Tykający coraz głośniej tzw. licznik wsteczny pokazuje dzisiaj 15 dzień przed Wystawą Światową EXPO 2015, rozpoczynającą się 1 maja w Mediolanie pod hasłem „Wyżywienie planety, energia dla życia”. Na finiszu gwałtownie przyspieszają przygotowania zarówno prezentacji polskiej, jak i gospodarzy wystawy. Jeszcze niedawno ambasador Włoch z frasunkiem pytał, czy Polska zdąży z wybudowaniem i wyposażeniem pawilonu.

Według obecnego stanu spraw wypadałoby to kłopotliwe pytanie odwrócić. Spóźnionych gospodarzy EXPO uratuje tylko „Cud w Mediolanie”, przy czym nie chodzi tu o remake filmowej baśni Vittoria De Siki z 1951 r.
Polska uczestniczy ponownie w pracach paryskiego Bureau International des Expositions: (BIE) od zmiany ustroju. Pierwszym naszym powojennym EXPO była Sewilla w 1992 r. Od tego czasu jesteśmy obecni obowiązkowo na wystawach uniwersalnych, w latach podzielnych przez 10 i 5, oraz na mniejszych tematycznych. Wyjątkowo odpuściliśmy tylko EXPO 2012 w koreańskim Yeosu, którego tematem były dość abstrakcyjne oceany.
Ale prezentacja w Mediolanie ze względu na tematykę żywnościową, bliskość oraz relacje wewnątrz Unii Europejskiej to tzw. oczywista oczywistość.
Dlatego trudno pojąć, że jeszcze w 2013 r. minister gospodarki Janusz Piechociński zastanawiał się, czy… mamy jechać. Chodziło o koszty, szacowane wtedy na 40 mln zł. Na szczęście jednak Rada Ministrów uchwaliła koncepcję programową udziału w EXPO, ale dopiero 25 marca 2014 r., notabene później została ona jeszcze zmodyfikowana.
Dla spokojnego przygotowania kraju do godnej prezentacji ta decyzja została podjęta za późno o dwa lata. Lepiej wyszły finanse, ponieważ koszt 60 mln zł (taka jest kwota obecna) został w większości wrzucony do unijnego projektu „Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych”, a budżet wykłada wprost tylko 7 mln zł.