chciał, ale też nie tak rzadko, żebym nie pamiętał ostatnich wyjazdów. Współzarządzam dużą firmą. Takie wyjazdy trzeba planować z wyprzedzeniem — twierdzi biznesmen. Dobrze. Niech będzie, że to odskocznia.
Jawy czar
W swoim krakowskim biurze Jacek Bielenda skupia się na kontroli, jest znany z precyzji. Przykłada wagę do detali i szczegółów. Natomiast po godzinach próbuje uchwycić moment. Na przykład chwile ciszy rozdzielające kolejne skoki i podjazdy w motocyklowym trialu i towarzyszący im szum przepływającej obok rzeki. Przyspieszony oddech i ból mięśni nóg i rąk podczas ostrzejszej jazdy po torze motocrossowym. Rytm silnika. W biznesie tak nie ma. Zawsze uciekał na motocyklu?
— Odskakiwał. Przepraszam. To zawsze? — Historia mojej pasji jest w gruncie rzeczy banalna. Zacząłem jako chłopak od motoroweru. Jawy. „Pięćdziesiątki”?
— Tak. Może to i wyświechtany slogan, ale naprawdę pamiętam, jak się czułem, kiedy pierwszy raz przejechałem się na tym sprzęcie. Powiem więcej — do dziś czuję to samo, kiedy wskakuję na jeden ze swoich motocykli — opowiada biznesmen. Garaż Jacka Bielendy jest spory. Czekają w nim na weekend cztery maszyny: trialowy motocykl Beta Evo 300, łagodna offroadówka KTM freeride 250 R. Są też SuperMoto KTM 125 (motocykl enduro z szosowymi oponami i hamulcami) oraz duży i szybki sprzęt turystyczny KTM 990 SMT.
— Zdarzało się jednak, że w garażu stało ich nawet osiem. Lubię sprawdzać i szukać nowych opcji — mówi Jacek Bielenda. Ścigacze nie? — Lubię wszystkie motocykle. Szosowe również, ale moją prawdziwą pasją jest jazda w terenie — wyjaśnia.
Czas na trening
Co ciekawe, Jacek Bielenda jest bardziej typem kierowcy niż mechanika. Majsterkowanie to nie jego żywioł. To nie tak, że nie umie tego robić. Po prostu szkoda mu czasu na takie zabawy. Zabytki woli zwiedzać niż konserwować.
— Nie jestem typem majsterkowicza mechanika, nie lubię spędzać czasu w zamkniętym garażu. Oczywiście większość podstawowychprzeglądów potrafię zrobić sam. Ale to raczej konieczność niż przyjemność. Poza tym zawsze mogę liczyć na ludzi, z którymi staram się dzielić swoją pasję i którzy pomagają mi osiągać kolejne stopnie zaawansowania — uzupełnia Jacek Bielenda. Kiedyś myślał, że jest inaczej. Kupił nawet motocykl Dniepr z wózkiem bocznym. Do remontu. I co?
— Pogubiłem części, nie mogłem znaleźć nowych, a pomysł z odbudową przysporzył mi więcej problemów niż radości. Pozbyłem się Dniepra na kilka chwil przed ukończeniem prac — wspomina. Czy na nim zarobił?
— Kilka siniaków i otarć, jeśli już. Odsprzedałem go za niemal taką samą cenę, za jaką go kupiłem — śmieje się Jacek Bielenda. Każda pasja kosztuje. A motocyklowa chyba nawet sporo…
— Zgadza się. To nie jest tanie hobby. Nawet jeśli nie zarabia się na Dnieprach. Jednak, już zupełnie poważnie, swoją pasję traktuję nie tylko jako kosztowną przyjemność. Staram się podejść do niej biznesowo. Jak do inwestycji we własny rozwój. Powiedziałem na początku, że to odskocznia, ale tak naprawdę jeden świat bez drugiego nie mógłby istnieć. Praca i pasja wzajemnie się dopełniają. Potrzebuję jednego i drugiego. Poza tym endorfiny, jakich dostarczają motocykle, wpływają pozytywnie na moje życie. To równoważy koszty — opowiada biznesmen.
Jeszcze jedno — każdy, kto miał okazję pokonać trialowy lub crossowy tor albo chociaż się przejechać w terenie przystosowanym do tego motocyklem, wie, że taka zabawa wymaga żelaznej kondycji. Dlatego pasja — mimo że motoryzacyjna — w znacznym stopniu przyczynia się do utrzymania dobrej formy fizycznej.
— Raz w tygodniu trenuję technikę jazdy pod okiem trenera. Ale to za mało. Potrzebne są również siłownia, bieganie, basen i inne zajęcia, które pozwalają poprawić i utrzymać kondycję. Bez tego niczego w enduro się nie osiągnie — podkreśla Jacek Bielenda.
Marzenie i żona w Subaru
Sport? Owszem. Trzydziestosiedmioletni biznesmen regularnie startuje w zawodach enduro. Ale amatorskich. Na razie nie traktuje sprawy ambicjonalnie. Podkreśla, że liczą się start, emocje, no i frajda z jazdy. Miejsce na podium mniej.
— To też kwestia racjonalnego podejścia. Żeby myśleć o wysokich pozycjach rankingowych, musiałbym przenieść ciężar swoich aktywności na treningi. W moim przypadku nie jest to możliwe. Pozostanę przy odskoczni — mówi. Marzenia? Może Dakar?
— Nie. Ale start w Red Bull Romaniacs [ekstremalne zawody enduro dla najlepszych amatorów na świecie — przyp. red] już tak. Za dwa, trzy lata chcę wystartować w tej imprezie — planuje. Odskocznia. To zrozumiałe. Ale Jacek Bielenda chce na motocyklach nie tylko ładować baterie. Stara się wykorzystać doświadczenie motocyklisty enduro w biznesie. Jak? Trial to pokonywanie własnych słabości. W biznesie też często się staje przed ścianą, która na pierwszy rzut oka jest nie do pokonania. Upór, jaki szlifuje motocross, oraz strategia, jakiej wymaga trial, z pewnością też się przydają za firmowym biurkiem.
— W sportach, jakie uprawiam, liczą się strategia, opanowanie i umiejętność analizy sytuacji. Nie tylko refleks. To doskonały trening umiejętności biznesowych — wyjaśnia. Czy żona to docenia?
— Moja żona jest bardzo wyrozumiała. Zresztą i tak mnie dogoni. Jeździ ponad dwustukonnym Subaru WRX. Potrafi też prowadzić moje motocykle — puentuje Jacek Bielenda.
Jacek Bielenda
Od początku kariery zawodowej związany z
rodzinną firmą. Od podstaw zbudował i rozwija segment kosmetyki
profesjonalnej pod marką Bielenda Professional. Ma wykształcenie
techniczne. Szczęśliwy mąż i ojciec 5-letniej Amelii.
