Tym razem zdecydowanie lepiej wypadł rynek grupujący spółki reprezentujące tradycyjne sektory gospodarki. Nasdaq był z kolei przez długie godziny w odwrocie.
Zwyżka to przede wszystkim efekt odżycia nadzieji na rozwiązanie problemu zadłużeniowego w Europie.
Na finiszu sesji indeks Dow Jones zyskiwał 2,53 proc. ponownie wychodząc ponad poziom 11 tys. pkt. Wskaźnik S&P500 rósł o 2,33 proc. zaś Nasdaq zwyżkował o 1,33 proc.
Wskaźniki na Wall Street odreagowywały w poniedziałek ubiegłotygodniową przecenę, która była najcięższą od października 2008 r. Jak oszacowali eksperci, w ciągu pięciu sesji z amerykańskich giełd odpłynęły kapitały rzędu 1 bln USD.
Zaprezentowane w poniedziałek dane makro nie dawały zbytnich podstaw do optymizmu. Spadł, i to mocniej od prognoz, wskaźnik aktywności gospodarczej. Wyniósł -0,43 pkt. wobec -0,37 pkt. prognozy i +0,02 pkt w lipcu.
Ciągle zła sytuacja panuje na rynku nieruchomości. W sierpniu odnotowano najmniejszą od sześciu miesięcy liczbę sprzedaży nowych domów (295 tys.), choć właśnie takiego poziomu oczekiwali analitycy.
Poniedziałek nie był szczęśliwym dniem dla posiadaczy akcji Apple, które brylowały na parkiecie w ostatnich tygodniach. Kurs zniżkował momentami o ponad 2 proc. po informacji JPMorgam Chase o obniżeniu przez producenta kultowego iPada dostaw na czwarty kwartał.
Wzięciem cieszyły się walory instytucji finansowych. Szczególnie dobrze prezentowały się akcje Bank of NY Mellon i Citigroup.
Zwyżkowała wycena papierów Boeinga. To reakcja rynku na dostawę pierwszej maszyny modelu 787 Dreamliner dla japońskich linii lotniczych All Nippon Airways.
W górę szły też notowania walorów funduszu Berkshire Hathaway. Rada nadzorca spółki zaaprobowała plan skupu akcji własnych, co sugeruje, ze prezes Warren Buffett wierzy, że są one niedowartościowane.